Mimo wygranych wyborów i większości w Sejmie, PiS nie porządziłby nawet przez miesiąc, gdyby nie pomoc sojuszników z różnych opcji politycznych, czasem nawet tych skrajnie wrogich. Oto krótki ranking podmiotów, bez których rządzenie byłoby niemożliwe:

Największym sojusznikiem rządzących są koderaści, którzy wyszli na ulicę jako żywy dowód na to, że wolność i demokracja nie są zagrożone. Nikt do nich nie strzela, nie podpala budek, nie polewa wodą, nie prowokuje. Wręcz przeciwnie: kaczystowska policja pilnuje, żeby zwolennicy pisowego reżimu nie nawalili ich po ryjach, nikt na zamyka ich w aresztach za polowanie na Kaczora i wysyłanie Dudy na Wawel, a przedstawiciele obozu rządzącego z oburzeniem reagują na działania prokuratury godzące w wolność wypowiedzi koderastów.

I tak oto oderwani od koryta, ubecja, pożyteczni idioci i inne wybryki natury podskakują na ulicy w stylu „Kto nie skacze, ten za pisem, hop, hop, kaczuchy, hop, hop, demokracja, konstytucja, nie zamkną nam ust, nie zabiorą ośmiorniczek, żeby było tak jak kiedyś, hop, hop!”, a rządzący głoszą całemu światu: „Patrzcie i podziwiajcie, jaka u nas jest wolność i demokracja. Uczcie się o nas!”

Koderaści są dla rządzących przysłowiowym darem z nieba. Można odnieść wrażenie, że KOD wymyślił Jarosław Kaczyński.

Wersja koderastów będzie, oczywiście inna, bo niektórzy naprawdę wczuli się w rolę bohaterów broniących wolności i demokracji. Można wyobrazić sobie taką scenkę z przyszłości, gdzie dziadek weteran KOD-u rozmawia z wnuczkiem:

-Dziadek, opowiedz jak to było za kaczystowskiej okupacji!
-Ano wyszliśmy na demonstrację KOD-u i nagle otoczyły nas brunatne bojówki, na czele których stali Ziobro i Macierewicz w skórzanych płaszczach. Wygarnęli na plac wszystkich mężczyzn i Ziobro wydał rozkaz: „Tych z prawej rozstrzelać, a tych z lewej zerżnąć”
-Dziadek, a tobie co zrobili?
-Mnie rozstrzelali.

Drugim niekwestionowanym sojusznikiem jest Ryszard Petru, który zamiast stać się liderem opozycji, stal się Królem Internetów. Obserwując jego niezwykle wyczyny oratorskie można się zastanawiać, czy aby Ryszard nie jest nieślubnym dzieckiem Bronisława Komorowskiego i Agnieszki Pomaski spłodzonym na Rubikoniu w święto Sześciu Króli podczas wycieczki do Kameruna. Nietrudno wyobrazić sobie wyobrazić Jarka, który siedząc przed telewizorem głaszcze kota i uśmiecha się ze złośliwą satysfakcją oglądając kolejny występ Ryszarda Petru, obserwując kątem oka, jak PiS-owi rosną słupki, a Ryszardowi przybywa memów.

Wspominając lidera nie sposób nie wspomnieć o Nowoczesnych Kropkach z jego haremu. One same w sobie są chodzącymi memami i zasługują w przyszłości na dogłębną analizę naukowo-satyryczną.

Grzegorz Schetyna, jego koledzy i koleżanki są również niekwestionowanymi wujkami i ciotkami sukcesu obecnego rządu. W swojej desperacji, zamiast usunąć się w daleki kąt i liczyć na krótką pamięć rodaków oraz błędy PiS-u, zachowują się jak małpa na plantacji bananów, biegając po mediach i zaliczając kolejne kompromitacje. Na dodatek ubzdurali sobie, że założą na uchodźctwie alternatywny rząd i będą alternatywnie reprezentować Polskę w Brukseli i Strasburgu. Problem polega na tym, że Polacy raczej nie przepadają za tymi, którzy donoszą na nich do Niemców.
Żeby było jeszcze śmieszniej, to Platforma po odejściu od władzy zaczyna realizować swoje obietnice wyborcze.

Przypomina trochę skoczka narciarskiego, który po wykonaniu nieudanej serii skoków oznajmia zaskoczonym kibicom, że następnym razem założy narty. Problem w tym, że nie ma nart, bo je sprzedał.

Jeszcze do niedawna funkcjonariusze PO twierdzili, że ostatnie wybory były sukcesem ich partii, bo jednak ktoś tam na nich zagłosował. Matką tego sukcesu była kobieta, która w rządzie Platformy pełniła funkcje premiera. Pani Kopacz dumna ze swoich osiągnięć czuje się obecnie w obowiązku doradzać nowej premier, jak godnie reprezentować nasz kraj na arenie międzynarodowej. Zamieściła nawet w sieci krótki instruktażowy film, jak nie powinno się zachowywać podczas wizyty u kanclerz Merkel. Premier Beata Szydło obejrzała go kilka razy i dzięki temu na wizytę do Angeli pojechała dobrze przygotowana.

Wspominając o Platformie, nie sposób pominąć jej sztandarowej postaci, którą był patron jej sukcesu, osobnik pełniący do niedawna rolę Prezydenta. On także czuje się w obowiązku wypowiadać w mediach jako ekspert od polityki sukcesu, co jest bardzo na rękę obecnie rządzącym Prawdziwa jazda zacznie się jednak, jak Instytut Myśli Bronisława Komorowskiego opublikuje pierwsze myśli. W tym miejscu wypada wspomnieć, że Bronisław również zamieścił w sieci filmy instruktażowe, jak nie należy się zachowywać podczas wizyt zagranicznych. Andrzej Duda regularnie je ogląda i uczy się.

Dużą pomocą rządowi służy sędzia Rzepliński, który w spektakularny sposób skompromitował Trybunał Konstytucyjny i samego siebie przy okazji. Nie dość, że pokazał się jako nieoficjalny funkcjonariusz Platformy Obywatelskiej, to na dodatek biegał po mediach ujawniając orzeczenia przed ich wydaniem. Ostatnio postanowił orzekać według praw ustanowionych przez siebie, ignorując fakt, że prawa ustanawia Sejm wybrany przez naród. Jego orzeczenia będą warte tyle, co odcisk stopy jednookiego karła na brzegu oceanu podczas przypływu.

M.in. dzięki sędziemu Rzeplińskiemu większość Polaków jest już przekonana, że należy jednak zmienić Konstytucję Kwaśniewskiego. A także sędziego Rzeplińskiego wraz z jego ekipą z TK, wśród której znajduje się nawet pani, która doradzała Kiszczakowi.

Niespodziewanym sojusznikiem rządzących okazał się tzw. sędzia Łaczewski (to ten, który skazał Mariusza Kamińskiego za to, że zbyt poważnie potraktował kwestie ścigania bandytów). Wspomniany wyżej tzw. sędzia, uległ prostej prowokacji proponując swoje usługi Tomaszowi Lisowi. Usługi miały w skrócie polegać na doradzaniu, jak zaorać PiS. Pan Łączewski wykazał się tu dużym optymizmem proponując odgrzewane tematy TK i ustawy o policji, na których mądrzejsi od niego i Borys Budka, połamali zęby.

A może po prostu tzw. sędzia Łączewski mając dar prekognicji szuka już zapobiegawczo pracy na parówkowym portalu Lisa?

Tak czy siak, aktywność tzw. sędziego Łączewskiego dowodzi w sposób dobitny, że reforma wymiaru sprawiedliwości zaproponowana przez rząd jest absolutnie konieczna i Ziobro ma rację.

Nieocenionym sprzymierzeńcem rządzących jest ekipa funkcjonariuszy mediów III RP, którą możemy określić zbiorczo mianem Hiena & Przyjaciele. Wspinając się na właściwe sobie szczyty profesjonalizmu dziennikarskiego z gatunku Völkischer Beobachter dokonali tak pięknego zamozaorania, że nawet najwięksi ignoranci nie interesujący się polityką zauważyli, że „coś tu jest nie halo”.

O wyczynach tej goebbelsowskiej ekipy propagandystów powstanie z pewnością pasjonująca książka w niedalekiej przyszłości. Wypada w tym miejscu wspomnieć o kolebce i ostatnim bastionie niezależnej (od rozumu) myśli dziennikarskiej, Gazecie Wyborczej, która de facto nie jest prasą, lecz bardziej stanem umysłu. Na miejscu rządu zrobiłbym wszystko, żeby nie dopuścić do upadku tego cennego sprzymierzeńca, pokazującego jak nisko upadł system myślowy oparty na ideologii Adama Michnika.

Mimowolnymi sojusznikami rządu są lewicowo-liberalni funkcjonariusze UE, wśród których prym wodzą zdziecinniały pijaczyna Junker, obozowy kapo Schulz i znerwicowany rzecznik Kropka Nowoczesnej, Guy Verhofstadt. Cała działalność tych panów wynikająca z troski o demokrację w Polsce spowodowała, że wielu Polaków z przerażeniem uświadomiło sobie, że Europą rządzą kretyni, a Beata Szydło urosła w sondażach i co bardziej zapaleni mianowali ją już Królową Europy. Tym samym zastąpi Angelę Merkel, która na problemie imigrantów poważnie się zużyła fizycznie i umysłowo. Można także odnieść wrażenie, że ona i jej koledzy rządzący państwami poprawnie politycznymi są agentami rosyjskich służb specjalnych.

Listę sprzymierzeńców obecnej władzy zamyka grono rodzimych euroentuzjastów, którzy zatracili widzenie rzeczywistości nie zauważając realnych problemów UE, ale szczerze przeżywają łamanie demokracji i wolności w Polsce, czyli tłumacząc to na nasz język „brak u władzy tych, co byli zawsze”. Z ustami pełnymi Ody Do Radości wiodą nasz naród ku świetlanej przyszłości pełnej tolerancji, postępu, imigrantów i kobiet z brodą. Na czele idzie niezawodna w takich sytuacjach Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein zu Manipulierten Abstimmung in Polen Kuss Mich in den Arsch zum Wurst Conchita Zwei Kanibalen und Drei Amigos KOD mit Uns in Rumpelstock Schöne Penis Guy Verhofstadt Jude Raus nach Volkswagen mit Zwei Zilinder und Ratzefummel Krächzte Allgemeine Kundelstimmender und Schönste Schlager von Octoberfest Unsere Mütter Unsere Väter zum Hans Kloss Guten Abend Bitte das Kuddelmuddel Dupenklappen von Hände Hoch Nicht Schissen meine Damen und Herrn von Stuhr nach Hause Verfluchte Brunner in Rosenzweig Hakenkreuz und so Weiter der Schmetterling zum Beispiel Heili Heilo auf Wiedersehen Und So Weiter.

Naród za to jest mniej entuzjastyczny i widząc takie napady euroszału raczej się dystansuje i jest skłonny raczej sympatyzować z tymi, którzy nie chodzą po brukselskich salonach na czworakach.

Lista sojuszników, bez których pomocy rządowi i Prezydentowi nie było by tak łatwo, jest dłuższa, ale na tym zakończę, bo podejrzewam, że tylko nieliczni czytelnicy przebrnęli przez Różę i dotarli do tego miejsca.

Autor: Zbigniew Kozłow