Guru „pomrocznej literatury” Andrzej Stasiuk wymyślił: „Panowie i panie od prezesa może i mają wiele fajnych cech, ale poczucia humoru ani krztyny. A wystarczy wyobrazić sobie ich na golasa, Jarka na mównicy jak pan Bóg stworzył”. Andrzeju Stasiuku! Wyobraźmy sobie nago w więzieniu młodego, pięknego, miłego chłopca Andrzejka Stasiuka! Przez 18 miesięcy: w „haremie”, na „patelni”, w „cegielni” na golaska i co noc na innej „audiencji”. Ha, ha, ha! Prawda, jakie śmieszne!? Jaka dobra zabawa?!

Nadszedł czas, aby jeszcze jeden „ałtorytet” zrzucić z kulawego piedestału, na którym usadowił się sam, gnany podmuchem poklasku lewaków. Bez szkół i klas dokończonych, ba! do matury nawet nie próbował podchodzić, Andrzej Stasiuk zrobił oszołomską karierę: prozaika, poety, dramaturga, eseisty i wybawcy…Tfu! Przepraszam, wydawcy.

Ów namaszczony „wódz literatury”, geniusz polskiego słowa to grafoman. Dlaczego? A jak brzmi jego credo tfurcze? „Mój manifest literacki? Pisać, skreślać, myśleć, patrzeć, słuchać, pisać i skreślać, skreślać, skreślać…” (Andrzej Stasiuk)

Czas powiedzieć: cesarz jest nagi!  Ilu z was zna jego literackie buble? Kto dziś czyta jego „wypierdki” nowomowy i banalnych stereotypów? Polacy nie dajmy się ogłupiać – czas zweryfikować geniusz Tokarczuk i Stasiuka. Pokażmy im należne miejsce w panteonie gwiazd: za Urbanem, Michnikiem i Szczurem z Krakowa.

Witold Gombrowicz już dawno temu przekonywał o takich jak Stasiuk: Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca?

Andrzeju Stasiuku. Leżysz na bruku…

Autor: Sajetan Tempe