Teoretycznie powinno to być zabawne. Gdy jednak spojrzeć bliżej człowiek zastanawia się, po kiego licha cała ta demokracja. Przecież to w dużej mierze obrzędowy cyrk.

Wicemarszałek Sejmu, poseł KUKIZ’15, Stanisław Tyszka:

… Rękę w górę, kto czytał ten projekt. A więc właśnie. Brawo! Dwóch posłów Prawa i Sprawiedliwości, jeden poseł Platformy Obywatelskiej, paru posłów klubu Kukiz’15, ale to wiadomo. Szanowni Państwo! Posłowie po prostu nie wiedzą, nad czym głosują, tak? To jest, szanowni państwo, nieprawdopodobne.

(75 posiedzenie Sejmu, 28 grudnia 2018 r., stenogram)

Pewnie wiele osób podzieliło zdziwienie z posłującym po raz pierwszy Stanisławem Tyszką

Ale wystarczy słuchać radia, zaglądać od czasu do czasu w Internet, żeby wiedzieć, iż taka niewiedza to nie wyjątek.

To raczek standard. I wcale nie ukrywany.

W 2012 roku poseł ówcześnie rządzącej partii Łukasz Gibała:

– Taki mamy system polityczny w Polsce, że rzeczywiście posłowie często głosują nad rzeczami, z którymi nie mają czasu się zapoznać. To jest duża wada tego systemu, ale obecnie taki on jest.

(poranek Tok FM 13 luty 2012 r.)

Nieco wcześniej, 25 stycznia 2012 roku ówczesny eurodeputowany dr Marek Migalski ogłosił wszem wobec:

(….) można nazywać nas nieukami i leniami, można wieszać na nas psy, można uznać nas za klasę zbędną, ale należy przyjąć do wiadomości, że 90% posłów w 90% przypadków nie ma najmniejszego pojęcia o tym, nad czym głosuje. To więcej mówi o współczesnej demokracji (która nie jest w stanie być kontrolowana przez wybrańców narodu), niż o nas – biednych legislatorach (którzy zasypywani są setkami aktów prawnych i tylko udają, że cokolwiek monitorują). Każdy z nas, polityków, jest w stanie wymyślić dziesiątki wytłumaczeń na swoje niemądre głosowania, ale prawda jest taka, jak o niej napisałem. Też mogłem z tego skorzystać, ale moja obecna sytuacja polityczna pozwala mi na to, żeby powiedzieć wam ociupińkę prawdy i pozwolić wam zobaczyć, jak naprawdę wygląda współczesna polityka (nie tylko w Polsce). Obecna demokracja ma coraz mniej wspólnego ze swoim starożytnym ideałem i z tym, czym była przez ostatnie stulecia. Mechanizmy demokratycznej kontroli władzy przez społeczeństwo obywatelskie nie istnieje, partie zamieniają się w dobrze funkcjonujące korporacje nakierowane na własny zysk, teoria racjonalnego wyboru jest już tylko wspomnieniem, media nie stoją na straży standardów i same są częścią gry politycznej, wyborcy zamieniają się w konsumentów. Sprowadzenie parlamentarzystów do roli bezmyślnej i bezrefleksyjnej maszynki do głosowania jest zaledwie jednym, i w dodatku nie najważniejszym, przejawem kryzysu współczesnej demokracji.

http://marekmigalski.neon24.pl/post/49602,90-poslow-nie-wie-o-90-glosowan-czyli-demokracja-udawana

W 2012 roku opadła kurtyna. Politolog Migalski mówi nam wprost, że zamiast demokracji mamy zwykły układ biznesowy – partia (korporacja), a nawet nibypartia jak KUKIZ’15, wchodzi w grę biznesową ze społeczeństwem. Teoretycznym suwerenem, a naprawdę konsumentem różnych bajek służących jedynie do kanalizowania jego sympatii. W tym kontekście przywódcy partyjni tak naprawdę pełnią rolę menedżerów. Zauważcie, że w praktyce są prawie nieusuwalni. Zmiany następują dopiero wtedy, gdy korporacji źle się wiedzie.

Tak samo było już za minionego ustroju. Usunięcie menedżera (sekretarza partii) pozwalało wierzyć, że korporacja będzie zachowywała się bardziej przyzwoicie z punktu widzenia konsumenta (wyborcy).

Jedyna różnica to taka, że w minionym ustroju korporacja o nazwie PZPR miała pozycję monopolistyczną.

Dzisiaj natomiast korporacji jest więcej.

To nie zmienia jednak faktu, że demokracja jest ułomna i praktycznie już nie istnieje. Za to coraz większą rolę spełniają rzeczywiste korporacje o statusie ponadnarodowym.

I one tak naprawdę wytyczają kierunki rządom.

Globalizacja oznacza demontaż demokracji. Nieliczni „przedstawiciele ludu” (posłowie, eurodeputowani itp.) chcący zachować się przyzwoicie są wprzęgnięci w kierat legislacyjny tak, że nie mają czasu na rzeczywiste działanie. A poza tym i tak nikt ich nie słucha.

Ustawa goni rozporządzenie, co chwilę pojawia się jakaś nowelizacja.

Za czasów Edwarda Gierka popularny był taki oto dowcip.

Towarzysz Gierek przyjeżdża z niezapowiedzianą wizytą do jednego z zakładów. Z uśmiechem obserwuje, jak po placu przemykają się robotnicy z taczkami. Wszystko biegiem! W końcu kazał jednego zatrzymać, by porozmawiać przez chwilę. Ze zdziwieniem widzi, ze taczki są puste.

– Dlaczego z nimi biegacie, towarzyszu? – pyta.

– Towarzyszu sekretarzu, tu jest taki zapieprz, że nawet nie zdążymy załadować!

Tak właśnie wygląda parlamentaryzm. Nie tylko w UE.

Ustawa goni rozporządzenie, a kiedy już jako tako zostanie zrozumiana przez społeczeństwo, pojawia się jej nowela.

W kolejce czeka już kolejna ustawa, rozporządzenie, nowela…

Nic dziwnego, że system szwankuje, co widzimy w postaci tzw. bubli prawnych.

Te widać jednak dopiero wtedy, gdy osobiście zetkniemy się z działaniem nowego prawa.

Wg KUKIZ’15 remedium na powyższe stanowić mają JOW-y.

Zdaniem wieloletnich obserwatorów życia politycznego w Polsce doprowadzi to jedynie do petryfikacji składu naszego Parlamentu.

Co więcej, zawodowymi posłami wcale nie będą najlepsi. Należy założyć, że zgodnie z regułą Petera* po pewnym czasie będą to ludzie najmniej kompetentni.

Oczywiste jest i to, że ich funkcjonowanie będzie zgodne z prawem Parkinsona**.

Po prostu nie będą mieli czasu załadować.

2.01 2019

_____________________________

* Prawo Petera – w hierarchii każdy pracownik stara się wznieść na swój szczebel niekompetencji. Stąd też z biegiem czasu każde stanowisko zostanie objęte przez pracownika, który nie ma kompetencji do wykonywania swoich obowiązków; prace zaś wykonują ci, którzy swojego szczebla niekompetencji jeszcze nie osiągnęli.

** Prawo Parkinsona − praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie (oryg. ang. work expands as to fill the time available for its completion).

fot. Pixabay