Trudno znaleźć w cywilizowanym świecie medialne plucie na własnych obywateli, podobne do tego jakie ma miejsce u nas.

Każdy okupant na podbitym terenie instaluje swoje pseudoelity, by tym łatwiej sterować społeczeństwem i realizować własne cele, z oczywistych względów kompletnie sprzeczne z celami tubylców. Analizując lansowanie autorytetów i tworzenie establishmentu III Rzeczypospolitej po 1989 roku jasne jest, że pewnej grupie dano pierwszeństwo, a ludzi o odmiennym światopoglądzie bezwzględnie marginalizowano. Zainstalowano nam tzw. salon. Kto? To jest sprawa niezwykle prosta, ale tak skonstruowano przekaz publiczny, że mówienie o niej było wręcz zakazane? Teraz, kiedy George Soros został zmuszony by  zdjąć przyłbicę i oficjalnie wkroczyć jako animator polskiej polityki, widzimy, że praktycznie byliśmy i w dużej mierze jeszcze jesteśmy kolonią finansjery światowej. To jej interesy są tu realizowane przez ostatnie ćwierćwiecze, a nie polskiego społeczeństwa. Mówi się, że kapitał nie ma narodowości. I rzeczywiście zadbano o to, by polskiej narodowości nie miał. Mamiono nas, że muszą wkroczyć korporacje międzynarodowe, bo nie mamy właśnie kapitału. No i teraz jest tak, że kapitału nam nie przybyło, bo jest skoncentrowany w obcych bankach i obcym handlu, a majątek wypracowany przez pokolenia przepadł. Co więcej mamy jeszcze prawie bilion dolarów długu, przy którym 24 mld zaciągnięte za czasów Gierka, wyglądają jak marny napiwek w „Sowa&Przyjaciele”. Mówiąc w skrócie zostaliśmy bezczelnie ograbieni. Zresztą brała w tym udział, nie tylko finansjera światowa. Ościenne mocarstwa, także świetnie realizowały swoje interesy, albo sprzedając nam gaz zdecydowanie drożej niż odbiorcom zachodnim, albo doprowadzajac do zamknięcia stoczni, by te niemieckie nie miały zbędnej konkurencji. U nas też znaleźli się tzw. biznesmeni, jak chćby Jan Kulczyk, który produkował niewiele, za to świetnie prywatyzował państwowe przedsiębiorstwa, czy dzierżawił autostrady.

W tym okradaniu Polaków niezwykle przydatna była właśnie „arystokracja III RP”. To ją kupiono przywilejami, honorowano nagrodami, dopieszczano dotacjami i grantami. Znaleźli się praktycznie w raju. Jeden warunek, powielanie użytecznych andronów. Co więcej stworzono w sferze kultury taki mechanizm, że zaczęto bezceremonialnie lansować przedsięwzięcia ewidentnie antypolskie.

I teraz ten wspaniały interes-samograj zwyczajnie podupada. Intencje dobrze zadomowionych u nas macherów wyszły na jaw i nieodpowiedzialny elektorat zdecydował przy urnie nieobsługiwanej przez „ruskie serwery”, o wygranej pisowskiej prawicy. Prymitywne oskarżanie obecnej władzy o zapędy dyktatorskie, wywołanie awantury wokół Trybunału Konstytucyjnego, histeryczne nagłaśnianie tez o łamaniu konstytucji i deptaniu demokracji, okazały się nudnawym niewypałem. KOD zaprogramowany na burdy uliczne, też zawiódł. I co w tej sytuacji robić?

Beznadzieja. Wściekłość salonu zaczyna przybierać formę furii. Oni też wiedzą, że przy tak jałowej opozycji, PiS jeśli nie popełni karkołomnych błędów, może rządzić parę ładnych kadencji. Szkalowanie PiS też stało się mało satysfakcjonujące. Ile można pokrzykiwać, że prezes Kaczyński rządzi z tylnego siedzenia. Ano rządzi i co takiego.

W tej frustrującej sytuacji jakieś mądre głowy postanowiły odegrać się na wyborcach PiS. Wszelkie nagonki, wszelkie grupowe połajanki nie są przypadkowe. Ktoś daje znak orkiestrze i ta tnie swoją kocią muzykę, aż więdną uszy. Tak jest i teraz. Pierwszy do boju ruszył Newsweek. W artykule „Wakacje nad Bałtykiem? – Mamy najazd Hunów – mówi doświadczony ratownik z Pomorza”, spostponowano niezamożne rodziny, które dzięki programowi 500+ udały się nad morze. Kuriozalne, wyszydzać dzieci, które do tej pory nie miały szans na wakacje i ich rodziców.

W ten nurt włączyła się „Polityka”. Na okładce zmieściła wizerunek mężczyzny w podkoszulku z puszką piwa. Tytuł Pan cham.

Co prawda pisząc w artykule: „Chamstwo, grubiaństwo, prostactwo istniało w życiu codziennym i politycznym zawsze, ale wiele wskazuje na to, że teraz jest na nie większe przyzwolenie niż kiedykolwiek”, nie wiadomo czy nie recenzują swoich własnych wypocin.

W chórze oburzonych Polakami – Januszami są oczywiście dyżurni celebryci. I chwała im za to. Pogrążają się całkowicie. Nareszcie widzimy, co to są za wybitne umysłowości i jak bardzo gardzą tymi, dzięki pracy których opływają w dostatek.

Czym przez lata epatowała „Gazeta Wyborcza” swoich czytelników? Mianowicie tym, że za parę złotych stwarzano im iluzję przynależności do elity.

Obecnie kupując „Newsweek”, „Politykę” czy „Gazetę Wyborczą”, każdy myślący człowiek ma świadomość z kim się brata. Jeśli opowiada mu towarzystwo intelektualnych żuli, będących na obcych usługach, to jego swobodny wybór. Na szczęście większość obywateli, co widać po sondażach PiS, nie daje się ogłupić i chwała im za to.

Ryszard MakowskiAutor: Ryszard Makowski
Satyryk. Kabaret OT.TO, Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie „wSieci”. W maju 2015 r. ukazał się jego książkowy wywiad z Marcinem Wolskim „Strptiz Nadredaktora”