Po referendum w WB, politycy w wielu krajach europejskich tworzących UE, mieli nadzieję na wyhamowanie parcia do coraz ściślejszej integracji, a zamiast niej powrót do idei państw narodowych. J. Kaczyński słusznie zauważył, że „jeśli nie dojdzie do reformy w Unii, kolejne kraje mogą chcieć podjąć taką decyzję jak Wielka Brytania”, (…) dlatego Polska musi wyjść z inicjatywą i przedstawić jasną drogę przemian. Bo trzeba sobie jasno zdać sprawę, że pewna wizja Unii, forsowana od Traktatu Lizbońskiego, przegrała”.

Wielkim szokiem dla wszystkich poza politykami krajów założycieli UE było ujawnienie dokumentu sygnowanego przez szefów dyplomacji Berlina i Paryża, według którego zamiast wzrostu roli państw narodowych w UE, powstała koncepcja europejskiego superpaństwa zamiast Unii Europejskiej.

Uważam, że dokument ten powstał długo przed referendum w WB. Czekano tylko na dogodny moment, by przeciekł on do wiadomości Europejczyków. Berlin i Paryż nie mogą strawić, że zamiast robić interesy z Rosją, na skutek nacisków państw Europy Środkowowschodniej musiały nałożyć na nią sankcje. Nie mogą pogodzić się z sytuacją, że w razie napaści na kraje Pribałtyki i Polski musieliby wysyłać swoich żołnierzy, by ginęli walcząc w ich obronie.

W czerw­cu 2015 r., w sondażu, Pew Research Center 58 proc obywateli Niemiec, 53 proc. Francji i 51 proc. Włoch opowiedziała się przeciwko udzieleniu wsparcia wojsko­wego zaatakowanym państwom NATO w przypadku agresji ze strony Federacji Rosyjskiej. Równocześnie 74 proc. ankietowanych Niemców nie chce stałych baz NATO w Polsce i krajach wschodniej flanki paktu.
To nie przypadek, że minister spraw zagranicznych RFN Frank-Walter Steimeier skrytykował manewry NATO w Polsce „Anakonda-16”, mówiąc, że „Lepszym rozwiązaniem jest postawienie na dialog i współpracę z Rosją”. (…) „Nie powinniśmy teraz podgrzewać atmosfery przez potrząsanie szabelką i wznoszenie wojennych okrzyków. (…) Musimy zważać, żeby nie dostarczać żadnych pretekstów do ożywienia dawnej konfrontacji”, Oczywiście nie krytykuje Rosji, gdy ta przeprowadza swoje ćwiczenia symulując ataki nuklearne na NATO i nie przejmując się, że daje w ten sposób preteksty do ożywienia dawnej konfrontacji. Najważniejszy jest spokój i dobre samopoczucie Putina.
Francuzi i Niemcy czują wprost alergię do tego, że Grupa Wyszehradzką, z Polską na czele ma odwagę mieć w wielu sprawach własne zdanie, m.in.: nie zgadza się na automatyczny kwotowy rozdział imigrantów, domaga się wspólnej polityki energetycznej i jest przeciwna budowie Nord Stream 2.

Jak wynika z ujawnionego dokumentu oficjalnie proponuje się nam byśmy nie posiadali własnej armii, własnych służb specjalnych, odrębnego kodeksu karnego, odrębnego systemu podatkowego, własnej waluty, banku centralnego, kontroli nad własnymi granicami oraz procedurami wpuszczania i relokowania uchodźców na własnym terenie. W naszym imieniu politykę zagraniczną będą prowadzili inni. Tak, więc dobrowolnie mamy wyrzec się państwa i polskości w zamian za to otrzymamy status europejskiego murzyna, który bez szemrania ma wykonywać polecenia większych i silniejszych.

W sprawie Brexitu spotkało się w Berlinie sześciu ministrów spraw zagranicznych krajów założycielskich Unii Europejskiej: Niemiec, Francji, Holandii, Włoch, Belgii i Luksemburga, którzy pokazali pozostałym gdzie jest ich miejsce. Opozycji to nie przeszkadza.

Gdy usłyszałam wypowiedz posłanki Katarzyny Lubnauer, że zaproszenie przez min Waszczykowskiego ministrów spraw zagranicznych do Warszawy w celu przedyskutowania zaistniałej sytuacji automatycznie spycha nas w rolę członka drugiej kategorii, to zastanawiam się czy wie ona, co to jest suwerenność.

Mamy nic nie robić, tylko zachowywać się tak jak to robiła PO, czekać na wytyczne władców UE, i przyjąć je bez okazywania niezadowolenia. Pani Lubnauer, w głowie się nie mieści, że można mieć własne zdanie i działać jako suwerenny kraj. Zastanawiam się ile jeszcze jest takich Lubnauerów.

A że oni są miałam okazję przekonać się w październiku 2014 r. jadąc pociągiem do Sopotu. Słyszałam głośną rozmowę konduktora ze swoimi znajomymi. Konduktor w wieku 40-45 lat powiedział: „Ja mam w d.. jakąkolwiek ideologię czy suwerenność. Dla mnie Polskę mogą okupować Niemcy. Gdyby tu byli, to zarabiałbym tyle, co Niemcy – 3 tys. euro, to jest ponad 12 tys. złoty i żyłbym jak pan”. Chciałam nawet włączyć się do rozmowy i powiedzieć temu „mędrkowi”, że gdyby Niemcy okupowali Polskę, to cieszyłby się talerzem zupy otrzymanej za swoją pracę, a 3 tys. euro to otrzymywaliby swoi, a nie niewolnicy, ale rozmowa z takimi ludźmi przyniesie taki sam efekt jak wbijanie gwoździ w beton. Widać, że nie brakuje w Polsce „patriotów”, mających duszę niewolników, którzy najchętniej sami włożyliby swój łeb w obrożę.

Jestem ciekawa czy nasze społeczeństwo przyjmie propozycję, superpaństwa, w którym przewidziano dla nas rolę wiecznych niewolników, czy ją kategorycznie odrzuci?

Wszyscy musimy zdawać sobie sprawę z tego, że jeżeli się postawimy, to będziemy musieli liczyć się ze znacznym spadkiem poziomu życia, bo suwerenność kosztuje i to bardzo dużo.

Liliana Borodziuk