Adam Bodnar najwyraźniej postanowił nie być gorszym od Giertycha.

Teoretycznie wszystko powinno być jasne. Zgodnie z art. 10 Konstytucji ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.

Co prawda władza ustawodawcza i wykonawcza często, a nawet zwykle są połączone (rządzi bowiem tzw. większość parlamentarna zaś ministrowie i premier mogą być posłami bądź senatorami) to jednak władza sądownicza jest wyraźnie odseparowana.

Okazuje się, że w uśmiechniętej POlsce nie do końca.

Adam Bodnar, ongiś prawnik i RPO jest innego zdania. Otóż to władza wykonawcza, konkretnie zaś władza Tuska, jest tą najważniejszą.

Dr Bodnar rości sobie zatem prawo do ustalenia właściwego sądu. Bo jeśli nie….

Tymczasem to, jaki sąd i w jakim składzie dokona zatwierdzenia wyborów nie ma znaczenia.

Już 2 czerwca informował o tym na WP red. Patryk Słowik. Tekst o tyle ważny, że autor z wykształcenia jest magistrem prawa. Tak samo, jak Giertych.

Przegrani w wyborach prezydenckich nie uznają Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, która orzeka w przedmiocie ważności wyborów. A inna izba, bez zmiany ustawy, orzekać nie może. Dodatkowo zdaniem prawników sprawa jest jasna: nie ma realnego powodu, aby wybory zostały unieważnione – pisze dla Wirtualnej Polski Patryk Słowik.

Karol Nawrocki uzyskał 50,89 proc. głosów w wyborach prezydenckich. Oznacza to, że wyprzedził Rafała Trzaskowskiego o 369 591 głosów.

Czy to oznacza, że Nawrocki zostanie prezydentem? Czy Rafał Trzaskowski wraz ze swym komitetem mogą jeszcze starać się o stwierdzenie nieważności wyborów?

W ocenie prawników, z którymi rozmawiała WP, ani przepisy realnie na to nie pozwalają, ani dotychczasowe podejście rządzących na to nie wskazuje, ani nie ma powodów, aby doszło do stwierdzenia nieważności, bo ewentualne nieprawidłowości nie wypaczyły ostatecznego wyniku.

Właściwa izba

Zgodnie z art. 324 par. 1 Kodeksu wyborczego Sąd Najwyższy na podstawie sprawozdania z wyborów przedstawionego przez Państwową Komisję Wyborczą oraz po rozpoznaniu protestów rozstrzyga o ważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej. Paragraf 1a doprecyzowuje, że Sąd Najwyższy orzeka w składzie całej właściwej izby.

Zgodnie z art. 26 par. 1 pkt 2 ustawy o Sądzie Najwyższym właściwa do spraw stwierdzenia ważności wyborów jest Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Jednocześnie obecnie rządzący, w tym Rafał Trzaskowski, nie uznają Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN za sąd – ze względu na fakt, że orzekają w tej izbie osoby powołane po 2017 r., przy udziale wadliwie skonstruowanej Krajowej Rady Sądownictwa. Swój pogląd opierają na szeregu orzeczeń międzynarodowych trybunałów, w których pojawiły się zastrzeżenia do sposobu funkcjonowania tej izby.

Rodzi się więc kilka pytań: czy może orzekać w sprawie ważności wyborów inna izba, np. Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych? Co jeśli orzeknie tylko nieuznawana przez część sceny politycznej izba? A także czy w ogóle są podstawy do stwierdzenia nieważności wyborów i ich powtórzenia?

Brak podstaw do zmiany

– Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych powinna orzec w przedmiocie ważności wyborów. Ale wybory korzystają z domniemania ważności, więc nieuznawanie izby nie prowadzi do wniosku, że nie mamy prezydenta. Prezydent jest, dopóki SN nie stwierdzi nieważności wyboru – mówi WP prof. Mariusz Bidziński, wykładowca na Uniwersytecie SWPS i partner w kancelarii Chmaj i Partnerzy.

Zarazem zdaniem prof. Bidzińskiego nie ma dziś podstawy, aby orzeczenie mogła wydać izba pracy.

– Nie ma podstawy prawnej, aby w przedmiocie ważności wyborów orzekała Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN. Trzeba byłoby najpierw zmienić ustawę – zaznacza.

Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, mówi, że dziś o tym, która izba będzie zajmowała się stwierdzeniem ważności wyborów, decyduje jedna osoba: pierwsza prezes SN.

– Nie sądzę, biorąc pod uwagę dotychczasowe działania pani prezes, by mogła ona pominąć Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, a zdecydować się na przekazanie sprawy innej izbie – zauważa mec. Rosati.

– Ale też bądźmy uczciwi: do tej pory właśnie izba kontroli zajmowała się ważnością wyborów, a obecnie rządzący nie kwestionowali tych rozstrzygnięć ani nie zabiegali o rozstrzygnięcie przez izbę pracy – spostrzega prezes NRA.

Co więcej, gdy Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN orzekała w styczniu 2024 r. w przedmiocie ważności wyborów parlamentarnych z 2023 r., prokurator generalny Adam Bodnar był reprezentowany w sądzie. Jego przedstawiciel wnosił do SN o stwierdzenie ważności wyborów – tym samym Bodnar wówczas uznawał właściwość izby kontroli, mimo że zastrzeżenia do jej funkcjonowania politycy obecnego rządu już formułowali.

https://wiadomosci.wp.pl/wybory-niewazne-szanse-na-to-sa-bardzo-male-analiza-7163304715209408a

Tak więc jedyne, co grozi wyznawcom Bodnara i Giertycha to to, że nawet w przypadku nieuznania wyborów prezydenckich przez Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego będą musieli godzić się na prezydenturę dr Karola Nawrockiego. Wszak ich zdaniem rzeczona Izba sądem nie jest i nie będą zatem honorowali jej wyroków.

Czy Bodnar tego nie wie???

Ależ oczywiście, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Podobnie zresztą jak Giertych, którego parskania o wyborczym fałszu, na dodatek popełnionym przez 120 tysięcy sprawców, są objawem czystej paranoi. Qń wie również, że żadne przeliczenie wszystkich głosów w całej Polsce nie wchodzi w rachubę gdyż… przechowywane są w warunkach umożliwiających ich bezkarne fałszowanie.

Ale to wszystko to tylko uwertura przed czekającym nas koncertem.

Tusk, Bodnar i Giertych zdają sobie sprawę, że przegrali najważniejsze z punktu widzenia… Niemiec wybory w Polsce.

Zatem całe to ujadanie jest robione głównie na użytek zewnętrzny; coby się Niemiec nie pogniewał. ;)

Oraz na potrzeby rodzimych oszołomów, którzy pod wodzą Pińskiego i innych „soków z buraka” przez najbliższe lata będą usiłowali deprecjonować najważniejszy urząd w Państwie.

Zapominają jednak o najważniejszym.

W aktach IPN istnieje tzw. zbiór zastrzeżony. Prezydent Duda nie ujawnił, choć obiecał. Wątpię też, by znał te zasoby.

Co innego dr Karol Nawrocki.

Może więc teraz nadeszła pora?

A wtedy może się okazać, że donosy na SB pisały nie tylko matki…

Jest nadzieja, że po 35 latach dojdzie wreszcie do ostatecznego rozliczenia czerwonych zdrajców i tzw. scena polityczna wreszcie się oczyści.

Na razie musimy przetrwać w miarę spokojnie ten cały cyrk organizowany przez „demokratów”, którzy kolejny już raz przerżnęli demokratyczne wybory.

19.06 2025