Rezydenci walczą o pacjentów, rada lekarska walczy o pacjentów, PO i reszta walczą o pacjentów. Efektem tej walki jest to, że ja, pacjent, czekam kilka miesięcy na kardiologa, chyba, że pójdę do niego prywatnie. Muszę też płacić haracz na NFZ. Po co? I tak lekarz w przychodni powie, bym przyszedł prywatnie, bo to szybciej. Za składkę NFZ wykupiłbym abonament w prywatnej przychodni obok.

Media pełne opisów przerażających, „porażających” skutków głodówki. W mojej przychodni kolejka od 6 rano jak cholera.

Tymczasem praktycznie wszystkie mniejsze firmy bankrutują, bo każdy, kto wystąpi o zwrot VAT jest podejrzany, skazany od razu i zwroty te są zablokowane. Przetrwają tylko międzynarodowe koncerny.

Nic z tego nie rozumiem. Albo kapitalizm, albo socjalizm, bo mieszanie dwóch systemów walutowych jest śmieszne.

Należę do ludzi, którzy cierpią na chorobę bez nazwy. Jest to odwrotna hipochondria. Uważam też, że lekarze i farmaceuci wymyślili wszystkie choroby. Zgadzam się jednak, że to piękny zawód i lekarze, szczególnie młodzi, powinni zarabiać więcej i nie powinni pracować non-stop po 30 godzin by wyżyć. Nikt nie powinien tyle pracować by wyżyć.

Strajk rezydentów jest dla mnie śmieszny. Postulaty są z pewnością słuszne, ale nie na tym polega walka o nie. W dodatku, wypowiedzi niektórych strajkujących są – w nowomowie – przeciwskuteczne.Nie chodzi mi nawet o komunały, wypowiadane w sposób arogancki, ale o pozwolenie na wykorzystanie swoich racji wyłącznie do walki politycznej. Opozycja jest zachwycona, a obecna narracja to zły rząd-dobry prezydent, co ma być elementam działania na konflikt w układzie władzy.

Szkoda, że rezydenci nie rozumieją, że nakłady na służbę zdrowia, to nasze pieniądze. Jakiekolwiek zwiększenie tych nakładów, to obciążanie nas większym haraczem comiesięcznym. Patologią w służbie zdrowia jest ZUS i NFZ ze swoją biurokracją i pałacami. Nawet jeśli teraz wygrają, to kiedy będzie następny strajk, bo system zniweluje wygraną?

Proponuję strajk pacjentów. Śmieszne? Wiem, bo pacjenci nie mogą strajkować. ZUS i NFZ jest ściągany automatycznie, a do lekarza, każdy musi pójść. I oni o tym wiedzą. Czytaj więcej.

Ogłaszam, że od dziś prowadzę strajk głodowy w godzinach 8:00 do 17:30. Przerwa na obiad od 13:00 do 14:00. W tym czasie zastępował mnie będzie kolega, który głoduje na pół etatu. Je tylko połowę porcji. Chyba, że będzie golonka z kapustą, grochem i piwem, to wtedy je wszystko, bo to straszny łakomczuch.

Pożartowałem sobie ze strajku lekarzy, ale to nie jest takie śmieszne. Ten strajk jest imprezą wyraźnie polityczną i część strajkujących ma tego pełną świadomość. Oczywiście, wszystkim chodzi o „dobro” pacjenta, a ten głupi pacjent i tak będzie miał przechlapane bez względu na to ile zarabia miesięcznie lekarz. Zauważcie też Państwo, że każdy rząd po roku 1990 ma ten sam problem i staje wobec podobnych strajków. Tak jest, bo żaden rząd nie ma odwagi na prawdziwą reformę.

Warszawa, parter „mordorowca” za hotelem Mariott. Ogromna nowoczesna hala z elektronicznym systemem numerków, ze dwadzieścia stanowisk. Kolejek nie ma. Musze tam pójść i załatwić to, co mógłby już zrobić lekarz, bądź placówka zdrowia, w której ten lekarz pracuje.

„Mordorowiec” przy Czerniakowskiej. Nowoczesny. Hala dla petentów ogromna, a kolejki duże. Muszę tam przyjść, by załatwić to, co i tak mógłbym zrobić online lub państwo załatwia to za mnie automatycznie, bo nikt tak skutecznie nie ściąga haraczu jak instytucja państwowa. Nawet mafia.

Ile to wszystko kosztuje i kto to sfinansował? Pytanie retoryczne.

Kiedy jeszcze miałem emeryturę ściągano mi z niej pieniądze na ZUS, do którego nie należałem nigdy, bo moje składki szły na „mundurówkę”. Kiedy podwyższono mi emeryturę za 7 lat SB (czego nie chciałem) i zabrano za 21(3) lata pracy dla Polski (co zaskarżyłem) również ściągana mi jest kwota na ZUS, lecz mniejsza, bo i emerytura mniejsza. Ze wszystkich moich zleceń odciągany jest ZUS, z którego ja nawet nie mogę skorzystać. Te pieniądze państwo sobie po prostu bierze oprócz podatków. ja z nich nigdy nic nie będę miał i wiem, że posłużą one wyłącznie budowie nowych pałaców ZUS i NFZ.

Jako tzw. pacjent nie chcę, by moja forsa szła na biurokrację i bandę urzędników. Nie chcę by wzrosły nakłady na służbę zdrowia, bo zostaną pożarte przez system. Nie chce na to płacić. Ubezpieczę siebie i rodzinę sam i to skuteczniej.

Młodzi lekarze zapomnieli też, że PO uczyniła ze szpitali zakłady zarabiające tak, jakby to była fabryka, a wszelkie „koszyki” są śmieszne, bo nie da się przewidzieć ilości chorób, tak, jak nie da się przewidzieć co będzie za miesiąc. Można tylko zakładać.

Jest jeszcze inne naczynie połączone, czyli system lekarstw, ale to już inna bajka. Na inny post.

Każdy rząd, który odważy się rozwalić to wszystko, zniszczyć ZUS i NFZ – wygra. Pewnie będą jakieś protesty, lecz da się je przeżyć.

Jeśli jacyś lekarze zaczną strajkować, by zmusić rząd do całkowitej zmiany systemu i likwidacji ugrupowań mafijnych, wymuszających haracze na ludziach, to pierwszy taki strajk poprę i sam do niego się przyłączę.

Ten system zmusza każdego do oszustw – lekarzy, którzy chcą leczyć i ratować pacjenta, a system im nie pozwala, pacjentów, którzy muszą oszukiwać, by system pozwolił im na leczenie.

Ten strajk jest strajkiem politycznym i wcale nie chodzi w nim o pacjenta.

Czy ktoś da mi logiczną odpowiedź, dlaczego będę zmuszony do płacenia większego haraczu na NFZ, by postulaty strajkujących zostały spełnione?

Pytanie stawiam jako pacjent, o którego dobro podobno walczą wszyscy.

Fot. Shutterstock