Wczoraj trafiłem na artykuł o zagłuszaniu telefonów komórkowych przez Rosjan na Polskich terenach przygranicznych. Znalazłem kilka podobnych tekstów, które pojawiły się na portalach o rożnym profilu politycznym, a więc może to być rzeczywisty proceder, ponieważ artykuły nie miały charakteru politycznego. Informowały jedynie o problemie. Na ogół jestem sceptyczny wobec takich informacji i nie zwracam na nie większej uwagi. Tym razem jednak złożyłem kilka informacji z rożnych lat i wnioski okazały się być niezbyt wesołe. Zaznaczam jednak, że nie muszą być prawdziwe, bo nie jestem fachowcem z techniki, a cała historia może być spowodowana „mocniejszymi” BTS, które przejmują sygnał naszych telefonów i naszych operatorów. Zacznijmy od początku i nie od telefonii komórkowej.

W latach 1999 – 2000 podczas realizacji pewnej sprawy kontrwywiadowczej dzwoniłem z budek telefonicznych na polski numer prepaidowy, kupiony w warszawskim kiosku z gazetami. Rozmówca odbierał, wg ustaleń, w Kaliningradzie, a operator nie wykazywał żadnego roamingu. Według niego telefon cały czas był w Warszawie. W dodatku Rosjanie potrafili ustalić budkę, z której dzwoniłem. Były to różne automaty w rożnych miejscach miasta. Niestety, nikt po zakończeniu sprawy i „wykopaniu” mnie za granicę nie zajął się tym.

Trzy lata temu byłem kilka dni w Białowieży. Poza sezonem, więc Białowieża była praktycznie pusta. Mój telefon dosłownie oszalał. Zaczęły pojawiać się rosyjskie litery, a rożne numery okazywały się być „niedostępne”, albo zajęte i połączyć się z nimi mogłem po kilku próbach. Również do mnie trudno było się dodzwonić. Zauważyłem też, iż takie kłopoty mieli właściciele numerów, pochodzących z jednego operatora. Po powrocie do Warszawy zadzwoniłem do „swojej” firmy telekomunikacyjnej i dowiedziałem się, że byłem w Mińsku i w…Kaliningradzie, bo tak wskazują dane telekomunikacyjne. Nie zapłaciłem oczywiście za te połączenia, bo operator sam był zaskoczony i poinformował mnie, że jest to kolejny taki przypadek. Nie miałem komu przekazać tego w tamtym okresie, bo AW i ABW zabroniła swoim pracownikom wszelkich kontaktów ze mną. Opisałem całą sytuację jednak i postarałem się by dotarła do służb. Nie wiem czy coś zrobili. Wtedy, zgodnie z sugestią firmy telekomunikacyjnej, wszystko złożyłem na karb „mocniejszych” wież przekaźnikowych. Teraz skłonny jestem uznać tamtą sytuację za próby przed uruchomieniem systemu.

Przeceniamy i nie doceniamy jednocześnie Rosjan. Uważamy, że ich służby „wszystko mogą”, ale podświadomie uznajemy ich technikę za archaiczną. Nigdy nie uznawałem takiego podejścia za prawdziwe. Zauważmy, że polityka rosyjska stała się agresywniejsza od pewnego czasu. Podobnie było i za Stalina. Mniej więcej do roku 1941. Stalin bał się Niemców i szykował do wojny zaczepnej. Potem okazało się nagle, że dysponuje lepszym sprzętem i techniką. Błędy 1941 roku spowodowały porażki we wczesnym okresie operacji „Barbarossa”. W latach zimnej wojny było podobnie. Rosjanie gonili Amerykanów, a po uzyskaniu równoważnych środków zniszczenia, natychmiast ich polityka stawała się agresywniejsza. Lata osiemdziesiąte i SDI są tu najlepszym przykładem. W sumie, uznawanie Rosjan za „troglodytów” służy tylko im, bo zasłania prawdziwy obraz tego kraju. Spotkałem się ze zdziwieniem ze strony służb partnerskich i niedowierzaniem, gdy mówiłem, że i Moskwa może mieć swoje NSA. Nie mieściło się to w głowie Amerykanów i Anglików, którzy cały czas uważają, że tylko oni mogą posiadać zaawansowane technologie, bo reszta świata jest „głupsza”.

Zakończę artykułem, do którego link dostałem od jednego ze znajomych. Nie wiem czy opisane w tekście urządzenie jest możliwe do zbudowania, czy jest to tylko fantastyka. Uważam jednak, że Rosjanie coś nam wszystkim szykują, nagle stali się bardzo odważni i musi istnieć ku temu jakaś przyczyna.