Od kilku miesięcy spływają do opinii publicznej coraz ciekawsze deklaracje Ministerstwa Obrony Narodowej. Ale po ich bliższej analizie, nawet niezbyt wytrawny znawca spraw wojskowych może dojść do niezbyt ciekawych wniosków. Polityką MON kierują przypadkowi ludzie o niezbyt wielkiej wiedzy o wojsku, którzy podejmują przypadkowe, niezbyt przemyślane decyzje. Zbyt mocne? To prześledźmy kompetencję tych osób.

Zacznijmy od tego iż w ostatnim okresie rozrost funkcji podsekretarzy i sekretarzy stanu w MON przyjął wręcz bizantyjskie rozmiary. Do tej pory resort ten posiadał z reguły dwóch, czasami trzech v-ce ministrów. Od ponad roku jest już ich czterech. Ich szef – Tomasz Siemoniak – v-premier i szef MON, pracował wcześniej w TVP, Instytucie Spraw Publicznych a w latach 1998-2000 sprawował funkcję dyrektora Biura Prasy i Informacji Ministerstwa Obrony Narodowej – to jedyne jego doświadczenie związane z wojskiem (!). Od grudnia 2000 do lipca 2002 wiceprezydent m.st. Warszawy; w latach 2002-2006 członek Zarządu Polskiego Radia SA., a następnie od listopada 2006 do listopada 2007 roku pełnił funkcję wicemarszałka w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego. Potem został sekretarzem stanu w MSWiA.

Jak widać szef MON ma niewielkie doświadczenie w pracy z wojskiem i nie miał z nim prawie żadnej styczności przed objęciem funkcji. Nie są znane żadne jego publikacje na tematy wojskowe ani publiczne wypowiedzi sprzed objęcia stanowiska. Co gorsze jego doświadczenie managerskie ogranicza się do mediów i środków masowego przekazu i mówiąc szczerze jest problematyczne jeśli się zważy iż wszystkie te stanowiska były na państwowych posadach a więc mocno upolitycznione. Śmiało więc wysunę tezę iż szef MON wcześniej nie zajmował się ani zakupami ani przetargami dla firm w żadnym zakresie, a na pewno już nie w zakresie technicznym. Dlatego też nie dziwią mnie ani opóźnienia w planie modernizacji armii ani brak w nich jasnych procedur (bo skąd miałby się szef MON ich nauczyć), ani też nieporadność organizacyjna z jaką się on zabierał np. do reformy NSR (po 4 latach nie ma nawet przyjętych jej założeń, mimo kilkukrotnych zapowiedzi).

Także reforma dowodzenia jest przeprowadzona bez zachowania choćby minimum kultury zarządzania jaką prezentują managerowie w dużych i średnich firmach. Słowem z początkowego nimbu fachowca nie wiele zostało, gdyż poza opracowaniem planu modernizacyjnego na lata 2012-2022 raczej więcej sukcesów szefa MON nie widać, a wpadek jest coraz więcej (redukcja jednostek wojskowych we wschodniej Polsce, cięcia w wydatkach wojskowych, zapaść systemu szkoleń i kadr rezerwowych dla Wojska Polskiego). Mimo wszystko poziomu niekompetencji swojego poprzednika z Platformy Obywatelskiej – Bogdana Klicha jednak nie osiągnął – to drugi sukces v-premiera.

Kolejną osobą jest sekretarz stanu Czesław Mroczek. Tak jak u v-premiera Tomasza Siemoniaka trudno znaleźć jakieś publikacje Pana v-ministra na tematy związane z wojskowością i raczej jego zainteresowania tym tematem to efekt ostatnich lat. W latach 1990-2005 był związany z samorządem w Mińsku Mazowieckim. Od roku 2005 został posłem, od tego roku zaczęły się jego kontakty z wojskiem gdyż zapisał się do Sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Zajmował się tam początkowo misjami zagranicznymi oraz kontaktami z NATO. Później brał udział w reformie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej czy ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych. Śledząc jego wystąpienia z tego okresu w Sejmowej Komisji Obrony Narodowej (SKON) trudno się dopatrzeć jakiejś głębszej wiedzy na tematy wojskowe. Ale w kolejnej kadencji gdzie dokonywano „uzawodowienia” wojska stał się on niejako ekspertem PO w tej gestii i brał czynny udział w dalszych pracach nad ustawami dotyczącymi zmian w wojsku. To i znajomość z Tomaszem Siemoniakiem spowodowało iż został on sekretarzem stanu MON latem 2011 r. Podlegały mu departamenty spraw socjalnych, nauki i szkolnictwa wyższego oraz wychowania i promocji obronności, nadzorował też Wojskową Agencję Mieszkaniową. Był również pełnomocnikiem ds. wdrażania zaleceń sformułowanych po katastrofie smoleńskiej przez komisję Millera. Po dymisji generała Skrzypczaka to jemu powierzono odpowiedzialność za zakupy w ramach programu modernizacji wojska 2012-2022, choć wcześniej nigdy nie uczestniczył on w negocjacjach biznesowych i nie miał wcześniej doświadczenia w tego typu kontaktach, zaś o technice wojskowej nie wiedział prawie nic. Według ministra Siemoniaka podstawowym kryterium oceny predysponującej Pana Mroczka na tak odpowiedzialne stanowisko jest fakt, że Mroczek od 2011 r. uczestniczył we wszystkich naradach dotyczących podejmowania decyzji o technicznej modernizacji sił zbrojnych. Opóźnienia w planie modernizacji wojska jak i również sukcesy czy niepowodzenia obciążają właśnie tego człowieka. Stąd stara się on w swoich posunięciach asekurować akceptacją Prezydenta Bronisława Komorowskiego czy v-premiera Tomasza Siemoniaka. Na jego niekorzyść działa fakt iż wyłonienie zwycięzców w programach modernizacyjnych polskiej armii nie jest jednoznacznie sformalizowanie i nie funkcjonują w tym zakresie sztywne i jasne procedury, jak ma to miejsce w dużych firmach komercyjnych. Wychodzi brak doświadczenia managerskiego. Stąd każda decyzja będzie arbitralna i każda może służyć zaskarżeniu a w przyszłości może skutkować nawet trybunałem stanu. Prawdopodobnie też, ten brak doświadczenia managerskiego spowodował iż reforma NSR za którą brał się v-minister również nie doszła do skutku. Także w zakresie współpracy z organizacjami pro obronnymi, w okresie jego odpowiedzialności za ten temat w MON, nie odnotowano żadnego sukcesu a raczej regres. Naprawdę na chwile obecną trudno mi jest wskazać na bezsprzeczne sukcesy v-ministra Czesława Mroczka w MON.

Kolejną osobą która objęła stanowisko podsekretarza stanu w MON jest Robert Kupiecki. Od 1994 roku jest etatowym pracownikiem MSZ. Przeszedł wszystkie szczeble kariery w MSZ i w latach 2008-2012 pełnił funkcję Ambasadora Nadzwyczajnego i Pełnomocnego Rzeczypospolitej Polskiej w USA. Jak sam o sobie mówi specjalizował się w tematyce bezpieczeństwa międzynarodowego i obronności, uczestniczył też przez wiele lat w procesie akcesji Polski do NATO, jak również negocjacjach dotyczących umieszczenia amerykańskiej instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce. Te akurat zakończyły się fiaskiem jak wiadomo. Mimo przejrzenia prac Pana v-ministra nie znalazłem tam zagadnień sensu stricte wojskowych. Są poruszane tematy międzynarodowego bezpieczeństwa ale spraw typowo wojskowych nie ma. Inna sprawa że dostępnych danych wynika iż jego zadaniem jest właśnie rozwijanie współpracy międzynarodowej MON. W tym, a może przede wszystkim współpracy z USA, gdzie na pewno posiada kontakty dyplomatyczne z okresu gdy był tam ambasadorem. Ale na razie efekty tej współpracy są nie wielkie. Rotacyjne stacjonowanie paru samolotów czy też udział w manewrach kilkuset amerykańskich żołnierzy – to wszystko co udało się na razie w tej gestii osiągnąć. Uczciwie trzeba powiedzieć iż od paru kadencji w MON zawsze był obsadzany etat v-ministra ds. współpracy międzynarodowej i głównie były to osoby związane z MSZ. Stąd i obecność tego Pana v-ministra.

O wiele barwniejszą postacią jest v-minister Maciej Jankowski. Podobnie jak poprzednicy, przed objęciem swojej funkcji nie miał żadnych kontaktów z wojskiem poza oglądaniem go na defiladach. Brak też jest jego publikacji na tematy wojskowe. Do 1993 roku prowadził pracę naukowa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. Od tego roku do 2004 roku karierę związał jako radca prawny z grupą wydawniczą Polskapresse, gdzie doszedł do funkcji prezesa. W tym czasie to niemieckie wydawnictwo przejęło szereg tytułów prasy regionalnej (taka działalność jest w Niemczech przez obce koncerny zabroniona). Ale już od roku 1992 był związany z URM gdzie pracował jako doradca. W 2007 roku został powołany na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury, a w latach 2011-2013 roku został podsekretarzem stanu Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Od 7 stycznia 2014 roku mianowany na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. Odpowiada za departamenty spraw socjalnych, nauki i szkolnictwa wyższego oraz wychowania i promocji obronności, sprawuje bieżący nadzór nad Wojskową Agencją Mieszkaniową oraz koordynuje współpracę MON z parlamentem. Pan v-minister Maciej Jankowski potrafił już zabłysnąć kilkukrotnie swoją niekompetencją i brakiem elementarnej wiedzy. Zdarzało mu się przyjść na posiedzenie SKON w dniu 19 lutego 2014 r. nieprzygotowanym i na przykład prezentować odmienne stanowisko niż projekt reformy systemu dowodzenia, który omawiał(szczegóły blog gen. dyw. Piotr Makarewicza – http://makarewicz-53.blog.onet.pl/…/kompromitacja-wicemini…/ ), albo twierdzić w wywiadzie dla GP że działania na Ukrainie to nie wojna rezerwistów, podczas gdy rezerwiści stanowią tam 80% stanu osobowego sił walczących. To tylko niektóre przykłady słabej orientacji Pana v-ministra w sprawach wojskowych. Stąd trudno mówić o sukcesach Pana v-ministra w sprawie reformy NSR czy współpracy z organizacjami pro obronnymi za które jest odpowiedzialny w resorcie. Na niedawnym kongresie tychże organizacji ze 120 stowarzyszeń które były nim zainteresowane przyjechało zaledwie 12 i tylko 7 z nich wstąpiło do Federacji Organizacji Proobronnych (FOP), która była szumnie propagowana przez MON. Trudno też jest mi wymienić jakieś widoczne sukcesy tego v-szefa MON.

O wiele kontrowersyjna postacią w MON jest v-minister Beata Oczkowicz (przez niektórych blogerów zwana „Becią”). Kolejny typowy twór struktur partyjnych, tym razem w przeciwieństwie do v-ministra Czesława Mroczka, bez żadnego doświadczenia czy kontaktów z wojskiem przed objęciem stanowiska w MON. Do 1996 roku v-szefowa MON pracowała w urzędach gminy, później w Zakładzie Gazowniczym w Kielcach, gdzie w roku 2003 została kierownikiem. Słowem większość kariery spędzona na rozbudowie gazownictwa w okolicach Kielc. W roku 2010 została v-wojewodą Świętokrzyskim a od 2012 podsekretarzem stanu w MON. W resorcie podlega jej Departament Infrastruktury, Inspektorat Wojskowej Ochrony Przeciwpożarowej, Wojskowa Inspekcja Gospodarki Energetycznej oraz Wojskowy Dozór Techniczny, sprawuje także nadzór nad działalnością Agencji Mienia Wojskowego oraz Zakładu Inwestycji Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Ciekawe i dziwnie uzasadnił tą nominację szef MON w RMF FM – „Nowa pani podsekretarz stanu, która dobrze zna się na sprawach infrastruktury, inwestycji, te właśnie obszary objęła. Wprowadzając ją do MON komentowałem nawet, że inni wiceministrowie uśmiechają się z zadowoleniem, bo dzisiaj pracy jest za dużo na trójkę”. Widać że v-premier Siemoniak zapomniał o dwóch sprawach: primo – że tą prace potrafiła wykonać u jego poprzedników i dwójka v-ministrów (jacy v-ministrowie takie zdolności), zaś co do znajomości infrastruktury Pani Beaty to ogranicza się ona do GAZOWNICTWA. Zaś znajomość specyficznej infrastruktury WOJSKOWEJ była (a być może i jest) u Pani v-minister ZEROWA! Zresztą kompetencje Pani v-minister łatwo określić po jej blogu. Połowa wpisów w ogóle nie związana z wojskiem, pozostałe zaś prezentują zwykłe banały których pełno w wydawnictwach MON, rzuca się w oczy brak jakichkolwiek konkretów czy też profesjonalnych wypowiedzi ad spraw wojskowych.

Stąd w prasie specjalistycznej (nie związanej z MON) raczej się jej nie cytuje i nie powołuje na jej wypowiedzi, gdyż tych sensownych po prostu brak. Po v-ministrze odpowiedzialnym za infrastrukturę wojska spodziewałbym się szerszych planów i opisów wykonanych prac czy też zamierzeń i porównywania ich do podobnych prac w krajach NATO. Przypomnę że większość tych prac nie jest objęte klauzulą poufności. Tym czasem na blogu mamy informację co zostało z infrastruktury wojskowej wpisane do … rejestru zabytków czy też opisy uroczystości typu dzień górnika (to nie żart). Zresztą obserwując aktywność Pani v-minister można stwierdzić iż więcej czasu spędza ona w szkołach czy na innych uroczystościach (targi Agrotravel, zawody pożarnicze, OSP, itp.) niż w jednostkach wojskowych. Co interesujące zdecydowana większość tych uroczystości odbywa się w województwie świętokrzyskim, a to by wskazywało iż Pani v-minister po prostu szykuje się do walki o fotel posła. Ciekawe ile kosztują przeloty Pani v-minister śmigłowcem z Warszawy do pod kieleckich miejscowości aby na przykład odwiedzić szkołę w Wilczycach czy OSP w Nowej Słupi? Może warto się tym tematem zainteresować? Ale trudno się dziwić tym zachowaniom Pani v-minister MON skoro jej szef, komentując jej powołanie na to stanowisko dla PAP stwierdził – „MON jest specyficznym ministerstwem, od wice ministrów oczekuje się także udziału w wielu uroczystościach. Pani Oczkowicz przychodzi do ciężkiej pracy.”

Jeśli v-premier Tomasz Siemoniak poszukiwał prawdziwego fachowca na to stanowisko to powinien rozejrzeć się po korytarzach Wojkowej Akademii Technicznej a nie w zakładzie gazowniczym w Kielcach. WAT co roku wypuszcza przynajmniej parędziesięciu fachowców od infrastruktury wojskowej którzy swoją fachowością nie tylko o perę klas przewyższają wiedzę Pani Beaty ale po prostu ją w tym zakresie deklasują. Widać lepiej wziąć całkowitego dyletanta z partyjnego klucza niźli fachowca z własnego resortu! No cóż takie kadry decydują o naszym bezpieczeństwie i obronie kraju!

Przedstawiłem tutaj kompetencję osób które kierują naszym MON, w sposób w jaki ja to widzę. Ze swojego doświadczenia wiem iż mógłbym w ciągu 48 godzin powołać lepiej przygotowanych fachowców do zarządzania MON niż Pan v-premier Tomasz Siemoniak znalazł ich w ciągu całej swojej 4-letniej kadencji. Wystarczy poszukać wśród blogerów lub publicystów militarnych osób, które tematyką wojska zajmują się od kilku-kilkunastu lat. W każdym bądź razie na pewno odróżniają BWP od czołgu czy dywizjon od pułku, a z tym jak sądzę miałaby kłopot większość v-ministrów MON a być może i sam szef MON. Skoro więc wczoraj zespół konkursowy udowodnił kandydatce na szefa ZUS iż jest nie kompetentna, ja postanowiłem udowodnić że jednym z najważniejszych ministerstw, odpowiedzialnym za bezpieczeństwo militarne kraju, zarządzają ludzie jeszcze mniej kompetentni na swoich stanowiskach niż Pani Katarzyna Kalata była by na stanowisku Prezesa ZUS. Ciekawe co na to Pani Premier, odpowiedzialna za ten cały stan rzeczy?