Motto: „Siedzi sroka na żerdzi i… twierdzi…”

W programie TVN24 w programie „Fakty po faktach” obejrzałem dyskusję pomiędzy paniami Małgorzatą Wassermann i Kamilą Gasiuk-Pihowicz. Kto nie wie, kto to Kamila Gasiuk-Pichowicz wyjaśniam, że to ta działająca na nerwy nieznośnie pyskata i dożarta dziunia od niejakiego Petru.

Przez cały czas mnie męczyło, że pani Kamila kogoś mi przywodzi na pamięć. Aż sobie przypomniałem historię, którą teraz Państwu opowiem.

Kiedyś pojechałem z moją pięcioletnią córeczką na wczasy dziecięce, które urządzała moja uczelnia w Bukowinie Tatrzańskiej. W naszym domu mieszkało kilka rodzin z dziećmi, które bawiły się na korytarzu. I choć były to dzieci naukowców, zachowywały się w miarę normalne oprócz jednej dziewczynki, która miała rodziców pragnących własne naukowe kompleksy zrekompensować sobie zrobieniem z córeczki noblistki.

Jak wiadomo, małe dzieci bawią się tym lepiej im bardziej głupawo, uwielbiając okraszać zabawę brzydkimi słowami. Przez cały turnus brzdące bawiły się w wymyśloną na poczekaniu przygłupią wyliczankę, która polegała na tym, iż dziecko, na które padło miało powiedzieć „dupa”, co wywoływało każdorazowo kaskady śmiechu rozbawionych brzdąców. Jednakże, gdy padało na podrasowaną scjentystycznie dzierlatkę, ta zamiast brzydkiego słowa poprawiała okulary i mówiła z dumną w głosie E = mc2 , co automatycznie kończyło zabawę ku niemej rozpaczy nieszczęsnej mądralińskiej.

Pozostałe dzieci natychmiast wyczuły słaby punkt chełpliwej koleżanki, a że dzieci potrafią być bezlitosne, jak się nie trudno domyślić w ten punk cały czas celowały. W efekcie „genialne” dziecko tak się zestresowało, że w ostatnim dniu turnusu zapisało przed śniadaniem flamastrem całą ścianę wzorami matematycznymi, a strofującą go matkę pokąsało do krwi.

Konkludując nie mam cienia wątpliwości, że posłanka Kamila Gasiuk-Pichowicz ma z sobą dokładnie ten sam problem, co przed laty owa nieszczęsna dziewczynka, która choć już dwie dekady przeminęły, póki co nie została noblistką.

Autor: Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

Post Scriptum
Pracowałem do trzeciej w nocy i półżywy położyłem się spać. Obudziło mnie cudne wiosenne słoneczko i śpiew ptaszków za oknem. Przeciągnąłem się z rozkoszą, pomyślałem, że życie jest piękne, ale nieopacznie włączyłem telewizor i… wszystko szlag trafił bo znowu na ekranie zobaczyłem tę upierdliwą zołzę bełkoczącą swym skrzekliwym głosem o jakimś zespole ponad-parlamentarnym. Koorwa! Ktoś powinien ją udusić, bo Ja już tego dłużej nie wytrzymam!