Kiedy czytam recenzje komedii Krzysztofa Jaroszyńskiego „Roma i Julian” mimo woli przychodzi mi na myśl jedna z postaci „Ziemi Obiecanej”, Müller, wspaniale zagrany przez Franciszka Pieczkę w kultowym już filmie Andrzeja Wajdy z 1974 roku.

Przyjrzyjmy się fabule. Oto w klinice zajmującej się zmianą płci w pokoikach po obu stronach korytarza czekają na upragnioną zmianę dwie osoby – Roma, która już niedługo zostanie Romanem, i Julian – już niedługo Julia.

709Sprawę komplikuje nieco to, że Roma jest mężatką, a jej mąż nie widzi przyszłości związku homoseksualnego, w jaki niewątpliwie przekształci się to małżeństwo po operacji.
Rozpacza również matka Juliana, Halinka.
Nic dziwnego. Zarówno Halinka, jak i mąż Romy (aktualnie w trakcie rozwodu) Grzegorz to pięćdziesięcioparolatkowie.
Ich widzenie świata jest raczej tradycyjne (Halinka: – Nie muszę chodzić do Kościoła, żeby wiedzieć, co mówi!).
Dlatego też razem knują plan.
Jeśli Roma zdradzi Grzegorza z Julianem i przy okazji zajdzie w ciążę, jest szansa na odwrócenie nieuniknionego procesu.
I faktycznie.
W ramach „pożegnania z dotychczasową płcią” dochodzi między nimi do zbliżenia.
I kiedy już widz jest przekonany, że intryga wymyślona przez Halinkę zdała egzamin, nagle okazuje się, że 707mimo tego operacja zmiany płci, podwójna na dodatek, została dokonana.
Roma jest Romanem, a Julian – Julią.
Nie zmienia się tylko uczucie, jakie do siebie żywią.
Co więcej, owoc ich wcześniejszego współżycia, rozwija się.
Tyle, że wszczepiony do łona Halinki.
Pomijam wynikające z tego komplikacje. Wystarczy wspomnieć, że Julia(n) dla przyszłego dziecka staje się ojcem, ale i siostrą jednocześnie.

Ale to nic, bo wg Halinki są nowoczesną rodziną.

Nie wiem, czy można bardziej wykpić głoszone do niedawna zupełnie oficjalnie pomysły, ostatecznie przyobleczone w ustawę o uzgodnieniu płci, na szczęście nie podpisaną przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Krzysztof Jaroszyński, autor, zastosował stary chwyt i zredukował pomysły byłej posłanki Grodzkiej i całego środowiska LGBTQ(WERTY) do absurdu.
706Bo przecież absurdem jest sytuacja, w której o zmianie płci z męskiej na żeńską ma decydować jedynie zawiedziona miłość oraz… chęć dokopania nadopiekuńczej mamie.
Skoncentrowana do niespełna dwóch godzin akcja pokazuje jak absurdalne byłoby nasze życie, gdyby projekty PO zostały zrealizowane.

Ale nie mniejszą groteską są „poprawne politycznie” recenzje.
Dziennikarz (?) „gazety wyborczej” Roman Pawłowski pisał w 2012 roku:

Generalnie można powiedzieć, że to komedia z misją, bo oswaja publiczność z nowym widzeniem kwestii płci, roli kulturowej kobiety i mężczyzny oraz konsekwencji, jakie rodzi w tej dziedzinie postęp medycyny. Oswaja też z nowym rozumieniem rodziny, którą mogą tworzyć niekoniecznie tylko mężczyzna i kobieta, ale na przykład osoby transseksualne i ich urodzone z próbówki dzieci.
http://wyborcza.pl/1,75475,12806140,Teatr_na_goraco___Roma_i_Julian__w_Teatrze_Kamienica.html

Ba, podobnie, choć mniej ostro, czytamy w recenzji „Dziennika Teatralnego”:

Roma i Julian” to niezapomniana komedia dokonująca swoistego przewartościowania stereotypu kulturowych zachowań w czasach współczesnych, a zarazem w humorystyczny sposób kreśląca rysy polskich frustracji ostatnich lat.

http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/konwencjom-wbrew.html

Oto więc nowy wspaniały świat wg LGBTQ(WERTY).
lgbt-feminism1-496x343Świat bez określonych płci, bez określonych więzi rodzinnych.
Gdzie, co prawda, jeszcze istnieje miłość, i to niezależnie od uwarunkowań płciowych, ale i ona okazuje się względna (Halinka i Grzegorz).
Tymczasem dyrektor warszawskiego Teatru Kwadrat, Andrzej Nejman, już w 2012 roku trafił w dziesiątkę:

Bardzo mi się podobało. Uwielbiam pure nonsense, to jest akurat ten rodzaj poczucia humoru, który na świecie rozpropagowała ekipa Monty Pythona, a w Polsce, poza Jaroszyńskim, właściwie nie ma żadnych kontynuatorów takiego dowcipu.

I to właśnie jest właściwa interpretacja.
Groteska, która jedynie może wzmocnić nasze tradycyjne (dotychczasowe) pojmowanie świata.
Poprzez śmiech.
Zdrowy, niepohamowany śmiech, taki jak u Müllera, kiedy w łódzkiej operze oglądał jakieś „arcydzieło”.

Z pewnymi ludźmi i głoszonymi przez nich poglądami nie da się bowiem dyskutować.
Można ich jedynie wykpić.

1-F-473-327-632x

14.02 2016