Opozycja rozpoczynając blokadę mównicy, dała sygnał wszystkim siłom antyrządowym do działania. Rozpoczęły się manifestacje KOD-u, został zablokowany Sejm.

TV Info godzinami pokazywała na żywo przebieg protestów. Można było odnieść wrażenie, że wszyscy Polacy są przeciwko rządowi premier Beaty Szydło i PiS-owi. Należy się uznanie i ukłony redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi za to, że przełamał to wrażenie wzywając Kluby „GP”, by swoim przybyciem wsparły rząd oraz pokazały, iż równie dużo jest zwolenników dobrej zmiany. Dobrze się stało, że w tak krótkim czasie do stolicy przybyło kilka tysięcy osób, które pokazały, że nie ma zgody na to, aby „było tak jak było”. Manifestacja poparcia rządu w tak trudnym dla niego czasie była mu potrzebna ponieważ pokazała, że nie działa w próżni i wielu Polaków docenia to, co dla nich robi.

Nie wiem ilu ich przyjechało i manifestowało przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Wizualnie było ich zaskakująco dużo. Proporcjonalnie do uczestników manifestacji KOD-u.

Widzę pierwsze dobre zmiany w dotychczasowej polityce informacyjnej i wizualnej PiS-u. Po raz pierwszy zostały zebrane i pokazane przykłady jak za rządów koalicji PO-PSL w praktyce wyglądała wolność mediów (m. in.: aresztowanie studenta prowadzącego satyryczną stronę Antykomor.pl, bój o przyznanie platformy cyfrowej „TV Trwam”, usunięcie dziennikarzy prawicowych z telewizji publicznej i z tygodnika „Uważam Rze”, najście ABW na redakcję „Wprost” po opublikowaniu nagrań kompromitujących polityków rządu PO).

Również dobre było zestawienie nierozliczonych afer jakie powstały podczas ich ośmioletnich rządów. Ponieważ nasze społeczeństwo w większości ma krótką pamięć, więc powinno mu się to przypominać. Nic tak nie dociera do świadomości jak naoczna konfrontacja propagandy opozycji z faktami. Widząc takie zestawienia do wielu dotrze, że są ordynarnie manipulowani i traktowani jak przysłowiowe głupki. Mając wiedzę przestaną być marionetkami dziennikarzy pokroju Tomasza Lisa, którzy nimi gardzą. Podczas spotkania na Uniwersytecie Warszawskim powiedział on: (…) widz w Polsce wybaczy wiele, bardzo wiele. Ale jednego nigdy, przenigdy nie wybaczy- tego, że go potraktujemy poważnie (…). Ludzie nie są tacy głupi jak nam się wydaje, są dużo głupsi… (…).

Podczas przemówień na wiecach przemawiało wielu ludzi. Jednak najbardziej jestem zniesmaczona wystąpieniem byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który podczas manifestacji opozycji i KOD mówił: „Miałem wczoraj satysfakcję, oglądając jedną ze znanych pań posłanek partii rządzącej, gdy czmychała z polskiego Sejmu pod eskortą policji”. Odniósł się do sytuacji kiedy to posłanka PiS Krystyna Pawłowicz wychodząc z Sejmu została zaatakowana przez „obrońców demokracji”. Jak napisała na serwisie społecznościowym „była obrzucana plastikowymi butelkami, szarpano ją, lżono i używano stadionowych tub, by ją ogłuszyć”. Ciekawe czy pan Komorowski miałby taką samą satysfakcję gdyby dotknęło to jego żony, czy którejś z córek. Po raz kolejny widzieliśmy małość byłego prezydenta.

Ponieważ dotychczasowe wysiłki obalenia demokratycznie wybranego rządu nie udały się, (akcje: „Stop dewastacji Polski”, z Trybunałem Konstytucyjnym, aborcją) więc marzy im się kijowski Majdan czyli krwawa rzeź. Zachęcali do niego dziennikarze lewicowo-liberalnych mediów m. in. „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka” (Jacek Żakowski i Tomasz Lis), działacze KOD oraz Lech Wałęsa.

Redaktor naczelny miesięcznika Forbes, Michał Broniatowski, podzielił się na Facebooku radami o tym, co musi się stać, żeby zrobić Majdan, czyli jatkę. Przerażające jest to, że ci wszyscy którzy nawołują do niego, równocześnie nawołują do bratobójczej wojny. Ich nie obchodzi to, że gdyby do tego doszło, to Polak będzie walczył z Polakiem, i poleje się polska krew. Ci, co tak bardzo chcą jej rozlewu, nie są Polakami, oni nienawidzą nie tylko nas, ale są śmiertelnymi wrogami Polski i polskości. Bez względu na cenę, chcą doprowadzić do obalenia rządu i powrotu do władzy. Mam nadzieję, że u nas nigdy Majdanu nie będzie, a zwolennicy opozycji opamiętają się i nie przekroczą tej granicy.

Na razie grupa kilkudziesięciu posłów opozycji spędziła noc na sali plenarnej Sejmu. Politycy zapowiadają, że zostaną tam co najmniej do wtorku. Żądają, by marszałek Marek Kuchciński ponownie zwołał posiedzeniu parlamentu, na którym chcą ponownie przegłosować ustawę budżetową. Ostatnie godziny pokazały, że nie tylko opozycja ma poparcie. Pat trwa. Jakkolwiek zostanie rozwiązany, należy spodziewać się kolejnych zwarć.