Przed dwoma dniami do Wadowic dotarła smutna informacja. W krakowskim szpitalu zmarł podpułkownik w stanie spoczynku Franciszek Oremus. Był jednym z ostatnich Żołnierzy Wyklętych – Niezłomnych, walczących niegdyś na Ziemi Wadowickiej. Miał 91 lat. Stanął do raportu Najwyższego nieomal w przeddzień Pułkowego Święta 12 Pułku Piechoty Ziemi Wadowickiej, które przypada tradycyjnie w dniu 1 sierpnia. Jego barwnego życiorysu nie sposób streścić w krótkim wspomnieniu. Zasługuje na książkę, która niewątpliwie byłaby ciekawa.

Franciszek Oremus urodził się w Izdebniku. Był synem Franciszka, żołnierza Legionów Polskich, Armii Krajowej i działacza Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wychowany w niepodległościowej i społecznikowskiej atmosferze rodzinnego domu, od najmłodszych lat zaangażował się w działalność patriotyczną w organizacji „Orląt”, najmłodszym szczeblu Związku Strzeleckiego.

Po wybuchu II wojny światowej jego ojciec zaangażował się w tworzenie izdebnickiej Placówki Służby Zwycięstwu Polski – Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej. Franciszek syn, mimo młodego wieku także wkrótce stał się żołnierzem konspiracji. Oprócz pomocy ojcu w działalności ZWZ-AK, nawiązał kontakt z konspiracją Polskiej Partii Socjalistycznej – Wolność, Równość, Niepodległość (PPS-WRN) gdzie przeszedł pierwsze przeszkolenie wojskowe.

W ramach scalenia konspiracyjnego wysiłku zbrojnego w Siły Zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego, stał się od 1943 r. żołnierzem Podobwodu Kalwaria AK kryptonim „Dęby” i wraz z oddziałami partyzanckimi tegoż Podobwodu wszedł w skład organizowanego w ramach akcji Odtwarzania Sił Zbrojnych (OSZ) 12 Pułku Piechoty AK Ziemi Wadowickiej. Był jednym z najmłodszych, ale równocześnie najbardziej zaangażowanych żołnierzy 10/6 kompanii partyzanckiej „Limba”, dowodzonej przez ppor. Zygmunta Kamińskiego „Poboga”. Brał udział w wielu akcjach partyzanckich na Ziemi Wadowickiej i w rajdzie kompanii „Limba” i „Setka” 12 pp AK na Stare Wierchy. Przez ponad pół roku odpowiedzialny był za ochronę partyzanckiej bazy w leśniczówce Gościmia, gdzie został ciężko kontuzjowany w czasie niemieckiej akcji pacyfikacyjnej.

Ujawniony w 1945 roku, podjął naukę w zawodzie szofera i ślusarza w Krakowie a następnie pracę we Wrocławiu. Niestety, komunistyczne represje wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego nie ominęły także rodziny Oremusów. Franciszkiem młodszym wkrótce po jego przyjeździe do rodzinnego domu w Izdebniku zainteresowali się funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Myślenic, którzy rozpracowywali struktury i ludzi wojennej konspiracji na wschodnim pograniczu powiatu wadowickiego. Podczas jednej z akcji bezpieki w Izdebniku został ciężko ranny i uznany przez ubowców za zabitego. Mimo grożących represji ukryli go odważni sąsiedzi, a po powiadomieniu rodziny został przewieziony do krakowskiego szpitala. Rodzinny dom Oremusów w Izdebniku został spalony przez funkcjonariuszy UB.

Po wyleczeniu, mając świadomość, że nadal poszukuje go UB, do którego dotarła wiadomość iż przeżył, postanowił przejść na nielegalną stopę życia. Wraz z kilkoma podobnie jak on poszukiwanymi kolegami stworzył niewielki oddział partyzancki, któremu nadał nazwę Wolnych Sił Polskich. Starał się nawiązać kontakt z jakimś wyższym dowództwem czy ośrodkiem konspiracyjnym. Niestety, po rozbiciu w 1947 r. dużych oddziałów partyzanckich na Ziemi Wadowickiej oraz sfałszowaniu przez komunistów wyborów, w lasach pozostali już tylko nieliczni, najbardziej zdeterminowani w woli oporu, lub najzagorzalej ścigani przez bezpiekę. Ludność kilkunastu wsi wschodniej części powiatu wadowickiego oraz zachodnich obszarów pow. myślenickiego wspierała ich w miarę możliwości. Jednak perspektyw dobrego rozwiązania nie było. Nie wszyscy podwładni Franciszka Oremusa mieli taką jak on świadomość i ideowość walki o niepodległość. Dla niektórych była to już tylko przygoda, lub przyzwyczajenie. Dwóch z nich sprzeniewierzyło się żołnierskiej przysiędze, dokonując napadów na przypadkowe osoby. Jednego rozstrzelano, drugi, wskutek nieudanego napadu spowodował wsypę całego oddziału.

Franciszek Oremus wraz z towarzyszami zostali ujęci i stanęli przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Krakowie. F. Oremus z wyrokiem opiewającym na piętnaście lat pozbawienia wolności z krakowskiego więzienia Montelupich trafił do Wronek, jednego z najcięższych zakładów represji w Polsce Ludowej. Przez kilka miesięcy był także więźniem warszawskiego Więzienia Mokotowskiego. Mimo, że w 1956 roku zwolniony został z więzienia, pozbawiony praw publicznych jeszcze przez wiele lat czynił starania o przywrócenie mu pełnych możliwości obywatelskiego funkcjonowania.

Po powrocie do Izdebnika rozpoczął działalność gospodarczą przekształcając dawny warsztat bednarski ojca w nowoczesny rzemieślniczy warsztat ślusarsko-mechaniczny. Równocześnie pracował w krakowskiej spółdzielni usług metalowo-ślusarskich. Z Heleną Budziaszek, byłą więźniarką skazaną w procesie Kurii Krakowskiej, założył rodzinę, w której na świat przyszli synowie Franciszek junior i Grzegorz.

Pasja społecznego działania przy wynikającym ze zmiany zainteresowań aparatu represji PRL a przychodzącym z czasem złagodzeniu policyjno-politycznego nadzoru, spowodowały, że Franciszek Oremus zaangażował się w działalność społeczną w środowisku rzemieślniczym i kombatanckim. Ale także i ta forma aktywności Pana Franciszka pozostawała aż do końca lat 80. XX wieku pod ścisłą obserwacją organów bezpieczeństwa. W niewielkim środowisku kalwaryjskim, gdzie przez lata prowadził działalność publiczną, poprzez intrygi i inspiracje agenturalne prowadzono przeciwko niemu stałe przeciwdziałania.

Po okresie tułania się z rodziną w różnych uwłaczających ludzkiej godności mieszkaniach komunalnych, w latach sześćdziesiątych wybudował dom w Wieliczce i z tym miastem związał dalsze swoje życie, pozostawiając z czasem warsztat w Izdebniku synowi Grzegorzowi. Przez wiele lat pozostawał jednak jeszcze działaczem kalwaryjskiego Cechu Rzemieślniczego i mocno angażował się m.in. w budowę nowego Domu Rzemiosła.

Po przejściu na emeryturę jego pasją i najważniejszym polem działania stała się aktywność w organizacjach kombatanckich. Zabiegał o uznanie i poszanowanie dorobku Polskiego Państwa Podziemnego i zbrojnego wysiłku Armii Krajowej. Współuczestniczył w fundacji i odsłonięciu wielu tablic i obelisków, nie tylko w powiecie wadowickim ale w całej Małopolsce, a nierzadko poza granicami naszego województwa. Sam także wiele z nich ufundował. Jego największym i zarazem najważniejszym dla niego dorobkiem był pomnik wzniesiony i przez lata wzbogacany, przy dawnej bazie partyzanckiej na terenie leśniczówki w lasach Gościbii. Na prośbę Michała oraz Teresy Siwiec-Cielebon zaangażował się także w przygotowanie i odsłonięcie tablicy pamiątkowej 12 pp i 12 pp AK w wadowickiej Bazylice pod wezwaniem Ofiarowania NMP, obecnie eksponowanej na frontowej ścianie tej świątyni. Był prezesem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej i byłych Więźniów Politycznych.

Płk. Franciszek OremusPo śmierci dowódców 12 pp AK i poszczególnych oddziałów pułku przejął na siebie ciężar współorganizowania dorocznych uroczystości Święta Pułkowego, w czym przez wiele lat miałem zaszczyt mu pomagać i towarzyszyć. Nierzadko udział w tych uroczystościach przypłacał kolejnymi chorobami lub kontuzjami. Nigdy jednak nie rezygnował z walki o pamięć i historyczną prawdę. Kolejno żegnał swoich kolegów partyzantów odchodzących do wieczności, starając się zawsze o zapewnienie im wojskowego ceremoniału w ostatniej ziemskiej drodze.

Za swoją postawę wojenną odznaczony został m.in. Krzyżem Walecznych oraz złotym, srebrnym i brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Za dokonania w pracy społecznej m.in. Krzyżem Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz złotym Krzyżem Zasługi. Za działalność kombatancką na rzecz upamiętnienia najnowszej historii polskich walk niepodległościowych odznaczony został przez Prezydenta RP profesora Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Jako kombatant awansowany został do stopnia podpułkownika Wojska Polskiego.

W ostatnim roku gasł powoli podczas kolejnych pobytów w szpitalach. Wiek, wojenne i powojenne rany oraz powracające z coraz większym natężeniem choroby nie pozwoliły mu na przygotowanie tegorocznych uroczystości Pułkowego Święta. W przededniu tego Święta powołany został do ostatniego apelu. Jego pogrzeb odbędzie się w najbliższy piątek w rodzinnym Izdebniku.

Żegnaj Panie Pułkowniku Franciszku!

Cześć Twojej pamięci!
Michał Siwiec-Cielebon

Polecamy wywiad rzekę z pułkownikiem Franciszkiem Oremusem ps. „Szteyer”. W którym opowiada o swoich losach tuż przed rozpoczęciem II wojny światowej.