Słucham wypowiedzi poszczególnych polityków tzw. oPOzycji i przestaję się dziwić, dlaczego na początku „bitwy o Anglię” (rok 1940!) zarówno Niemcy, jak i Anglicy donosili o zestrzeleniu wszystkich faktycznie znajdujących się w linii samolotów wroga. Do końca wojny uczynili to kilka razy.

.

Podobny algorytm towarzyszy wyborom 2019 r. Najbardziej ucieszny jest Schetyna i jego kompania. Otóż wg nich PO odniosło kolejny spektakularny sukces na drodze do odzyskania władzy.

.

No to porównajmy, jak to było i jest.

.

W wyborach 2015 r. PO uzyskało 138 mandatów, czyli aż o 69 mniej niż w poprzednich. W 2019 r. natomiast…. I tu jest problem. PO samodzielnie nie startowała. Pomijając wyjątkowo nieliczne kanapy utworzyła koalicję z niedobitkami byłej partii Ryszarda Petru. To dało aż 134 głosy.

Jednak do wyników 2015 trzeba liczyć obie partie razem. O PO już wspomniałem. Partia Richarda Petru uzyskała 28 mandatów.

Czyli razem 166. Należy więc odnotować kolejny spadek, tym razem o 32 głosy.

Jedynie w wyborach senackich odniesiono sukces. Tam stan posiadania zwiększył się aż o 9 mandatów przy sporych stratach PiS (13 mandatów mniej).

Czy to jest jednak sukces?

Pamiętamy przecież, że w Senacie VIII kadencji (2011-2015) PO dominowało samodzielnie (63 mandaty).

Tak samo podczas VII kadencji (2007-2011), kiedy to partia trzymana mocno żelazną ręką Tuska miała 60 senatorów.

Tyle tylko że wybory samorządowe 2014 roku jakoś dziwnie rzuciły cień również i na tamte wyniki.

Rok 2015 to przede wszystkim rok  Ruchu Kontroli Wyborów.

I nagle okazało się, że szykująca się do kolejnej kadencji (w tym prezydenckiej) obecna oPOzycja nagle przegrała wszystko.

Szok….

Czy to przez patrzenie na ręce?

Jest ktoś, kto mógłby zaręczyć, że Ruch Kontroli Wyborów nie był potrzebny również w 2019 roku?

Nikt, z kim rozmawiam, i to obojętnie, z jakiej jest opcji politycznej, nie potrafi wytłumaczyć, jakim cudem senatorem został Stanisław Gawłowski? Czy też również „obdarzony” prokuratorskimi zarzutami Krzysztof Kwiatkowski, ongiś jeszcze jako minister sprawiedliwości odpowiedzialny za wprowadzenie e-sądów?

Równie wielkim cudem jest senator Michał Kamiński. A raczej to, że głośno wywrzaskujący o rzekomym zażydzeniu partii rządzącej jakoś milczą na jego temat.

Tymczasem „Misiek” pracował dla izraelsko-amerykańskiej wywiadowi gospodarczej Prism Group.

O czym donosił w swoim czasie np. FAKT.

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/michal-kaminski-pracuje-dla-izraelskiej-firmy-wywiadowczej/wkyffv1

.

Zastanawiać, i to PO, powinni także senatorowie „niezależni”, na razie deklarujący poparcie dla POKO.

Pamiętamy jednak nie tak odległe czasy, kiedy to obecny senator Zygmunt Frankiewicz będąc jeszcze najdłużej sprawującym rządy włodarzem miasta w Polsce opuścił szeregi PO. Bo to kolidowało jego interesom.

W wyborach 2014 (samorządowych) PO wystawiło w Gliwicach swojego kandydata – był nim Borys Budka. Frankiewicz wygrał wybory w I turze.

W 2018 również nie było niespodzianek. Deal bezpartyjnego prezydenta z PO pozwolił na wywalenie z samorządu radnych „nie umiejących” odpowiednio rozmawiać z ekipą prezydencką.

http://pressmania.pl/gliwice-nepotyzm-budka/

.

Jako wieloletni „poddany” obecnego senatora nie mam jednak złudzeń.

W jego przypadku żadne idee nie mają znaczenia.

Frankiewicz jest bowiem pragmatykiem. Tak samo jak ongiś Kwaśniewski, Cimoszewicz czy też inny Miller, którzy dla władzy schowali Marksa na samym dnie szafy.

Po prostu liczy się „konkurs ofert”.

A ciągle na różnego rodzaju synekury można oczekiwać wyłącznie od partii rządzącej.

Co do byłych samorządowców, a obecnych senatorów istnieje jeszcze inne potencjalne zagrożenie. Jakie są faktyczne granice ich niezależności?

Na co natrafią osoby, które w ich (przez lata, a raczej dekady) miastach obejmą władzę?

Na majątki nie znajdujące pokrycia w istniejących przychodach?

Na przykłady nepotyzmu?

Na….?

Co wtedy?

Czy nagle będziemy świadkami dziwnych zachowań niezależnych senatorów, którzy pozornie niezrozumiale zaczną popierać każdą inicjatywę PiS?

Oczywiście można mnie obsobaczyć i powiedzieć, że PiS takich metod nie stosuje. Albo że senatorowie są świętsi od papieża i  z odrazą odrzucą propozycję.

Trzeba więc pamiętać, że i w PiS-ie trafiła się kanalia. I to aż senatorskiego szczebla.

Gdyby przynależność partyjna prostowała charaktery sądy nakazywałyby wstąpić do partii zamiast orzekać kary więzienia. 😉

.

O tym, jak będzie wyglądał (politycznie i medialnie) najbliższy rok/4 lata decydować będą wiosenne wybory prezydenckie.

Jeśli wygra je kandydat (kandydatka) POKO czekają nas przyspieszone wybory parlamentarne.

Ot, mała obstrukcja senacko-prezydencka i budżet na 2021 rok nie będzie uchwalony.

I wtedy jak najbardziej konstytucyjnie Sejm zostanie rozwiązany.

Konstytucja z 1997 roku daje takie uprawnienia Prezydentowi (art. 225):

Jeżeli w ciągu 4 miesięcy od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy budżetowej nie zostanie ona przedstawiona Prezydentowi Rzeczypospolitej do podpisu, Prezydent Rzeczypospolitej może w ciągu 14 dni zarządzić skrócenie kadencji Sejmu.

Wtedy poziom agresji, poziom tworzenia „afer” w rodzaju „Srebrnej” itp. będzie taki, że ostatnia kampania wyda się tylko niegroźną zabawą przedszkolaków.

.

Tzw. Konfederacja na nowo skonsoliduje swoje szeregi wietrząc możliwość powiększenia stanu posiadania.

Retoryka „żydowska”, czyli „zagrożenie żydowskimi roszczeniami” i „zamiana Polski w Polin”, która przecież dała aż 11 miejsc w Sejmie „tercetowi egzotycznemu”, może trafić nawet do oPOzycyjnych mediów.

Wszak bezspornie urwała głosy PiS.

A w walce o stołki każdy chwyt jest dozwolony, prawda?

.

Natomiast reelekcja Andrzeja Dudy będzie wyraźnym sygnałem dla „niezależnych” senatorów – PiS nie jest jeszcze trupem politycznym. Związanie się z nim da nadzieję na kolejna kadencję. Za nimi pójdą inni.

Poza tym przegrana kandydata (kandydatki?) POKO będzie oznaczała koniec PO.

Zmiana na stanowisku przewodniczącego partii jedynie przyspieszy rozpad formacji.

Kto wie, czy na czele nie stanie jakaś postać z drugiego, a może nawet trzeciego szeregu po to tylko, by społeczeństwu pokazać zgodnie ze standardem odziedziczonym po komunistach z PRL:

„Partia ta sama, ale nie taka sama”

Będzie to jednak odtworzenie drogi, jaką ongiś przebyła Unia Wolności.

Brak jest tylko działacza na miarę Tuska czy też… Schetyny, który mógłby POciągnąć dalej partię pod inną już nazwą.

A propos tego pierwszego. Jego słynna już deklaracja z 5 listopada, w której to zrzekł się kandydowania w wyborach prezydenckich niekoniecznie może okazać się prawdziwa.

Raczej wykluczyłbym, aby za nią stało racjonalne rozeznanie społecznych sympatii społeczeństwa. Prędzej jest to sygnał o toczącej się pod PO-wskim dywanem walce buldogów. Schetyna nie raz i nie dwa udowodnił, że dla utrzymania władzy zrobi wszystko. Rezygnacja z kandydowania może więc być swego rodzaju asem, mającym zmusić go do abdykacji.

.

Losy innych sejmowych ugrupowań po wygranej w wyborach prezydenckich kandydata Zjednoczonej Prawicy są również marne.

Konfederacja nie dotrwa nawet do końca przyszłego roku.

Wiara w to, że Braun, Korwin i określający się mianem „narodowców” idą w tym samym kierunku to złudzenie.

Jedyne, co potrafiło ich zjednoczyć, to wspólny marsz na Wiejską i antypisowska retoryka.

Tylko wizja przyspieszonych wyborów 2021 pozwoli im razem przerwać kolejne miesiące.

Brak takowej – spowoduje rozpad. Co poniekąd jest zrozumiałe, gdyż poszczególne grupy będą realizować swoje pozytywne cele.

Jak już kiedyś zauważył niejaki Karol Marks – historia powtarza się jako farsa.

Rozpad równie egzotycznego ugrupowania KUKIZ’15 rozłożył się na prawie cztery lata.

„Tercet egzotyczny” rozejdzie się góra 3-5 miesięcy po wygranych przez kandydata PiS wyborach prezydenckich.

.

Parę słów trzeba też poświęcić najbardziej koalicyjnej partii III RP, czyli PSL.

To, w jaki sposób potraktowany został ruch KUKIZ’15 skutecznie odstraszył ewentualnych naśladowców zawierania aliansów z „arbuzami”.

Będziemy zatem świadkami stopniowego zmniejszania się klubu na rzecz partii rządzącej.

Partia jednak przetrwa co najmniej do kolejnych wyborów samorządowych. Ostateczna klęska w samorządach = koniec PSL.

.

I w końcu lewica.

Tu także dojść musi do rozłamu.

Nie do pogodzenia bowiem są ambicje własne starego działacza Czarzastego i młodego stażem „czerwonego wilczka” Zandberga.

Na razie są razem, bowiem Czarzasty doskonale pamięta, jak to jest, gdy partia mająca dość liczny stały elektorat stanowi opozycję pozaparlamentarną.

Zandberg, we własnych oczach przynajmniej, stał się opatrznościowym mężem lewicy. 😉

Tylko dzięki niemu są bowiem w Sejmie.

Konkluzja – albo Zandberg stanie na czele całego ugrupowania, albo rozpad.

Tu także kluczowe są prezydenckie wybory 2020.

.

Obserwując prorosyjskie trollownie widać już ożywienie. Akcja „żydowska” pozwoliła na urwanie co najmniej 11 mandatów rządzącej partii. Zatem będzie kontynuowana ze zdwojoną siłą.

To zresztą widać. Pojawiają się pierwsze sondaże (znamienne, że w periodyku najbardziej niewiarygodnego wydawnictwa), pokazujące rzekomy wzrost notowań Konfederacji. Oczywiście kosztem PiS. 😉

Widać też wyraźną zmianę przedwyborczej narracji. Ruska agentura przed 13 października 2019 r. urządzająca różne ekscesy pod Radiem Maryja (w tym nawet „wypędzanie diabła” z rozgłośni) dzisiaj już powołuje się na RM udając zatroskanych przyszłością Polski katolików.

.

Protesty przeciw amerykańskiej ustawie 447 i zarzucanie PiS, że nic nie robi w tej sprawie miały już KUKIZ’15 zapewnić wygrane wybory.

Tymczasem nowelizacja przepisów kodeksu postępowania cywilnego dokonana podczas rządów PO-PSL pozwala na uznawanie wyroków sądów zagranicznych ipso iure (z mocy prawa) na terenie RP (art. 1145 kpc – nowela z 5 grudnia 2008 r.).

O ile nie kolidują one z z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej (tzw. klauzula porządku publicznego).

A przecież zwrot mienia właścicielowi nie jest sprzeczny z porządkiem prawnym RP.

Do tego żaden Act 447 nie jest potrzebny. Przynajmniej w Polsce. Ani jedno ugrupowanie do KPC jednak nie zagląda. W poprzedniej kadencji uczynił to (w kontekście opisanym wyżej) tylko poseł KUKIZ’15 Józef Brynkus. Jedynie w USA może ewentualnie pozwolić tamtejszym sądom na uznanie swojej jurysdykcji w sprawach dot. tzw. mienia bezspadkowego w Europie Centralnej.

.

Głoszenie wszem wobec o niebezpieczeństwie, jakie zagraża polskiemu mieniu wyłącznie za sprawą act 447 w tym kontekście jest niczym innym, jak tylko zasłoną dymną. Któż bowiem może odpowiedzieć na pytanie, ile nieruchomości już zmieniło właścicieli na mocy wyroków sądów obcych? Nie tylko amerykańskich. Ale i izraelskich. Ba, rosyjskich nawet.

.

Warszawa i proces tzw. reprywatyzacji pokazał, że takie sprawy są głęboko chowane przed opinią publiczną.

Ujawnią się zupełnie przypadkowo.

.

15.11 2019

.

Ps.: A co z partią rządzącą?

Jeśli Duda wygra kolejne wybory zaczną się prognozowane wyżej ruchy poziome. Do końca przyszłego roku PiS osiągnie większość w Senacie, góra w ciągu dwóch lat osiągnie większość konstytucyjną w Sejmie.

.

Tymczasem na dole wszystko, albo też prawie wszystko, pozostanie bez zmian. Ci sami od lat urzędnicy, ci sami prokuratorzy i sędziowie.

.

I te same układy oraz sposoby działania.

.

I niekoniecznie wynikać to będzie ze złej woli rządzących. Kolejna wojna na górze, prawda, że wymuszona, oznacza „pokój dołom”.

Podstawowym powodem zachowania status quo będzie bierność Narodu.

.

I to trzeba zmienić.

Muszą tworzyć się struktury obywatelskie, niezależne od aparatu partyjnego.

Może w oparciu o Związki Zawodowe, a może tylko na zasadzie wspólnoty interesów.

Mam ten przywilej, że obserwowałem, i to z samego centrum wydarzeń, jedyną po 1945 r. w Polsce społeczną akcję zmierzającą do powstania nowej ustawy, zakończoną sukcesem. Była to ustawa z dnia 9 listopada 2012 r. o umorzeniu należności powstałych z tytułu nieopłaconych składek przez osoby prowadzące pozarolniczą działalność.

Gdyby nie zaangażowanie setek ludzi, gdyby nie protesty w Katowicach i w Warszawie pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, szczególnie gdyby nie udział w manifestacji warszawskich taksówkarzy, którym udało się jeżdżąc jedynką bez gazu sparaliżować ruch w stolicy pewnie aż do Janek pewnie do tej pory nic nie uległoby zmianie.

.

Rządzący, obojętnie z jakiej opcji muszą czuć na swoich karkach oddech społeczeństwa.

Inaczej, zgodnie ze starą, jeszcze rzymską paremią – volenti non fit iniuria (łac. chcącemu nie dzieje się krzywda) nie ruszą nawet palcem.

Skoro ludziom pasuje, to po co zmieniać?

.

Obywatelu, chcesz zmian, musisz zacząć tupać.

Bowiem jak ongiś pisał Witkacy – samo to się ino grzmi i błyska. 😉

Jeśli tego nie pojmiemy jako społeczeństwo będziemy ożywiać się przy okazji wyborów licząc, że rządzący sami się domyślą.