Z wielką uwagę śledzę dobrą zmianę w tym jeden z jej elementów – prace związane z reformą sądownictwa. Trwająca obecnie batalia mająca na celu poprawienie efektywności działania sądów i odbudowanie zaufania do sędziów skupia się tylko na reformie KRS i SN. By sprawnie funkcjonowało państwo, to konieczna jest nie tylko reforma wymiaru sprawiedliwości.

Niestety nigdzie nie była podnoszona sprawa reformy immunitetu sędziowskiego, która uniemożliwiłaby zasłanianie się nim w przypadku odpowiedzialności za przestępstwa pospolite dotyczące m. in.: życia, zdrowia, wolności, mienia, itp. Sędziowie w razie złamania prawa powinni być traktowani jak zwykli obywatele. Nie ma to nic wspólnego z zamachem na niezależność i niezawisłość sędziowską, a jest jednym z podstawowych warunków odzyskania przez obywateli zaufania do sądów i sędziów.

Domaganie się ograniczenia immunitetu sędziowskiego nie jest jakimś abstrakcyjnym wymysłem skoro m.in. w Stanach Zjednoczonych, Austrii i Francji, zarówno czynni sędziowie jak i byli go nie posiadają. Profesor Andrzej Siemaszko, Dyrektor Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości pisze: „W większości krajów Unii Europejskiej sędziowie i prokuratorzy nie mają immunitetu, mają normowany czas pracy i są pozbawieni przywilejów nieusuwalności i nieprzenaszalności, ich status jest, więc w istocie zbliżony do statusu urzędników państwowych”.

Uważam, że kolejną sprawą, która powinna być jak najszybciej rozpatrzona w ramach dobrej zmiany, jest możliwość odwołania darowizny w dowolnym czasie od momentu jej przekazania. Nie powinna obowiązywać konieczność udowadniania, że obdarowany dopuścił się „rażącej niewdzięczności”, czyli popełnił przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu lub czci oraz naruszył spoczywające na nim obowiązki wynikające ze stosunków osobistych czy też rodzinnych łączących go z darczyńcą.

Na przestrzeni ostatnich lat w różnych programach telewizyjnych widziałam darczyńców skrzywdzonych przez obdarowanych i brak reakcji sądów na krzywdę ludzką, bowiem sądy nie dopatrzyły się „rażącej niewdzięczności”. Skoro można przekazać darowiznę, to również powinna istnieć możliwość jej cofnięcia, jeżeli nie w naturze to w równowartości gotówkowej.

Należy też jak najszybciej zająć się sprawą odpowiedzialności urzędników za podejmowanie złych decyzji. Nie może być tak, że na skutek ich decyzji niszczeni są ludzie i przedsiębiorstwa, a oni nie ponoszą żadnej odpowiedzialności.
Mimo że ustawa z dnia 20 stycznia 2011 o odpowiedzialności majątkowej urzędników za błędne decyzje obowiązuje, nigdy nie słyszałam, by na podstawie tych przepisów chociaż jeden z nich został skazany i musiał zapłacić odszkodowania.

Wynika to z faktu, że jest bardzo mała ilość zdarzeń zaliczonych jako „rażące naruszenie prawa” i powodujących automatyczne uruchamianie postępowanie przeciwko konkretnemu urzędnikowi. A co ze zdarzeniami, które nie są zaliczane do „rażących naruszeń prawa”, a zasługują na dochodzenie przeciwko urzędnikom?

Dlaczego prokuratorzy podejmują działania zmierzające do ustalenia odpowiedzialności majątkowej urzędnika dopiero na wniosek kierownika instytucji, która wypłaciła odszkodowanie, a sami nie występują z inicjatywą w imieniu poszkodowanych obywateli?

Kolejna kwestia, która powinna podlegać błyskawicznej przebudowie, to sposób odpowiedzi na skargi, petycje, wnioski i zapytania obywatela kierowane do organów administracji publicznej.

Co z tego, że są one zobowiązane do należytego i wyczerpującego informowania, są terminy udzielania odpowiedzi oraz przepisy, które to regulują skoro w  praktyce urzędnicy zamiast stać na straży jawności informacji, robią, co mogą, aby ich nie ujawniać? Często nie odpowiadają, po interwencji pytającego żądają ponownego przedstawienia, bezprawnie uzależniają uzyskanie odpowiedzi od podania celu w jakim składa się pytania lub przysyłają odpowiedzi częściowe. By uzdrowić sytuację na każde tego typu zachowania powinna być możliwość nakładanie kar z możliwością usunięcia urzędnika z zajmowanego stanowiska włącznie.

Do szybkiego uregulowania są „czynsze z kosmosu”. Jak pokazała Komisja Reprywatyzacyjna nowi właściciele przejmując kamienice w ramach walki z mieszkającymi w nich lokatorami nakładają na nich kosmiczne czynsze. Polska to nie „dziki Zachód”. To, że ktoś jest właścicielem, nie znaczy, że może robić co mu się podoba z ludźmi. Należy wprowadzić przepisy, które uniemożliwią tego typu działania prywatnym właścicielom. Co stoi na przeszkodzie by wprowadzić zapisy mówiące o tym, że nie mogą być one wyższe niż np. 20 procent średniej czynszów w danej dzielnicy czy osiedlu?

Jeżeli Polacy mają odzyskać zaufanie do państwa i ma się im ono kojarzyć z bliskością, sprawiedliwością, być przyjazne, to dobra zmiana nie może się ograniczyć tylko do zreformowania wymiaru sprawiedliwości.