Wystąpienie przedstawiciela polskiego rządu  – Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego rządu Prawa i Sprawiedliwości – Zbigniewa Ziobry w Izbie Wyższej Polskiego Parlamentu 15 stycznia 2020 roku na 3. posiedzeniu Senatu RP X kadencji należało do jednej z najbardziej emocjonalnych, ale i możliwie nejcelniej wygłoszonych przemów w obronie projektu zmian do Ustawy o Sądownictwie autorstwa PiS, o którą tocząca się obecnie batalia, w której Polska, absurdalnie jest piętnowana z zewnątrz za rzekome sprzeniewierzenie się europejskim standardom prawa oraz odsądzana od czci i wiary za odwagę w dążeniu likwidacji jaskrawych patologii w sądownictwie jak i do do suwerennego i demokratycznego systemu wyboru i kontroli sędziów, jest jednym z najważniejszych punktów ciężkości tego przemówienia. Postanowiliśmy zacytować je dla Państwa w całości:

Czy naprawdę uważacie Państwo że sędzia, który został złapany na uczynku kradzieży w biały dzień na kamerach, może dalej sądzić i może w sądzie karnym wymierzać kary innym złodziejom? Czy uważacie że to jest normalne, czy uważacie że to jest wyraz zdrowego działania sądownictwa korporacyjnego w dzisiejszym  do niedawna mechanizmie, który my zdecydowaliśmy się zmieniać, wprowadzać izbę dyscyplinarną właśnie z tego powodu? Czy jesteście gotowi tego bronić? Można rwać boki, można sprowadzać rzecz do absurdu, można ośmieszać, ale takich przykładów można podać bez liku, oczywiście kradzieży, ale jeszcze raz podkreślam, nie o to tu chodzi! Tu chodzi o to jak zareagował na to Sąd Najwyższy, który wy bronicie? Dał glejt bezkarności, pokazał że traktuje tego sędziego i innych sędziów z podobnych sytuacji jako tę nadzwyczajaną kastę. I na to nie ma naszej zgody. I na to nie ma zgody Polaków!

Panie Marszałku, Wysoka Izbo,
Rozmawiamy dzisiaj o problemie, problemie który narastał w świadomości Polaków przez ostatnie trzydzieści lat i żaden rząd rozwiązać go nie mógł i nie potrafił. Problemie niesprawnego, uwikłanego polskiego sądownictwa. Rozmawiamy też z drugiej strony o marzeniu wielu Polaków, którzy chcieliby by to sądownictwo było sprawne, profesjonalne, by na czas rozwiązywało konflikty prawne, z którymi trafiają do sądu, by okazywało szacunek tym, którzy tam się znajdą, niezależnie jaką rolę pełnią jako podsądni. I rodzi się pytanie skąd ta bezradność, skąd ta niemoc wszystkich rządów po kolei jeśli patrzymy na przekrój ostatnich lat od 89 roku, które nie mogły sobie poradzić z tym narastającym problemem, mimo ogromnych wydatków finansowych, które rosły z roku na rok przez ostatnie dziesięciolecia, nie rozwiązywały problemu przewlekających się postępowań sądowych, braku kultury na salach sądowych, i zdarzeń, które trafiały do świadomości społecznej za sprawą doniesień medialnych o niegodnych zawodu, niegodnych na zasadzie nieskazitelności zawodowej zachowań sędziów tak w trakcie prowadzonych procesów jak i poza nimi.

Otóż szukając odpowiedzi na to pytanie wielu ekspertów wiązało nadzieje ze zmianami procedur prawnych, z przyspieszeniem postępowań, które miały być remedium właśnie na bolączki polskiego sądownictwa, a i tutaj możemy popatrzeć na dorobek poszczególnych rządów, podkreślam poprzez rządy SLD, AWS, PO-PSL, no i co? No i nic, efekty, można powiedzieć takie same jak w przypadku realizacji ogromnych oczekiwań finansowego wsparcia bo Polska pamiętajmy jest tym krajem, który należy do czołówki państw europejskich jeśli chodzi o wielkość środków finansowych angażowanych z buz∂etu państwa na sądownictwo. Jeśli porównamy wszystkie kraje Unii Europejskiej tio jesteśmy w pierwszej piątce, jeśli porównamy największe kraje europejskie to jesteśmy wśród trzech krajów, które najwięcej łożą na polskie sądownictwo, i dalej nic, dalej rezultaty mierne. Otóż dlatego warto się zastanowić nad taką refleksją, która gdzie indziej upatruje przyczyny problemów polskiego sądownictwa. Nie w procedurach, nie w pieniądzach ale w rozrośniętej, rozbuchanej korporacji, która stała się korporacją działającą niczym to państwo w państwie, która znalazła się poza jakimkolwiek mechanizmem kontroli demokratycznej, która bez tej kontroli sprawiała że wyżej przedkładała interes egoistycznej korporacji nad interesy całego społeczeństwa, któremu sprawne sądownictwo miało służyć. 

Ale by nie ograniczać się do diagnoz wyłącznie mojego środowiska, odwołam się do kilku cytatów, które warto przypominać bo warto zwrócić uwagę że nie jest prawdą to, co dzisiaj słyszymy – że oto propozycje przez nas przedstawione zmierzające właśnie do wprowadzenia mechanizmów demokratycznych, mechanizmu balansu władz, mechanizmu transparentności w zakresie powoływania sędziów to jest:

„zamach na sądownictwo, to jest zamach na niezawisłość, to są jakieś koncepcje rodem z państw totalitarnych”

Przypomnę więc Państwu wypowiedź człowieka, którego nie można podejrzewać o związki z Prawem i Sprawiedliwością czy Solidarną Polską, człowieka, który na co dzień nie współdziała z Ministerstwem Sprawiedliwości i nie współkonstruuje rozwiązań, które przedkładamy, człowieka, który w 2004 roku, wtedy, kiedy jeszcze nie było tego pola bitwy  pełnego emocji, który unosił kurz bitewny, nie pozwalał w sposób rzetelny, rzeczowy spojrzeć na istotę problemu, co dziś właśnie ma miejsce – dziś nie pozwala, a wtedy pozwalał,  otóż mowa o prof. Andrzeju Rzeplińskim, który jak rozumiem autorytetem dla wielu tutaj zasiadających Państwa, prezesie TK 2010 – 2016, wcześniej członka Komitetu Helsińskiego, i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w swoim wywiadzie dla nie jakiejkolwiek Gazety ale dla Gazety Wyborczej   w 2004 roku jak wspomniałem stwierdził że: Ówczesna Krajowa Rada Sądownictwa – jest czym (?) – 

„Państwowym związkiem zawodowym konserwującym interesy źle służące polskiemu sądownictwu” (!!)

To jest oto ten KRS, którego część z państwa z taką pasją i przejęciem broni mówiąc że było ono kwintesencją niezawisłości i niezależności prawidłowego działania polskiego sądownictwa , to jest ten KRS o którym Pani Prezes Gersdorf mówi że ono jest emanacją  wszystkiego co dobre w polskim sądownictwie, sielanki i właściwego funkcjonowania polskiego sądownictwa. Dziwne że tych opinii nie podziela ogromna większość Polaków. I to konsekwentnie na przestrzeni długich lat badań, można sięgnąć do badań CBOSu, które co roku w zakresie badania zaufania do sądownictwa, oceny sądownictwa były przeprowadzane. 

Ale to nie wszystko co powiedział prof. Rzepliński w roku 2004 dla Gazety Wyborczej. On mówił dalej i to jest bardzo ciekawe. Mianowicie dodawał że sądy i sędziowie zbierają – wówczas oceniał to – coraz więcej negatywnych ocen, więcej negatywnych niż pozytywnych. Media – wskazywał, informują o wcale licznych, jak na profesję o nieskazitelnych charakterach, aferach korupcyjnych, pijanych sędziach w gmachach sądów, pijanych sędziach za kierownicą samochodów, sędziach sprawcach pospolitych przestępstw. Co do części z tych afer, dodawał, dotychczasowe mechanizmy ustawowe, korekcyjne, są bezradne, bezradne wobec siły układu, wobec przejawów demonstrowanej publicznie mentalności oblężonej twierdzy najważniejszych struktur naszego sądownictwa.

2004 rok. Coż się zmieniło w aktualności tej oceny? Otóż zmieniło się to że rząd zjednoczonej prawicy, rząd Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski, Porozumienia, zdecydował się serio potraktować tę diagnozę podzielając ją w pełni i zdecydował się wyciągnąć z niej wnioski. 

Ale oddajmy jeszcze głos Panu Profesorowi Rzeplińskiemu, którego autorytetu nie chcecie Państwo jak sądzę kwestionować, który w swoich wypowiedziach z tamtego czasu w czasie prac komisji konstytucyjnej polskiego parlamentu opowiedział się za obsadzaniem stanowisk w sądownictwie z udziałem kogo – samych sędziów, którzy mają wyłaniać swoją reprezentację do KRS? Otóż nie drodzy Państwo, to Pan profesor Rzepliński zdiagnozował potrzebę zmiany tego systemu, wprowadzenia balansu władz! Nie upatrywał w tym wcale zamachu na niezawisłość i niezależność sądownictwa, to właśnie on sformułował wówczas postulat aby przedstawiciele KRS byli wybierani z udziałem władzy ustawodawczej i wykonawczej upatrując w tym 

Antidotum na niebezpieczne zjawisko korporacjonizmu dotykające środowisko sędziowskie.

I można powiedzieć że w sukurs za tego rodzaju diagnozą idą również wypowiedzi innych ludzi, którzy przez środowisko dzisiejszej opozycji są przywoływani na sztandary jako autorytety i ludzie godni wysłuchania i uznania ich racji. Mianowicie inny prezes TK – Jerzy Stępień,  w latach 2006 – 2008, w wywiadzie dla Gazety Prawnej w 2014 roku wyraził ocenę ówczesnego KRS. Jaka to ocena? Czy to była laurka, czy to było uznanie tych mechanizmów za właściwe i poprawne dla ochrony niezależności i niezawisłości polskiego sądownictwa?

Otóż nic z tych rzeczy drodzy Państwo. Pan Prezes Stępień mówił, cytuję:

Krajowa Rada Sądownictwa (ale nie ta po zmianach tylko ten stary KRS) dba o interesy korporacji sędziowskiej, natomiast nie jest organem, który dba o prawdziwą niezawisłość

Pełna zgoda, dokładnie to samo twierdzimy. Dlatego przedkładamy nasze rozwiązania. I bynajmniej nie traktujemy ich jako zamach na niezależność i niezawisłość sądów. Stwierdził także że KRS ówczesny KRS 

„w praktyce jest miejscem zaklepywania kandydatów na sędziów i każdy przychodzi tam ze swoim kandydatem i dba o to żeby to właśnie on przeszedł. To nie jest najlepsze miejsce”

– tak mówi Prezes Stępień, prezes TK w latach 2006-2008

to nie jest najlepsze miejsce na decydowanie o tym kto zostanie sędzią.

Przejdźmy w sferę wypowiedzi polityków dzisiejszej opozycji. Programów, propozycji programowych, które były formułowanie jako remedium na te problemy, które są związane z polskim sądownictwem i które to postulaty były kierowane do wyborców tych partii przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi. Otóż w roku 2007 szefem zespołu programowego PO był pan poseł Jan Rokita i działając – rozumiem – z nominacji Donalda Tuska formułował wówczas poglądy dokładnie zbieżne z tymi, które właśnie usłyszeliśmy, mianowicie że:

korporacyjny model wymiaru sprawiedliwości to katastrofa

Przekonywał, wskazywał że to właśnie prof. Rzepliński, który współpracował, wskazywał że to właśnie warunkiem naprawy wymiaru sprawiedliwości jest: 

wyrwanie sędziom Krajowej Rady Sądownictwa

I w propozycjach programowych, bo za tymi słowami szły propozycje pani, panów, ówczesnej Platformy Obywatelskiej z Donaldem Tuskiem na czele. Donaldem Tuskiem, Grzegorzem Schetyną i wszystkimi tymi wiodącymi politykami, którzy przecież wówczas też odgrywali pierwszoplanową rolę w swojej partii i świadomie wspierali program, który głosili. Otóż w propozyc