Niestrudzony samorządoweiec zawsze dotrzymuje słowa. Czerwona kamaryla zadrżała w posadach, bo całe zastępy arbuzów nie mogą powstrzymać skutecznego polityka młodego pokolenia. Jeszcze rok temu nikt, nie wierzył, że walka Burmistrza Błaszek Karola Rajewskiego o respektowanie konstytucyjnych praw właścicieli gruntów do ich własności przyniesie jakieś efekty. Miał przeciwko sobie nie tylko myśliwych, ale i radnych z własnej gminy. Okazało się jednak, że konsekwencja, nieustępliwość i odwaga włodarza małej gminy Błaszki może doprowadzać do tego, że prawo wreszcie zostanie zmienione na korzyść obywateli, a nie myśliwych.

Walka burmistrza Błaszek o zmianę prawa rozpoczęła się już dawno

W 2017 r. mijał termin dzierżawy terenów znajdujących się w obwodach łowieckich na terenie gminy Błaszki. Koła łowieckie wystąpiły wtedy do burmistrza o wydanie opinii w tej sprawie. Burmistrz wydał wszystkim negatywne opinie, gdyż m.in. rolnicy z gminy Błaszki byli bagatelizowani przez myśliwych, a wypłacane im odszkodowania za wyrządzone szkody łowieckie były znikome. Sprzeciw burmistrza nie doprowadził jednak do zakazu polowań w gminie. Starosta sieradzki, który podejmuje ostateczną decyzję, pozwolił bowiem myśliwym na strzelanie do zwierząt przez kolejnych dziesięć lat.

Pod koniec ubiegłego roku Burmistrz poinformował Posłów i Senatorów, że już w lipcu 2014 Trybunał Konstytucyjny stwierdził niezgodność art. 27 ust. 1 ustawy Prawo łowieckie z Konstytucją. Przepisy umożliwiające obejmowanie prywatnych nieruchomości reżimem obwodu łowieckiego bez zapewnienia ich właścicielom możliwości wyrażenia sprzeciwu wobec dysponowania przedmiotem swojej własności i ochrony konstytucyjnie chronionych praw własności – przestały obowiązywać 22 stycznia 2016 roku. Od tego momentu każdy właściciel nieruchomości mógł skutecznie wezwać Sejmik wojewódzki do wyłączenia terenu z obwodu łowieckiego.

Tak też zrobił Burmistrz i zażądał wyłączenia swoich prywatnych działek z obwodu łowieckiego. Sejmik się na to nie zgodził, więc Burmistrz wniósł sprawę do WSA w Łodzi i wygrał, ale zaraz po tym zaapelował do Parlamentarzystów o poprawę przepisów prawa, bo w głowie się nie mieściło, aby walczyć w sądzie o swoją własność. Niestety Państwo nie stało po stronie własnych obywateli tylko myśliwych. Gdyby było inaczej, to po wyroku Trybunału Konstytucyjnego prawo byłoby zmienione tak, aby sytuację odwrócić i aby myśliwi przed wejściem w teren prywatny musieli się zapytać właściciela o zgodę. Sytuacja była absurdalna, bo każdy myśliwy przez domniemanie mógł wejść każdemu na jego nieruchomość i swobodnie tam przebywać, w tym polować, a za przeszkadzanie w polowaniu groziły wysokie kary. Dlatego koniecznie trzeba było to zmienić.

Mówili, że to walka z wiatrakami…

Burmistrz zainteresował sprawą media ogólnopolskie i 50 prokuratur w całym kraju (Czytaj więcej tutaj.) Jak się okazało był bardzo skuteczny w swoich działaniach. Sejm znowelizował Prawo łowieckie. Celem nowelizacji było m.in. właśnie postulowane przez burmistrza wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2014 roku, który wskazał na niedostateczną ochronę praw właścicielskich w obowiązujących przepisach. Posłowie zgodzili się, by właściciele bądź użytkownicy wieczyści nieruchomości wchodzącej w skład obwodu łowieckiego mogli złożyć staroście oświadczenie, w którym nie zgadzają się na prowadzenie polowań na ich gruntach.

Posłanki i posłowie zagłosowali również za wykreśleniem propozycji karania za utrudnianie polowań. Nowelizacja reguluje też kwestie związane z szacowaniem szkód i wypłat odszkodowań, o które zabiegał burmistrz. Koła łowieckie będą nadal wypłacały odszkodowania za szkody wyrządzone przez zwierzynę czy w czasie prowadzenia polowania. Myśliwi nie będą jednak sami szacować szkód. Mają się tym zajmować komisje składające się z przedstawiciela gminy, zarządcy obwodu łowieckiego i właściciela nieruchomości, na której wystąpiła szkoda. Organem odwoławczym będzie nadleśniczy, a od jego decyzji będzie można odwołać się do sądu.

Prawo musi stać po stronie obywateli

Presja społeczna i mocne argumenty mogą ruszyć w posadach nawet prawo łowieckie. Łatwo nie było, ale jak widać walka Burmistrza miała sens i przyniosła korzyści nie tylko mieszkańcom gminy Błaszki, ale i całej Polski. Mówi się, że jaskółka wiosny nie czyni, ale od czegoś trzeba zacząć, bo samo narzekanie i siedzenie z założonymi rękami nic nie daje. Politycy muszą w końcu zrozumieć, że są naszymi pracownikami i mają służyć nam ich wyborcom, a nie tylko klanom partyjnym, czy korporacyjnym.