Z niecierpliwością oczekiwałam na zakończenie serialu „Historia Roja”, ponieważ każdy wyświetlony odcinek to rozczarowanie i zawód. Oczekiwałam filmu na miarę „Kolumbowie rocznik 20” , „Polskie drogi” czy „Hubal”. A powstał film podrzędnej, jakości.

Gdy powstawał serial nie miał on wsparcia politycznego koalicji PO-PSL, dlatego miałam nadzieję, że scenariusz będzie na tyle interesujący, że mimo szczupłości środków finansowych powstanie ciekawy, porywający film o Żołnierzach Wyklętych i ich walce o wolną niepodległą Polskę. Podczas społecznej zbiórki na ten film i ja się do niego dołożyłam.

Od pierwszego do ostatniego odcinka miałam wrażenie, że poszczególne sceny i zdarzenia zostały nakręcone bez jakiegokolwiek związku ze sobą i sztucznie połączone w całość. Zamiast pozytywnych emocji, każdy z odcinków wzbudzał we mnie irytację.

Cały serial charakteryzował totalny chaos i brak ciągłości. Gdy go oglądałam, to nie wiedziałam, kto kogo chce zlikwidować i dlaczego strzela. Wiele scen było bezsensownych i niedorzecznych m.in. senne halucynacje rannego Roja, akt współżycia z narzeczoną z równoczesnym pokazywaniem modlącej się matki, czy beztroski spacerek po wsi, podczas którego zostaje postrzelony. Dialogi o honorze, odwadze i miłości do Ojczyzny były niesamowicie drętwe.

Według mnie wpływ na powstanie tak złego serialu wynika z koszmarnego scenariusza. Zastanawiam się, dlaczego reżyser serialu Jerzy Zalewski, zdecydował się na zrobienie filmu na jego podstawie. Przecież, jako reżyser ma wyobraźnię i po jego przeczytaniu powinien zdawać sobie sprawę, że nie znajdzie on uznania u masowego odbiorcy, a tak pokazany Rój nie będzie wzorem dla młodzieży.

W przypadku serialu „Historia Roja” nie tylko nie spełnił on moich oczekiwań, ale mnie zawiódł. Szkoda.

Czekałam na dobry film o Żołnierzach Wyklętych, który oddawałby im hołd i równocześnie służył edukacji widowni.

Mam nadzieję, że kiedyś powstaną takie filmy.