Swetoniusz w„Żywotach Cezarów” rzecze, iż cesarz Kaligula swojego ulubionego konia mianował senatorem.

To jednak był dopiero początek kariery politycznej, jaką dla swego ulubieńca wymyślił szalony cesarz. Z czasem (prawo rzymskie wymagało bowiem trzyletniego stażu senatorskiego) Incitatus miał zostać konsulem. Śmierć Kaliguli pokrzyżowała te plany.

Koń  w senacieJednak wola boskiego szaleńca nie mogła być zmieniona jednym pociągnięciem pióra. Incitatus utracił swoje przywileje, a więc ze stajni, wyposażonej w drogocenne sprzęty, której ściany były pokryte freskami, w której rumakowi usługiwało aż 18 służących, na mocy rozkazu cesarza Klaudiusza został przeniesiony do zwykłej.

Również zmieniło się wyżywienie – z wykwintnych, podawanych na złotych i srebrnych półmiskach dań Incitatus wrócił do porcji owsa w normalnym żłobie. Zmienił więc się, i to drastycznie, poziom końskich dochodów. To z kolei oznaczało, że musiał opuścić miejsce w senacie.

Minęły tysiąclecia.

Wydaje się, że szyderstwo władcy, który jawnie nie znosił pamiętającej jeszcze istnienie republiki instytucji (senat) ostało się już tylko w szkolnych czytankach. Ba, poważni historycy często negują istnienie senatora Incitatusa, całą opowieść traktując jako wymysł niechętnego Kaliguli Swetoniusza.

GiertychTymczasem w Polsce, w XXI wieku, rządząca partia w podobny sposób kpi ze społeczeństwa. Roman Giertych deklaruje, że będzie kandydował do senatu. Jako „niezależny”, bo przecież jego zdaniem ludzie już zapomnieli o PO-wiązaniach mecenasa z wierchuszką „partii oszustów”.

Chociaż skojarzenie byłego ministra Edukacji Narodowej, nazwanego ongiś przez Joannę Senyszyn „koniem” (tak, proszę młodzieży, Joanna Senyszyn była pierwsza) z Incitatusem jest trywialne, pamiętać jednak należy, że prócz podobieństwa fizjonomii, oba te przypadki łączy jeszcze pogarda dla społeczeństwa, którego opinia nie liczy się zupełnie. Wtedy można to było zrozumieć, bo nawet walnięty Kaligula był bogiem. Jego wola  była więc święta.

Dzisiaj suwerenem jest Naród. 

Roman Giertych i Misiek KamińskiGiertych, a także inni PO-litycy, mają to jednak gdzieś. Liczy się wyłącznie ich wola, wspierana przez usłużne merdia. Stąd od lat zamiast wyborów między programami mamy wybory „mniejszego zła”. A potem „mniejsze zło” okazuje się jedynie kreacją medialną (wspomnijcie obietnice Tuska 8 lat temu!). I tak doszliśmy do sedna. To nie państwo polskie istnieje teoretycznie, ale teoretycznie suwerenem jest Naród.

Już jesienią zaczniemy to zmieniać.

Fot. Internet