Minister Zdrowia przeforsował swoja wizję tzw. sieci szpitali, pod koniec czerwca zobaczymy kto znajdzie się na liście sieci. Będzie na pewno sporym zaskoczeniem dla wielu z nas, że nasze szpitale lub oddziały na niej się NIE znajdą ….. Zaczną się pisma, odwołania i zwykłe administracyjne procedury, ale mogą nie zmienić niczego. Wkrótce po tym, jak do naszej świadomości dotrze informacja, że w tym szpitalu naszego oddziału nie ma, a nasz samorząd lokalny nie ma pieniędzy na finansowanie likwidowanego oddziału – zaczną się ruchy kadrowe i szukanie innych miejsc pracy. Dla nas nie ma problemu, bo pracę zawsze znajdziemy, pytanie tylko: gdzie, w jakich warunkach i za jakie pieniądze? Gorzej z pacjentami, bo zaczną się przesuwania kolejek oczekujących, tony biurokratycznej pracy oraz odpowiadania na setki pytań, na które nie my powinniśmy odpowiadać.

Zmiany będą nieuchronne w tych szpitalach, które sieć zlikwiduje, włączy oddziały specjalistyczne np. w oddziały wewnętrzne, które przejmą kolejki oczekujących na różne procedury m. in. zabiegowe. warto się do tego przygotować, bo to my będziemy brali na doktorskie klaty, a nie Pan Minister. Jak przygotować? poznać zmiany jak najwcześniej, przemyśleć na spokojnie swoją sytuację, obliczyć ile pracy więcej będzie do wykonania, przeliczyć to na zarobki, dodać pretensje i roszczenia zdezorientowanych i wkurzonych pacjentów i zastanowić się, czy nie szukać innego miejsca pracy lub zmiany formy pracy.

Zmiany będą nieuchronne i nie będą dotyczyć jedynie szpitali. Następny etap, to POZ i zmiany w AOS, które zaczną się wcześniej, gdyż sieć wymusi powstanie przyszpitalnych poradni, więc następne kontraktowanie AOS już przyniesie zmiany finansowania, wyceny procedur itd.
Nie ma takiej możliwości, by zatrzymać czekające nas i – mamy wrażenie – niekorzystne przekształcenia systemu. Dogmatem dla polityków jest utrzymanie dotychczasowych grup beneficjentów systemu, KRUS- itd. To dogmat. Wszystko, cokolwiek jest „reformowane”, musi się do tego odnosić i przystosować bez dyskusji. Jeśli przyjmiemy takie założenie, to trzeba tak docisnąć system, by wycisnąć z niego jak najwięcej świadczeń – by nie drażnić suwerena …

W jaki sposób? albo obniżyć wycenę pojedynczej procedury i lekarze muszą pracować więcej za te same lub mniejsze pieniądze, by zarobić tyle samo dla siebie i szpitala/poradni. Albo tak zmienić miejsca pracy, by skoncentrować jak najwięcej lekarzy i pieniędzy w systemie publicznym, zabierając im możliwość wybory lepiej płatnej pracy w jednostkach niepublicznych.

Nie zmieniają się źródła finansowania, likwidacja NFZ to kosmetyka, nie zmieni się NIC w zakresie odpowiedzialności pacjentów, nie planuje się współfinansowania dopłat do wizyt w POZ/AOS. Tu jest constans.

Czytając projekt ustawy o POZ jeżą nam się włosy z przerażenia, ogrom zadań dla lekarza jest potężny, finansowanie bardzo niepewne, środki organizacyjne i systemowe nie działają, a pacjenci na pewno zostaną szeroko medialnie poinformowani, że teraz lekarz POZ będzie robił „wszystkiebadania”. Nie wspominamy o odpowiedzialności za prowadzenie milionów pacjentów, którzy zostaną przekazani z AOS do stałego leczenia w POZ. Skąd ten projekt weźmie lekarzy do realizacji tych zadań? ile będzie na nie pieniędzy? tego nie wie nikt….

Oby tak nie było, że po raz kolejny pseudoreforma zostanie wprowadzona siłą większości parlamentarnej, a na placu boju zostaną lekarze. Pan Minister – jak widać – tryska pomysłami i snuje coraz to nowe wizje systemowe. My – jak zwykle – patrzymy na system z pozycji lekarza praktyka i kasandrycznie widzimy klęskę pseudoreform. To nie ten kierunek, to nie ta reforma, na którą czekamy.

Niestety, rolą Kasandry było wieszczyć i oglądać wieszczone klęski. My, po raz kolejny, czujemy rozczarowanie, że mijają lata, zmieniają się politycy, opcje polityczne, ministrowie – a w dalszym ciągu nie ma najmniejszych nawet śladów racjonalnej i realnej ekonomicznie reformy systemu ochrony zdrowia, dbającej o wykorzystanie istniejących zmniejszających się z roku na rok kadr lekarskich i pielęgniarskich do pracy przy chorych /a nie przy biurku/ oraz nacisku na współodpowiedzialność pacjenta za swoje zdrowie i leczenie.