Posądzenie sędziego o to, że nie zna prawa, w minionej epoce było traktowane jako oszczerstwo. Tak przynajmniej pisał niejaki Jerzy Bafia, czołowy komentator prawa karnego w PRL. Dzisiaj jednak zbyt wiele jest dowodów na to, że takie stwierdzenie często jest opisem stanu faktycznego.

„Gazeta Ludu”, uporczywie zwąca się „wyborczą”, w piątkowym numerze (z 23 grudnia 2016 roku) zamieszcza krótki wywiad ze znanym sędzią Waldemarem Żurkiem, rzecznikiem prasowym Krajowej Rady Sądownictwa. Oto najbardziej bulwersujący fragment:

 

EWA SIEDLECKA: Na jakiej podstawie odmawiałby pan uwzględnienia w orzekaniu wyroków TK wydanych z udziałem dublerów?

WALDEMAR ŻUREK: Art. 36 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym mówi, że tam, gdzie ustawa tego nie reguluje, do postępowania przed Trybunałem stosuje się odpowiednio przepisy kodeksu postępowania  cywilnego. A ten, w art. 379, mówi, że wyrok jest nieważny, jeśli skład sądu orzekającego był sprzeczny z przepisami prawa. (Źródło: Gaz. Wyb,  z dnia 23 grudnia 2016 r., str. 4)

Wygląda na to, że znana z czasów prezydentury Lecha Wałęsy tzw. falandyzacja prawa w XXI wieku została zastąpiona „żurkowaniem” przepisów.

Gdyby bowiem Żurek był uczciwy, musiałby wspomnieć, że przewidziana w art. 379 kpc nieważność wyroku jest bez znaczenia, o ile ktoś nie wniesie apelacji.

Co więcej, jest to pojęcie prawnie nieokreślone. Wspomniany artykuł kpc bowiem nie definiuje pojęcia „nieważności postępowania”, natomiast taksatywnie wymienia przyczyny nieważności postępowania (numerus clausus).

Nieważność postępowania nie uchyla sama przez się skuteczności i wykonalności orzeczenia sądowego dotkniętego nieważnością. Stwierdzenie nieważności postępowania i uchybienie z tego powodu orzeczeniu sądu niższej instancji (w całości lub w części) może nastąpić jedynie w wypadku zaskarżenia takiego wyroku. Ponadto stwierdzenie nieważności postępowania może nastąpić tylko w odniesieniu do tej części wyroku, która została zaskarżona. W pozostałej części, nawet dotkniętej nieważnością, wyrok staje się prawomocny (art. 363 KPC). (Komentarz do Kodeksu Postępowania Cywilnego pod red. Zielińskiego, wyd. 9)

Takie ujęcie problemu nieważności jest równie stare, jak sędzia Żurek. 😉

Nieważność wyroku ogłoszonego przez sąd, choćby w niewłaściwym składzie, może stwierdzić tylko sąd instancyjnie przełożony – wskutek wniesienia środka odwoławczego (zob. orz. SN z 14.1.1957 r., II CR 1107/54, OSNCK 1958, Nr 1, poz. 21 z glosą K. Stefki; W. Siedlecki, Przegląd, 1958, s. 658).

Tymczasem Trybunał Konstytucyjny orzeka jednoinstancyjnie. Jego wyroki są ostateczne, o czym Waldemar Żurek doskonale wie, czemu dawał wyraz głośno i wielokrotnie w 2015 i na początku 2016 roku.

Jaki więc organ może stwierdzić nieważność wyroku TK?

 Wydawałoby się, że nad TK jest już tylko Pan Bóg, ale Żurek dokonał istotnego odkrycia. Otóż jego zdaniem nad Trybunałem Konstytucyjnym usytuowani są sędziowie, w tym nawet ci z sądów rejonowych. Bo tak tylko można tłumaczyć to, że zdaniem Żurka sędziowie mogą nie respektować orzeczenia Trybunału. Sami zatem mają prawo je oceniać i stosować zgodnie z zasadą widzi-mi-się.

Wg krakowskiego sędziego w hierarchii organów sądowniczych TK usytuowany jest zatem gdzieś pomiędzy kuratorem zawodowym a referendarzem.

A że Konstytucja stanowi inaczej?

Tym gorzej dla niej. Wg Żurka.