Link był w jednym z komentarzy i postanowiłem „wrzucić” go w post, bo ilustruje on głupotę i cynizm KOD. Jest to rzekoma wypowiedź funkcjonariusza BOR, który zginął w Smoleńsku. Podobno jest ona w zeznaniach gen. Janickiego ówczesnego szefa BOR.

Po pierwsze to cynizm i zwykłe świństwo, ponieważ wykorzystany jest człowiek, który nie może już potwierdzić lub zaprzeczyć.

Po drugie jest to głupota zupełna. Autor (autorzy) artykułu chcieli osiągnąć efekt wzmacniający oficjalną narrację ówczesnego rządu i premiera Tuska, a tymczasem obciążyli gen. Janickiego, potwierdzając iż władza wiedziała o bałaganie i intencjonalnie nie robiła nic. Dlaczego? To już inna historia, bo w tym poście chodzi mi o co innego.

Jeśli oficer BOR przyszedł do swojego szefa, generała, by zameldować o nieprawidłowościach, a pan generał nie zrobił nic, by zawiadomić swoich przełożonych, czyli ministra SW lub premiera oraz nie podjął próby naprawy sytuacji, to oznacza, że ignorował słowa swoich podwładnych, albo dostał polecenie ignorowania doniesień o nieprzestrzeganiu procedur. Mógł też, oczywiście, zawiadomić szefa, a ten kazał mu siedzieć cicho i sam też nic nie zrobił. Sygnał był poważny i wymagał natychmiastowej interwencji. Na miejscu komisji smoleńskiej zapytałbym pana generała:

1. Czy taka rozmowa miała miejsce?
2. Jeśli nie, to zapytałbym, tych, którzy to opublikowali, co nimi kierowało i dlaczego powołują się na akta prokuratury?
3. Jeśli tak, to czy pan generał sporządził jakąś notatkę, wydał jakieś zalecenia i czy zawiadomił przełożonych?
3. Jeśli nie zawiadomił, ani nie zrobił nic, to dlaczego?
4. Jeśli zawiadomił, to jakie polecenia otrzymał?
5. Dlaczego nie podjął działań w celu poprawy sytuacji?

I pytanie najtrudniejsze dla wszystkich:

Jeśli rzeczywiście ppłk Florczak prosił generała Janickiego o „zwolnienie go z latania z prezydentem” i podał takie przyczyny swojej prośby, jakie podane są w artykule, to czy generał Janicki nie uwierzył swojemu podwładnemu, czy zignorował jego słowa? Pytanie to ma konkretne konsekwencje, bowiem w obu przypadkach, braku wiary w słowa oficera lub zignorowania ich, wiedział, że ten oficer nie może ochraniać prezydenta, gdyż tego nie chce. Tak wynika z artykułu. Nie chce, a więc może wykonywać swoją pracę nie tak, jak to jest od niego wymagane, a to stanowi ewentualne zagrożenie dla bezpieczeństwa głowy państwa. Odpowiedź na to pytanie prowadzi do następnego: dlaczego nadal szef BOR utrzymywał na tym samym stanowisku osobę, która nie chce wykonywać swoich obowiązków?

A może ppłk Florczak, widząc co wyprawia KPRM usiłował interweniować i nic nie wskórał, więc wykonywał swoją pracę najlepiej jak tylko mógł i dlatego zginął? Tego już się nie dowiemy od niego, ale generał powinien odpowiedzieć na szereg pytań. O ile taka rozmowa odbyła się w ogóle

Świństwo i głupota. KOD w całej swojej krasie.