Ekshumacje pokazują działanie administracji państwowej w kwietniu 2010 roku. Przeanalizujcie to działanie, te kłamstwa wypowiadane publicznie i dojdziecie do takich samych strasznych wniosków. Dla mnie wygląda to tak, jakby ówczesna władza chciała jak najszybciej zagrzebać wszystko pod ziemią i dorwać się do aneksów i żyrandoli.

W Smoleńsku zginął prezydent RP. Nie wyobrażam sobie takiej hucpy, takiego świństwa, jakie PO uczyniło z jego ciałem. Spieszyli się jak cholera! Dobrze wiedzieli, jak to wyglądało i co się dzieje. Wykorzystali cynicznie wrażliwość rodzin, ich ból do własnych celów politycznych, a teraz różni eksperci i „biegli” usiłują przerzucić to na PiS i oskarżają ta partię o „rozdrapywanie ran”. Kłamstwo można pogrzebać na chwilę, ale nie da się go pochować na zawsze. Prędzej czy później, prawda wydostanie się na powierzchnię.

Kuriozalnym tłumaczeniem jest dla mnie „usprawiedliwianie” ówczesnej władzy opiniami, iż „tak się dzieje w przypadku katastrof lotniczych”. Nie pisałem tego nigdy, ale tak się składa, że byłem (nieoficjalnie, lecz nie jako „widz”) przy jednej z największych w Polsce katastrof lotniczych i widziałem to, co zostaje z ludzi. Widziałem jednak także z jaką ostrożnością i atencją traktowano szczątki ludzkie i wiem co działo się dalej, mimo braku pieniędzy na śledztwo, badania i określoną sytuację polityczną. Nie było też wtedy zaawansowanych badań DNA, a COCOM ograniczał nasze możliwości.

To, co w 2010 roku zrobiła PO nie mieści się w głowie nawet takiego „skromnego esbeka”, rocznik ’57, aż pozwolę sobie sparafrazować komentarz pana Elliot Ness. Najgorsze jest to, że ówczesny premier i ministrowie nie mają żadnego poczucia winy, a ten horror jest skutkiem ich decyzji i działania. (więcej)

Nie zastanawiajmy się czy to był zamach, czy katastrofa. Zastanówmy się nad działaniem ówczesnej władzy. zastanówcie się i jestem pewien, że dojdziecie do takich wniosków, jakie sformułowałem prawie dwa lata temu w moim wywiadzie w tygodniku „wSieci” i powtórzyłem w kolejnych.

Więcej tutaj.