Apeluję do prawicy. Czytajcie „klasyków” lewej strony. Inaczej raz po raz będziecie zaskakiwani.

Kolejne odkrycie naszych faszystów..

Timmermans: „Nigdy więcej jednokulturowych społeczeństw, naszym celem jest wymieszanie!”

Jeden z czołowych eurokołchoźników, Frans Timmermans oświadczył: „wymieszanie kulturowe to nasze przeznaczenie, nie może być tak, że niektóre narody nie wyobrażają sobie różnorodności – do tego przecież zmierza ludzkość”.

https://wzzw.wordpress.com/2016/04/03/%E2%96%A0%E2%96%A0-timmermans-nigdy-wiecej-jednokulturowych-spoleczenstw-naszym-celem-jest-wymieszanie/?fbclid=IwAR0QcIDs-E3YQQIwX-Y5nQbEGH7-QYpUF0W8rnIM7NmasO7KsTJEn9GeA1U

Co prawda tekst jest dość stary, pochodzi bowiem z kwietnia 2016 roku, ale otrzymał drugie życie i krąży w mediach społecznościowych.

Tymczasem wystarczy sięgnąć do „dzieł” osób uznawanych za ojców założycieli dzisiejszej Unii Europejskiej, by przestać udawać zaskoczenie.

Zapomniany w świadomości społecznej hr. Richard Coudenhove-Kalergi uznawany jest za jednego z Ojców dzisiejszej Unii Europejskiej.

Jego ojciec Heinrich von Coudenhove-Kalergi (z koneksjami z bizantyjską rodziną Kallergis, a więc również z ukochaną Cypriana Kamila Norwida) był austriackim dyplomatą, matka Japonką – Mitsu Aoyama.

Kontakty ojca umożliwiły Richardowi zwrócić uwagę najważniejszych w dwudziestoleciu międzywojennym polityków na swoje idee.

A przede wszystkim bankowców.

Jego „nowy wspaniały świat” miał się nazywać Stanami Zjednoczonymi Europy.

Pisał:

Człowiek przyszłości będzie rasy mieszanej. Dzisiejsze rasy i klasy będą stopniowo znikać ze względu na eliminację przestrzeni, czasu i uprzedzeń. Eurazjatycko-negroidalna rasa przyszłości, podobna z wyglądu do starożytnych Egipcjan, zastąpi różnorodność narodów i różnorodność jednostek. Zamiast niszczyć europejski judaizm, Europa, wbrew jej woli, uszlachetniła i wykształciła tych ludzi, popędzając ich do przyszłego statusu wiodącego narodu poprzez ten sztuczny proces ewolucyjny. Nic dziwnego w tym, że naród który uciekł z getta-więzienia, stał się duchową szlachtą Europy. Tym sposobem litościwa troskliwa Europa stworzyła nową rasę arystokratów. To się wydarzyło, gdy upadła europejska arystokracja feudalna z powodu emancypacji Żydów [z powodu działań podjętych przez rewolucję francuską].”

By ten cel osiągnąć wystarczy tylko, by:

Wszystko co ludzie wszędzie mają zrobić, to ograniczać wskaźnik urodzeń i promować małżeństwa mieszane (między różnymi rasami), to ma na celu stworzenie jednej rasy na świecie, która będzie kierowana przez władzę centralną”.

Czy osoby tworzące „władzę centralną” miałyby podlegać tym samym rygorom, co reszta?

Pytanie z gatunku retorycznych. Wszak Richard udzielił na nie już wcześniej odpowiedzi – rząd światowy przypadnie w udziale „nowej rasie arystokratów”.

A nie euroazjatyckim negroidom.

Idee te nieprzerwanie rozwijał już od początku lat 1920-tych (zmarł w 1972 roku).

Można oczywiście wzruszać ramionami i udawać, że hr. Coudenhove-Kalergi to tylko kolejny oszołom, którego nie sposób traktować poważnie.

Jednak ten „oszołom” jest pierwszym laureatem nagrody Karola Wielkiego – w 1950 roku.

Prócz niego otrzymali ją m.in.:

1958 – Robert Schuman;

1998 – Bronisław Geremek;

2002 – Euro (waluta!);

2006 – Jean-Claude Juncker;

2007 – Javier Solana;

2008 – Angela Merkel;

2010 – Donald Tusk;

2014 – Herman Van Rompuy;

2015 – Martin Schulz;

2018 – Emmanuel Macron.

Ludzie znani nam aż za dobrze.

Dlaczego więc jesteśmy ślepi?

Przecież socjaliści wszelkiej maści (czerwoni, brunatni i różowi) zawsze zapowiadali swoje zamiary.

Hitler w Mein Kampf, Lenin i Stalin na rozmaitych Plenach kompartii. Ten ostatni o swoich zamiarach potrafił informować społeczeństwo. I tak 1 stycznia 1941 roku bohaterski naród sowiecki dowiedział się z łam Prawdy (Правда – coś jak Gazeta Wyborcza, tyle że w Związku Sowieckim), że rychło do 16 sowieckich republik dołączą dalsze.

Różowy socjalista zapowiadał wymieszanie ras (wszak polityka multi-kulti to to samo, tylko pod mylącą nazwą) już prawie sto lat temu, a teraz nagle przychodzi olśnienie.

Więc Timmermans niczego nowego nie wymyślił.

Ba, zaryzykowałbym twierdzenie, że Frans nie jest w stanie tego uczynić.

Jedynie powtarza zwulgaryzowane co prawda słowa ojca – założyciela.

By pojąć tzw. komunistów wystarczyło sięgać do ich klasyków. Tych prawdziwych, nie tych, którzy widnieli na świeczniku.

Hitler zapowiedział program III Rzeszy już w 1925 roku, kiedy NSDAP mogła budzić jedynie rozbawienie z domieszką potępienia dla tępej chuliganerii.

Hrabia Coudenhove-Kalergi pisał, w jakim kierunku ma podążyć zjednoczona Europa już prawie sto lat temu, a tutaj nagle zdziwienie, że Timmermans powtarza to samo po swoim guru.

Boshe!

Pocieszające jest, że coraz więcej ludzi zaczyna chwytać, o co kaman.

Nie tak dawno przecież wiceprezydent Warszawy Rabiej otwarcie wyznał, jaka jest tęczowa taktyka.

Nie zmieniajmy społeczeństwa na siłę. Wpierw związki partnerskie i równość małżeńska, potem adopcja dzieci.

(Dziennik Gazeta Prawna z 15 marca 2019 r.)

Mała burza wewnątrz tzw. Koalicji upewniła tylko, zgodnie ze znaną maksymą de Witte’a,  że prostaczek wygadał głęboko zakamuflowane plany.

A jak ktoś myśli, że to wyjątkowo podłe ukrywanie przed społeczeństwem swoich zamiarów jest czymś nowym powinien sięgnąć do najnowszej historii „ruchu robotniczego”.

W 1945 roku Stalin był jeszcze za słaby, by w podbitych przez siebie krajach Europy środkowej wprowadzić od razu bolszewicką dyktaturę.

Nic dziwnego, że tzw. komuniści musieli obrać specjalną taktykę. Jej nazwa (taktyka salami) została wymyślona przez węgierskiego komunistę Mátyása Rosenfelda, szerzej znanego jako Mátyás Rákosi.

Było to dokonywanie stopniowego eliminowania partii demokratycznych na rzecz „dyktatury proletariatu”, czyli rządów stalinowskiej kompartii.

Komuniści przejęli w ten sposób (1945–1947) Polskę, Węgry, Rumunię, Jugosławię, Bułgarię i Albanię. Umocnili również swoją pozycję w sowieckiej strefie okupacyjnej w Niemczech. Tylko w Czechosłowacji stalinowcy usiłowali zdobyć władzę metodą legalną; po niepowodzeniu dokonali zamachu stanu (1948).

Inna nazwa tej taktyki to „pełzająca rewolucja” czy tez „pełzający zamach stanu”

 

Przypominam, że zaraz po wojnie niejaki Bolesław Bierut, robiący na odcinku prezydenta Polski (nazwę PRL ustanowiła dopiero tzw. bierutowska Konstytucja, oficjalnie przyjęta 22 lipca 1952 r.) uczestniczył w procesji Bożego Ciała. Mówią, że był jednym z niosących baldachim.

Maskirowka, demaskirowka, ujawnianie kolejnych twarzy….

Tymczasem wystarczy czytać, co mówili „ojcowie-założyciele” aby wiedzieć, czego należy się spodziewać.

A jeśli do tego dodać znajomość technik manipulowania społeczeństwem (niejaki Tymochowicz wyszkolił nie tylko śp. Andrzeja Leppera) jedyne, co nas zaskoczy, to wielka naiwność prawicy i jej wiara w powszechną uczciwość drugiej strony.

 Pozwólcie więc, że zakończę słowami Leto Atrydy, z nieśmiertelnej Diuny Franka Herberta:

Pierwszy krok do ominięcia pułapki to uświadomić sobie, gdzie ona jest. To przypomina pojedynek, synu, tylko na większą skalę: finta wewnątrz finty w fincie… pozornie bez końca.

31.05 2019