Nagle wszyscy byli ministrowie i gienierały gadają w kółko o osobowych źródłach informacji. A jak rządzili to, co robili? Forsa szła na kolejne zabawki dla dużych dzieci, a raporty o rozmowy miesiącami czekały na zatwierdzenie. Potem okazywało się, że albo figurant wyjechał, albo zmieniła się sytuacja operacyjna, albo forsy nie było na delegację, bo nową zabawkę trzeba było kupić.

Teraz nagle każdy mądry?

A kto powywalał ludzi, którzy potrafiliby to zrobić (ze wszystkich opcji i stron)? Znających języki i nie bojących się pracy operacyjnej? Kto promował posłusznych nieudaczników? Teraz siedzą i pieprzą. Mieli szansę i co zrobili? Nic, poza rozpieprzeniem służb. W dodatku 99% z nich nigdy nie prowadziła żadnych rozmów operacyjnych, a zajmowała się jedynie biurwieniem za duże pieniądze.

To już koniec…

Teraz to na pewno mnie nigdzie nie zaproszą, a lista osób, które wpisały mnie na czarną listę wzrośnie w zawrotnym tempie. I dobrze. Są granice biurwienia, których nie wolno przekraczać.