Nasz czas chyba zostanie zapamiętany jako ten magiczny moment w historii Polski, gdy do inteligencji dotarło w końcu, jak blade ma pojęcie o „narodzie” którego „ rząd dusz” miała sprawować i który z takim zapałem wprowadzała „do Europy,” gdzie rzekomo miejsce Polski było „od zawsze.” Jako całość, nie jesteśmy nawet społeczeństwem, a już na pewno nie obywatelskim. Jeżeli – a dużo na to wskazuje – wyborcy za miesiąc faktycznie przegłosują zmianę systemu politycznego, ze słabej demokracji na mocny (w pysku) autokratyzm, będzie można odtrąbić porażkę kolejnej próby modernizacji naszego zaścianka.

Dobrobyt, jak pociąg który gonimy na peronie i już, już, wydawało się że zdołamy do niego wskoczyć, jednak nam ucieknie – mamy pierwsze decyzje władzy, które rozwój gospodarczy Polski definitywnie spowolnią.

Inteligencja widzi nagle, że ze swoim wyidealizowanym „narodem” nie ma dialogu. Że bardzo znacząca cześć uprawnionych do głosowania nie rozumie żadnych problemów systemowych czy prawnych, i nie chce o nich wiedzieć, że jest wyzbyta odruchów moralnych, empatii a często też najzwyklejszej ludzkiej przyzwoitości – a mimo to czuje się lepsza od „wykształciuchów,” którzy „pieprzą głupoty” w swoich „antypolskich mediach.”

Jak mówią w mojej drugiej ojczyźnie, „we are fucked.” Jeśli za 10 lat będziemy nadal w takim zakresie niepodlegli, jak dzisiaj, uznam to cud. Swiat nie ma zmiłowania dla frajerów, którzy marnują swoje historyczne szanse.

Czy tak musiało być? Czasami myślę, że tak. Bo bezwładność historii i kultur jest ogromna, wracamy z grubsza do stanu gnicia w rozkroku miedzy Wschodem a Zachodem, w którym byliśmy przed II Wojną światową.

Budowaliśmy przez ostatnie ćwierć wieku wieżowce, centra handlowe a nawet drogi, i mozoliliśmy się nad dźwignięciem spapranej przez komunistów gospodarki, ale niewiele zainwestowaliśmy w społeczeństwo jako takie. W rozjaśnianie w głowach tych Polaków, którzy nie pojechali studiować na Erazmusach, w kształcenie wszystkich, od podstaw. Zostawiliśmy wielki społeczny i obywatelski obszar strukturom kościelnym, ze skutkiem tragikomicznym.

Zabrakło wyobraźni, ale też troski i serdeczności, przejęcia losem innego człowieka. Za to mieliśmy importowaną neoliberalną doktrynę, że wszystko samo się zrobi bo zadziała niewidzialna ręka rynku. Byliśmy jak ten koleś co na moim bloku napisał „Po co mi mózg, mam Legię.”

Kłania się nasze dziedzictwo stuleci niewolnictwa chłopów. Jednych ono zepchnęło do stanu barbarzyństwa, drugich, tych w pałacach, dworach i miastach, znieczuliło na pokolenia. Dziś możemy też podziękować religijnej, romantycznej i narodowej indoktrynacji, która odrzuca oświecenie, prawdę, dążenie do wiedzy, godność wszystkich ludzi i godność pracy, odpycha nawet posoborowy katolicyzm, i jak wampir cyklicznie karmi się krwią młodych pokoleń.

Nie chcę tu kopać pokonanego, ale słabości cienkiej warstwy polskiej inteligencji, wykształconej na uczelniach, które obecnie znajdują się w połowie czwartej setki rankingów światowych, tak łatwo osiadającej na laurach, leniwej bo wyzbytej wielkich ambicji i marzeń, też dołożyła swoją cegiełkę do historycznych klęsk, które niestety mogą nadejść. Smutno, choć trzeba przyznać, że sytuacja jest pouczająca.

Autor: Mariusz Ziomecki
Polski pisarz, dziennikarz i publicysta. Do 1981 był dziennikarzem warszawskiej Kultury. W 1982 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako jeden z głównych komentatorów dziennika The Detroit Free Press. W latach 1998–2000 dzielił funkcję redaktora naczelnego dwutygodnika Komputer Świat z Wiesławem Małeckim. Następnie w 2003 roku objął funkcję redaktora naczelnego dziennika Super Express (w 2006 roku zastąpił go Tomasz Lachowicz). Redaktor naczelny tygodnika Przekrój od 2006 roku (kiedy zastąpił na tym stanowisku Piotra Najsztuba) do lipca 2007 (stanowisko przejął Jacek Kowalczyk). W latach 2007–2008 był redaktorem naczelnym Superstacji i prowadził program Rezonans. Od września 2008 roku wydawca programu Konfrontacje w Polsacie, a od maja 2009 do końca lutego 2010 redaktor naczelny serwisu publicystycznego redakcja.pl. Od listopada 2009 do maja 2010 był redaktorem sponsorowanego przez Narodowy Bank Polski serwisu internetowego ObserwatorFinansowy.pl i jednocześnie doradcą Prezesa NBP. Następnie pracował dla firmy kosmetycznej Inglot. Od 2014 do 2018 roku na antenie Polsat News 2 prowadził program publicystyczny „Prawy do lewego, lewy do prawego”. Ma dwójkę dzieci, córkę Zuzę i syna. Jego pierwszą żoną była Ewa Junczyk-Ziomecka.