24 stycznia 2017 premierę miała gra „Resident Evil VII” japońskiego studia Capcom. Twórcy zrezygnowali z nacisku na efektowność i wartkość akcji, przez które ostatnie odsłony Residenta traciły na klimacie grozy i tajemniczości. Oczywiście, nie oznacza to statyczności siódemki, a jedynie od dawna oczekiwany przez fanów powrót do korzeni serii. W grze nie brakuje zwrotów akcji, wzruszających momentów, zabawy psychologią człowieka oraz merytorycznych przesłań w różnych dziedzinach życia. Czy Japończycy podołali wymaganiom graczy?

Resident Evil VII opowiada historię Ethana Wintera, który po 3letniej rozłące ze swoją ukochaną, Mią, dostaje od niej wiadomość z prośbą o przyjazd do rodzinnego domu Mii. Wkrótce jednak sprawy się komplikują. Bohater już w drodze zauważa, że coś z tym miejscem jest bardzo nie w porządku. Dom swoim wyglądem i otoczeniem budzi przerażenie. Potłuczone szyby, poobdrapywane ściany, wszechobecna dziwna maź, pustki, rozkładające się zwłoki zwierząt to niepokojący i ostrzegawczy widok. Okoliczności w których odnajduje żonę i krótka rozmowa stanowią perfekcyjny wstęp do horroru. Teraz nie ma już odwrotu. Następne kilka lub kilkanaście godzin spędzimy rozwikłując rodzinną tajemnicę Mii. Fabuła gry jest liniowa. Tylko w jednym miejscu dostajemy możliwość wyboru, którego skutkiem mogą być potężne wyrzuty sumienia – niestety, w każdym przypadku.

Na początku warto wspomnieć o samej oprawie wizualnej, która jest niesamowicie piękna oraz niesłychanie immersyjna. Często mówi się, że graficy zaciemniają gry, umieszczając ich akcję w nocy lub słabo umieszczonych podziemiach, aby zakryć niedociągnięcia graficzne. Tutaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Każde pomieszczenie zdaje się mieć swoją własną historię, styl i przeznaczenie. Gracz nie odczuje tutaj syndromu „kopiuj wklej” znanego z takich klasyków jak „Amnezja: Mroczny Obłęd”. Mrok pomieszczeń, podrygiwanie kamery, mistrzowska gra cieni, miejscami niemal post-apokaliptyczny wystrój wnętrz oraz przerażający oponenci spędzą każdemu graczowi sen z powiek i zatrzymają przy sobie na wiele godzin. Jeżeli chodzi o interfejs wraz z HUDem, to jest on w pełni czytelny i łatwy do opanowania. Nie mogę pominąć zachwycającego, krótkiego intra filmowego z którego korzystają youtuberzy nagrywający gameplay RE-VII.

Oprawia audio również stoi na bardzo wysokim poziomie i jest w stu procentach przemyślana. Jakość, „efekt 3D” dźwięku oraz umiejętność straszenia gracza za ich pomocą w nietuzinkowy sposób stawia ją na wzór do naśladowania dla przyszłych kandydatów do grona elitarnego grona gier horror. Muzyka jest w pełni profesjonalna. Dubbing postaci w pełni oddaje nastroje rozmów i sytuacji bez żadnych błędów.

Mechanika gry i rozgrywka jest bardzo zróżnicowana. Przez większość gry poruszamy się po „mrocznych” pomieszczeniach domu Bakerów, statku transportowym lub jaskiniach, zważając na każdy swój krok i oszczędzając niewielki zasób amunicji. Skupiamy się na rozwiązywaniu innowacyjnie wymyślonych zagadek i przeżyciu. Nie oznacza to jednak tego, że nie doświadczymy w niej momentów, w których niczym komandos biegamy z granatnikiem po lokacjach pełnych mutantów i urządzamy im rzeź. Nie mniej nacisk 7 części położony został na nastrój grozy, klimat, nieustające śmiertelne niebezpieczeństwo oraz nasze dążenie do uratowania Mii. System tworzenia i ulepszania przedmiotów jest przejrzysty, choć nie zawsze intuicyjny i logiczny, ale mimo to łatwy do zapamiętania  i opanowania. Grę zapisujemy tylko i wyłącznie w wyznaczonych do tego tzw. „bezpiecznych pokojach”, do których przeciwnicy nie mają dostępu. Dysponujemy także skrzynią depozytową o nieograniczonej pojemności.

Minusów najnowszej odsłony Residenta jest niewiele. Tym największym wydaje się to, że CAPCOM zaleca grę wraz z VR, a wersja gry na PC nie posiada wsparcia dla wirtualnej rzeczywistości., więc ich gracze PC będą musieli obyć się smakiem. Do elementów męczących gracza z pewnością należy niewielka pojemność naszego plecaka. Bieganie po znalezieniu 2-3 przedmiotów do depozytu w „bezpiecznym pokoju” jest koniecznością. Ilość amunicji jaką znajdujemy jest wystarczająca plus około 30%. Jeśli będziemy mieli celne oko i pewną rękę spokojnie damy sobie radę. Pocieszeniem jest jednak to, że już po ukończeniu kampanii ukazana zostaje nam zapowiedź najnowszego DLC do tej części, które wyjdzie do końca wiosny bieżącego roku. Sami twórcy zapowiadają, że będzie ich więcej.

Do czego można tę grę porównać? Sama w sobie jest niezwykle oryginalna i nietuzinkowa. Nie kryje się jednak inspiracją i nawiązuje w wielu miejscach do takich elit jak „Outlast”, „The Evil Within” oraz „P.T.”, czyli głośnego i zachwalanego dema anulowanego, niestety, Silent Hilla. Komu grę można polecić? Oczywiście miłośnikom horrorów potrafiącym w miarę sprawnie celować – czyli każdemu.