Soros, według wielu odpowiedzialny za falę emigrantów zalewających zachodnie państwa Unii Europejskiej boi się Orbana i Kaczyńskiego. Wygląda na to, że idea społeczeństwa otwartego, łagodniejsza wersja poprzednich wielkich socjalistycznych idei – bolszewizmu i nazizmu, na naszych oczach trafi na śmietnik.

Oto „orędzie” Sorosa opublikowane na polskojęzycznym portalu Onet:

Bój o wspólną Europę

Dzisiejsza Unia Europejska potrzebuje pomocy i głębokiej przemiany. Niezbędne są natychmiastowe działania ratunkowe, bowiem projekt europejski znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Już podczas swojej kampanii wyborczej dzisiejszy prezydent Francji Emmanuel Macron wspominał, że najistotniejszy jest wzrost poparcia dla Unii.

Do pewnego stopnia jest to zagrożenie zewnętrzne. Unia jest otoczona siłami, które sprzeciwiają się europejskim wartościom – chodzi o Rosję Władimira Putina, Turcję Recepa Tayyipa Erdoğana, Egipt Abdela Fattaha el-Sisiego oraz wizję Ameryki propagowaną przez Donalda Trumpa, która na razie nie doczekała się realizacji.

Jednak Unia jest również zagrożona wewnętrznie. Począwszy od kryzysu finansowego z 2008 r. fundamenty Wspólnoty, czyli traktaty, nie regulują warunków panujących w strefie euro. Nawet najbardziej prozaiczne decyzje dotyczące wsparcia dla wspólnej waluty muszą być wprowadzane umowami międzyrządowymi, poza istniejącymi regulacjami traktatowymi. Ponieważ funkcjonowanie instytucji europejskich staje się coraz bardziej uciążliwe, stopniowo rośnie dysfunkcjonalność Unii Europejskiej.

W szczególności dotyczy to strefy euro, która stała się zaprzeczeniem intencji jej twórców. W zamierzeniu Unia Europejska miała być opartą na zasadzie dobrowolności wspólnotą państw o podobnych zapatrywaniach, które były gotowe oddać część swoich uprawnień na rzecz dobra wspólnego. Po kryzysie finansowym w 2008 r. strefa euro przypomina układ, w którym bogate kraje dyktują warunki kredytobiorcom niezdolnym do spełnienia ustalonych wymagań. Zmuszając je do przyjęcia polityki oszczędnościowej, wierzyciele jednocześnie maksymalnie utrudniają zadłużonym krajom spłatę zobowiązań.

Jeżeli Unia Europejska nadal będzie prowadzić podobną politykę, trudno mieć nadzieję na zmianę – Wspólnota potrzebuje radykalnej odnowy. Zmiany odgórne, które rozpoczął Jean Monnet, wdrażając proces europejskiej integracji w latach 50., przez dłuższy czas przynosiły rezultaty, ale w końcu przestały być skuteczne. Dziś Europa potrzebuje wspólnego wysiłku, który połączy podejście „odgórne”, zainicjowane przez instytucje europejskie, z „oddolnym”, które pobudzi do działania europejski elektorat.

Weźmy na przykład Brexit, który jest wysoce niekorzystny dla obu stron. Negocjacje rozwodu Europy z Wielką Brytanią mogą odwrócić uwagę Brukseli od własnych problemów – w dodatku rozmowy będą trwały dłużej niż planowane dwa lata (co najmniej pięć lat). W polityce, w szczególności w tak przełomowych czasach, w jakich przyszło nam żyć, to prawdziwa wieczność.

Dlatego Unia powinna podejść do negocjacji brexitowych w sposób jak najbardziej konstruktywny, akceptując jednocześnie nieprzewidywalność sytuacji. Podczas przeciągającej się „sprawy rozwodowej” Brytyjczycy być może stwierdzą, że bycie częścią UE jest jednak bardziej atrakcyjne niż wychodzenie ze wspólnoty. Ale taki scenariusz jest oparty na założeniu, że Unia Europejska przekształci się w organizację, która stanie się obiektem pożądania ze strony takich państw jak Wielka Brytania, oraz na tym, że zarówno Brytyjczycy, jak i mieszkańcy Kontynentu zmienią swoje bieżące nastawienie.

Prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza jest wprawdzie niewielkie, ale istnieje. Aby coś takiego nastąpiło, państwa członkowskie Unii musiałyby zgodzić się co do tego, że Brexit jest krokiem w kierunku rozpadu Unii Europejskiej – na którym straciłyby obie strony. Przywrócenie atrakcyjności wizji wspólnej unii dałoby nam (a w szczególności młodszemu pokoleniu), nadzieję na lepszą przyszłość.

Taka Europa różniłaby się od bieżącej w dwóch istotnych aspektach. Po pierwsze, potrzebne byłoby oddzielenie Unii Europejskiej od strefy euro. Po drugie, Europa musiałaby przyjąć do wiadomości, że strefa euro jest regulowana przez przestarzałe traktaty, a trudno wprowadzić nowy sposób zarządzania, gdy nie można zmienić starych ustaleń.

W traktatach czytamy, że do strefy euro mogą przystąpić wszystkie kwalifikujące się państwa członkowskie UE. Ten zapis doprowadził do absurdalnej sytuacji, bowiem niektóre kraje (w tym Szwecja, Polska i Czechy) już wcześniej zdecydowały, że wcale nie mają zamiaru przyjąć wspólnej waluty, mimo iż oficjalnie są „kandydatami” do wejścia do strefy.

Spodziewane zmiany nie byłyby jedynie kosmetyczne. Unia Europejska stała się organizacją, której jądro stanowią właśnie kraje unii walutowej, natomiast pozostałe państwa zyskały status członków drugiej kategorii. To się musi zmienić. Problemy strefy euro nie mogą doprowadzić do upadku projektu europejskiego.

Porażka w wypracowaniu czytelnych relacji między strefą euro i Unią Europejską ukazuje głębszy problem: niektórzy członkowie Unii Europejskiej wierzą, że pomimo różnych prędkości wszystkie kraje UE zmierzają ku wspólnemu celowi. Jednocześnie coraz więcej krajów członkowskich odrzuca założenie „stale zacieśniającej się unii”.

Zastąpienie Europy „wielu prędkości” Europą „wielu ścieżek” pozwoliłoby państwom członkowskim na większą swobodę w podejmowaniu demokratycznych decyzji i miałoby zdecydowanie korzystniejsze skutki. W końcu kraje UE wolałyby odzyskać część przekazanych Brukseli kompetencji, niż je dalej tracić. Gdyby tego rodzaju rozwiązanie okazało się skuteczne, w UE doszłoby do znacznej poprawy nastrojów, a współpraca poszczególnych grup państw członkowskich mogłaby stać się zalążkiem projektów obejmujących więcej państw unijnych.

Najważniejsze jest współdziałanie w trzech dziedzinach: powstrzymania dezintegracji terytorialnej (czego przykładem jest Brexit), zahamowania kryzysu migracyjnego oraz dalszego spadku wzrostu gospodarczego. Niestety, na żadnym z tych pól Europa nie może się pochwalić ścisłą współpracą.

Szczególnie problematyczna jest kwestia kryzysu uchodźców –  tutaj współpraca między państwami Unii ulega wręcz rozluźnieniu. Europa nie wypracowała jednolitej polityki migracyjnej. Każde z państw członkowskich kieruje się własnym interesem narodowym – a jego działania bywają często wymierzone w interesy pozostałych członków Wspólnoty. Kanclerz Niemiec Angela Merkel miała rację: kryzys uchodźców może doprowadzić do upadku Unii Europejskiej. Ale nie wolno nam się poddać. Jeżeli Europie uda się skutecznie powstrzymać kryzys migracyjny, sprawy przybiorą zdecydowanie korzystniejszy obrót.

Głęboko wierzę, że należy wykorzystać takie chwile. Pierwsze jaskółki zmian pojawiły się jeszcze przed wyborem Emmanuela Macrona na prezydenta Francji, po klęsce nacjonalisty Geerta Wildersa w marcowych wyborach parlamentarnych w Holandii. Taka dynamika może doprowadzić do poprawy odgórnych procesów politycznych w UE. Po zwycięstwie Macrona, jedynego proeuropejskiego kandydata podczas wyborów we Francji, z optymizmem oczekuję wrześniowych wyborów w Niemczech. Choć sytuacja może się różnie potoczyć, wiele wskazuje na powstanie proeuropejskiej koalicji w tym kraju, szczególnie że zdecydowanie spada poparcie dla antyeuropejskiej i ksenofobicznej Alternatywy dla Niemiec. Rosnące poparcie dla wspólnej Europy może przezwyciężyć największe zagrożenie, jakim jest kryzys bankowy i migracyjny we Włoszech.

Spore nadzieje wiążę również ze spontanicznymi oddolnymi inicjatywami, które pojawiają się w Europie (większość z nich jest dziełem młodych ludzi). Mam na myśli „Pulse of Europe” (Puls Europy), który został powołany w listopadzie ubiegłego roku we Frankfurcie nad Menem, a który objął swoim zasięgiem około 120 europejskich miast, jak również brytyjski ruch „Best for Britain” oraz opór wobec rządów Prawa i Sprawiedliwości w Polsce i Fideszu na Węgrzech, którym kieruje premier Viktor Orbán.

Sprzeciw wobec działań Orbána na Węgrzech jest równie zaskakujący dla niego samego, jak i dla mnie. Węgierski premier przedstawiał swoje działania jako starcie z moją osobą, czyniąc ze mnie obiekt nieustającej napastliwej propagandy. Do tego przedstawia siebie jako obrońcę węgierskiej niezależności, a mnie jako spekulanta walutowego, który wykorzystuje posiadaną fortunę, by zalać Europę imigrantami – ponoć to część nieznanego bliżej wrogiego planu mojego autorstwa.

W rzeczywistości jestem dumnym fundatorem Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU), który po 26 latach działalności znalazł się na liście 50 najlepszych uczelni na świecie. Kładąc podwaliny pod CEU, upewniłem się, że ta uczelnia będzie w stanie bronić swobód akademickich przez zakusami zewnętrznymi, czy to ze strony węgierskich władz, czy innych podmiotów (w tym jej założyciela).

Na przestrzeni wielu lat poczyniłem jednak dwie istotne obserwacje. Po pierwsze, nie należy bezgranicznie wierzyć, że zasada praworządności zdoła automatycznie ochronić demokratyczne społeczeństwa – należy aktywnie bronić własnych przekonań. Jest to możliwe dzięki działalności CEU i grantom udzielanym przez moje fundacje. Dziś ich działalność jest zagrożona, ale jestem przekonany, że dążenie do zachowania wolności akademickiej oraz wolności zgromadzeń doczeka się doczeka się w końcu (powolnej, ale nieuchronnej) sprawiedliwości.

Po drugie, nauczyłem się, że wartości demokratyczne nie mogą zostać narzucone z zewnątrz – muszą zostać wypracowane przez nas samych, a potem skutecznie przez nas bronione. Podziwiam odwagę Węgrów, którzy odrzucają kłamstwa i skorumpowanie cechujące rządy Orbána, a jednocześnie mam nadzieję, że działania europejskich instytucji wobec zagrożeń płynących z Polski i Węgier przyniosą oczekiwany skutek. Droga, którą podążamy, jest pełna niebezpieczeństw, ale wciąż wierzę, że podejmowane wysiłki doprowadzą do ożywienia projektu europejskiego. (Źródło)

Soros, praktyczny rozgrywający przez długie lata również w Polsce (via Fundacja Batorego, Helsińska Fundacja Praw Człowieka i pochodne) najwyraźniej boi się krachu pieszczonego przez niego w zasadzie od śmierci de Gaulle’a projektu Nowej Europy.

sorosEuropy bez granic, bez Narodów,  bez historii i bez religii.

Przy okazji odkrywa karty. Macron ostatnio wzywa do powstania Unii dwóch prędkości. Soros natomiast nie obwija w bawełnę:

Unia Europejska stała się organizacją, której jądro stanowią właśnie kraje unii walutowej, natomiast pozostałe państwa zyskały status członków drugiej kategorii.

Co prawda trudno nam uwierzyć, że jądro UE stanowi Grecja czy Słowacja, ale poziom zarobków w tej pierwszej, nawet po kilku latach kryzysu, ciągle pozostaje w  sferze marzeń  przeciętnego Polaka.

Nie ma natomiast zastrzeżeń co do Niemiec i Francji.

Charakterystyczne jest, że neomarksista Soros zagrożenie dla jego wizji Unii Europejskiej ciągle upatruje nie tam, gdzie istnieje ono faktycznie.

Unia jest otoczona siłami, które sprzeciwiają się europejskim wartościom – chodzi o Rosję Władimira Putina, Turcję Recepa Tayyipa Erdoğana, Egipt Abdela Fattaha el-Sisiego oraz wizję Ameryki propagowaną przez Donalda Trumpa, która na razie nie doczekała się realizacji.

Europejskim wartościom sprzeciwiają się także kraje wewnątrz UE – Polska i Węgry, ale tam przecież powstał „ruch młodych”, przeciwny ksenofobiczno-faszystowskim (dopowiadam za Sorosa) władzom.

Trzeba jednak pamiętać, że określenie „młody” pojawia się w ustach blisko 90-letniego starca. Dla niego nawet 70-latek to przysłowiowy „smarkul”.

W Polsce wiemy, gdzie bije źródło finansowania „spontanicznych” organizacji antyrządowych takich jak KOD czy inni „obywatele”.

Soros, niczym kontynuacja Leonida Breżniewa, bez cienia wstydu pisze jednak o nich i im podobnych tak, jakby powstały wyłącznie z inicjatywy zaniepokojonych utratą paneuropejskiej kultury i demokracji ludzi.

Historia mater studiorum est.

Ci, co pamiętają przeszłość, albo znają ją z rzetelnych opracowań, skojarzą powyższe wystąpienie bez trudu.

18 sierpnia 1980 roku pierwszy sekretarz KC PZPR Edward Gierek zaczął swoje przemówienie skierowane do Polaków od słów: Wydarzenia ostatnich dni przejmują nas głęboką troską.

Dzisiaj Soros równie głęboko zatroskany jest o swoją  wizję świata.

2.06 2017