Szanowni Państwo, odsądzicie mnie od czci i wiary, lecz uległem. Hejterzy będą mieli uciechę. Na „Pressmanii” pewien „Zbyszek”, aż pluje jadem nienawiści do mnie, więc teraz będzie miał używanie.

Dziś mija miesięczny termin od odebranie przeze mnie decyzji ZER o obniżeniu emerytury zgodnie z ustawą dezubekizacyjną. W tym terminie mogłem zrobić cokolwiek. Nie odwołałem się w trybie ustawy, mimo usilnej perswazji ze strony osób, których bym nawet nie podejrzewał, że staną po mojej stronie. Mówię wyłącznie o osobach związanych z prawicą, prawdziwą prawicą, często represjonowanych za komuny, którzy nigdy nie złamali się. Nie wymienię ich, chociaż niektórzy są dziś wysoko i bardzo znani. Zaparłem się i nie odwołałem. Wymyślono więc, mój przyjaciel prawnik napisał za darmo, zaskarżenie tej decyzji do sądu. Zaznaczam, iż zaskarżona została tylko i wyłącznie decyzja dotycząca okresu mojej pracy w okresie 190-2011(13) i zostało to w piśmie podkreślone. Za tamte 7 lat nie chcę nic. napisano i wysłano, chociaż ja nie ukrywam, że przed sądem sprawa ta nie ma żadnych szans.

Uprzedzę komentarze:

1. Nie jest moją winą, że w Polsce ludzie mało zarabiają.
2. W każdym wywiadzie i kontrwywiadzie na świecie ludzie zarabiają więcej, również w stosunku do nas i wcześniej idą na emeryturę. To cena za ograniczenia, rezygnację z własnych praw, ustawiczne ryzyko, paranoiczne życie rodzinne, zszargane nerwy i zdrowie (dotyczy to tylko prawdziwych pracowników operacyjnych, a nie urzędników wywiadu czy kontrwywiadu)
3. O błędach tej ustawy i złudnej sprawiedliwości społecznej, która chroni rzeczywiście winnych pisałem wielokrotnie. Proszę poszukać.
4. Nie piszcie mi Państwo o patriotyzmie, bo ilu z was pozostanie patriotami, gdy nie ma na chleb dla dzieci? To przesada, lecz czy to nie jest powód wyjazdu z Polski dla wielu?

Nie odwołałem się również dlatego, że procedura odwoławcza preferuje przestępców, bo jeżeli ktoś dla swojego ratunku przyniesie materiały SB, to powinien pójść do więzienia, a materiały ujawnione, bo służyły do szantażu, a więc do przestępstwa i nie można mówić o „materiałach ważnych dla bezpieczeństwa państwa”, ponieważ już takimi nie są, skoro stanowiły część nielegalnego archiwum prywatnego. Lata po 1989 roku są ściśle tajne, szczególnie na kierunku wschodnim. Przestępców należy ścigać i karać bez względu na to kim są.

Spojrzałem na tą ustawę także bez emocji, jakby nie dotyczyła mnie. Spojrzałem na nią z kontrwywiadowczego punktu widzenia. Mam ogromne pretensje do prawicowych mediów, które nagłaśniały generalskie bzdury, wpisując się we wrogą grę operacyjną dla prostej propagandy, a nie chciały dyskutować poważnie o zagrożeniach dla bezpieczeństwa Polski. Kilku znanych dziennikarzy zgadzało się z moimi argumentami, lecz twierdzili, że „wydawcy rządzą”. Cóż, odwaga cywilna, to cecha rzadka i chyba negatywna, co wcale nie jest w nowomowie oksymoronem. Tchórzostwo zaś mści się później. ja raz w życiu stchórzyłem, w październiku 1984 i dotąd za to płacę. Powinienem wtedy odejść, ale przestraszyłem się słów starszych i uwierzyłem, ze nie mam dokąd. Opisałem to w „Weryfikacji” i nie będę już się tłumaczył.

O jednym z najbardziej niebezpiecznych zagrożeń już wspominałem, ale napiszę raz jeszcze. Ta ustawa najbardziej „trafia” w ludzi w moim wieku i moim stażem po roku 1990, czyli którzy wszystkie prawa emerytalne i większość awansów osiągnęli w nowej Polsce. Chodzi mi o pracowników operacyjnych, a nie o urzędników na stanowiskach, mianowanych „z klucza” i nie znających się nad niczym, za to odgrywających swoje komediowe role. Ludzie tacy jak ja werbowali, chodzili z obserwacją, stosowali technikę operacyjną, planowali i realizowali z sukcesem złożone działania operacyjne. Ci ludzie znają współczesne służby, ich możliwości, ograniczenia i potrafią poruszać się we współczesnym gabinecie luster. Przeciwnik, kimkolwiek nie jest, czy obcym wywiadem czy mafią, szuka takich ludzi, a nie osiemdziesięcioletnich historyków lub antyterrorystów od porywaczy samolotów w tym samym okresie. Przeciwnik szuka tych, którzy zrobią prawdziwą i nowoczesną ochronę operacyjną i kontrwywiadowczą. Zbudują mu infrastrukturę bezpieczeństwa. Nie oskarżam nikogo, lecz muszę założyć, że w tej liczbie ludzi, znajdzie się kilku zawiedzionych i wściekłych, a to zupełnie wystarczy. Robiłem, projektowałem i sprawdzałem ochronę kontrwywiadowczą wielu super tajnych obiektów, szkoliłem ludzi i sam byłem szkolony. Wykorzystywałem najnowocześniejszy sprzęt, który nie jest dostępny dla zwykłych śmiertelników. Wielu moich kolegów z podobnym do mojego stażem też. Wiem też, jak wykorzystać go w celu wprowadzenia przeciwnika w błąd i zabezpieczeniu siebie. Przykro mi, ale tego nie zdyskontuje żaden wydział, czy departament w ABW lub gdzie indziej, stosujący obecnie taktykę operacyjną „gaz pała pała gaz”, bo jedynymi ich nauczycielami są śmieszne filmy i to często z PRL. Tego, ustawodawca nie wziął pod uwagę i tych argumentów prawicowe media nie chcą widzieć.

Za ten post spodziewam się zemsty z obu stron. Trudno. Możecie Państwo również mnie znienawidzić, ale zgodziłem się, bo ci, którzy mają rzeczywiste i uzasadnione wspomnienia krzywd PRL, którzy walczą o prawdziwą lustrację i dezubekizacją, dekomunizację, zmusili mnie do tego. Nie skorzystałem z „dobrodziejstwa” ustawy, lecz zaskarżyłem ją, między innymi z takimi argumentami, jak wyżej, bo w przeciwieństwie do generałów i części „wydawców” cały czas zależy mi i najwyższym dla mnie dobrem jest bezpieczeństwo nas wszystkich, czyli mojego kraju. Bezpieczeństwo Polski.

Nadal podtrzymuję decyzję o zaprzestaniu jakichkolwiek występów publicznych. Jako krwawy kat i okrutny oprawca, jako wróg wszeteczny, który nie ma prawa być Polakiem, bo tak każe ustawodawca, nie śmiem kalać swoim wstrętnym zdradzieckim prowokacyjnym jestestwem, naszych wspaniałych jedynie słusznych studiów nagrań informacyjnych.

Hejtujcie. Niech się niektórzy nie śmieją, bo ja sobie w łeb nie strzelę. Raczej to mnie strzelą, ale przynajmniej zginę w walce.

Jestem i będę nadal po prawej stronie. zabraniam jakiemukolwiek portalowi publikowania tego tekstu lub jego fragmentów.

Jeden z komentatorów na FB napisał coś o zadbaniu przez służby specjalne o byłych pracowników. jak to wygląda u nas? Tak, fuchy załatwiają sobie tylko szefowie, a tu chodzi o tych, którzy rzeczywiście pracują. W społeczeństwie panuje idiotyczne przekonanie, że ze służb nigdy się nie odchodzi. To prawda, ale nie u nas, bo u nas… Posłuchajcie.

Na placówce dostałem polecenie, chyba od min. Siemiątkowskiego, by zbadać system angielski postępowania z emerytami. Nota bene Siemiątkowski był jedynym szefem, który usiłował wprowadzić w tej kwestii rozwiązania zachodnie, ale przegrał w przedbiegach.Zbadałem dokładnie. Brytyjczycy byli bardzo otwarci i pokazali mi wiele. Po powrocie i po Kiejkutach, gdzie byłem opiekunem i wykładowcą na polecenie gen. Huni zbadałem to samo w BND, Mossadzie i CIA. Jeden wspólny wniosek (użyję terminu angielskiego bo mi łatwiej). W każdej porządnej służbie specjalnej istnieje wydział „Civvy street”. Trafia tam oficer na rok lub dwa przed emeryturą. na ogół po 20-25 lat „na froncie”, co zależy od służby i rodzaju pracy oficera. Wydział ten „czyści” jego ślady, legenduje go, pomaga przejść, bada stopień dekonspiracji, wygasza działania, które muszą być wygaszone wraz z oficerem do cywila, a nawet załatwia pracę, jeśli oficer tego chce. Tworzy infrastrukturę wywiadowczą lub kontrwywiadowczą. Tworzy system bezpieczeństwa państwa. Tworzy strażników KChT. Jest to wpisane w system prawny, w kulturę służb, w procedury i zwyczaje. Jest to podporządkowane państwu i kontrolowane przez państwo. Inaczej i oni mieliby parodię mafijną zwaną WSI. Nie jest prawdą, ze u nich nie było zmian ustrojowych. Były odpowiedniki powodujące potężne trzęsienia ziemi. W CIA po Amesie, po 11 Września i prawdopodobnie teraz – po Obamie, w MI6 po Philbym i za rządów Thatcher. Nigdy jednak nie zostawiano oficerów samych sobie. Nie wynika to oczywiście z moralności i troski o dobro tych, którzy bronili państwa, ale z pragmatyki, ponieważ.

1. Przez pierwsze pięć lat emerytury (niektórzy mówią, że nawet dziesięć), były oficer jest łakomym kąskiem dla wszystkich obcych wywiadów, bo zna aktualne możliwości swoich służb.
2. Oficer może znaleźć się w sytuacji, w której nie poradzi sobie bez instytucji wspierającej go i wpadnie wtedy w pułapkę, nawet, gdy będzie dobry, nie może być sam przeciwko równie potężnym organizacjom.
3. Oficera może przejąć mafia.
4. Oficer zagospodarowany pozwoli oszczędzić siły i środki na operacje wywiadowcze i stanie się przeszkolonym elementem ochrony kontrwywiadowczej kraju, nawet, gdy pochodzi z innej epoki.

Robi się to metodą pozytywną, bo idea „gaz pała pała gaz” działa odwrotnie na oficerów operacyjnych.

Jak to wygląda u nas? Kilka przykładów:

1. Rok 1992. Jestem na przykryciu. Podchodzą do mnie Rosjanie. Mój ówczesny szef, zajęty walką polityczną z Antonim Macierewiczem, nawet nie chce mnie wysłuchać. Odchodzę (na chwilę), by stracić możliwości wywiadowcze i zejść z linii strzału. Nikt nie interesuje się co ze mną się dzieje.
2. Rok 1997. Mój kolega odchodzi z IIA. Pytają się tylko czy pójdzie do mafii i nawet go nie żegnają. Cieszą się, że odszedł, bo zadawał kłopotliwe pytania i nie chciał oddawać spraw.
3. Rok 2000. Mało kogo interesuje, ze Rosjanie po mojej akcji ustalili mnie i moją żonę. Wysyłają mnie za granicę i umywają ręce. Anglicy bardziej się interesują tym, że Rosjanie mnie namierzają niż nasi. Po zmianie władzy, SLD chce mnie wywalić w ogóle, ale nie udało im się.
4. Rok 2010. Na polecenie gen. Huni opracowuję plan i zasady działania polskiego „Civvy Street”. Zastępca generała i dyrektorka kadr pukają się w czoło, a pani dyrektor twierdzi, że „czas odciąć pępowinę”. Potem została dyrektorem kadr w SWW. Zastępca poleca młodemu człowiekowi z kadr, który podejrzanie szybko awansował po 10 kwietnia, mimo orzeczenia o niepełnej przydatności do pracy, zorganizowania spotkania z odchodzącymi. Kończy się awanturą, bo młody człowiek ich tylko straszył odpowiedzialnością karną. Byli to nie tylko ludzie z bagażem w PRL, ale również ci, którzy przyszli po roku 1990, niektórzy nawet „przed chwilą”.
5. Rok 2011. Na jakimś zebraniu mówię i udowadniam, że my kształcimy za państwowe pieniądze ludzi dla firm prywatnych, bo po szkole w Kiejkutach i ok. dwóch latach pracy odchodzą. Takich przypadków jest zbyt dużo. Jestem uznany za wroga numer jeden i słyszę: „Nikogo nie będziemy prosić”. AW obraziła się strasznie.
6. Rok 2013/14. Wydany jest cichy zakaz czytania moich publikacji oraz karani są ci, którzy mają kontakty ze mną. Mój młody kolega zostaje za to wydalony ze służby, lecz wcześniej wewnętrzny zwerbował go i podstawił mi. Przez pół roku mieliśmy niezłą zabawę.
7. Rok 2016. Nadal kontakty ze mną ś bardzo źle widziane i wymagają odwagi cywilnej. Każdy mój sygnał na temat zagrożenia traktowany jest jak prowokacja.
9. Rok 2017. Zostałem ustawowo uznany za wroga, krwawego kata i okrutnego oprawcę oraz wroga i można mnie tylko zamknąć i spałować, ale nie rozmawiać, bo to budzi obrzydzenie. Uzyskałem raz informację dość ważną, chciałem ją przekazać i usłyszałem, że z „ebekami się nie rozmawia”. Na szczęście, w innych znaleźli się ludzie mądzry, którzy mnie wysłuchali, ale oni podlegali innemu ministrowi.

Napisałem o sobie, ale kilku moich kolegów, w tym tych, którzy przyszli po 1990 roku, powie to samo.

Nic nie poradzę, ze czuję się patriotą i żaden minister tego nie zmieni.