Hucpa i bezczelność manipulacji dokonywanych w świetle jupiterów przez niektórych mało znanych, a żądnych sławy polityków jest porażająca, zaś doraźne sojusze polityczne bywają zadziwiające. Po raz kolejny mieliśmy tego pokaz w Sejmie Rzeczypospolitej przy okazji debaty nad wyborem nowego prezesa IPN.

W świetle transmitowanych przesłuchań publicznych dr Jarosław Szarek niewątpliwie okazał się najlepszym kandydatem na stanowisko prezesa Instytutu. Przyznawali to nawet ludzie nieprzychylni misji IPN i ujawnianiu prawdy o polskiej historii. Ale nie miało to wpływu na postawy posłów, którzy na szkodzeniu Polsce, negacji wszystkiego oraz opozycji totalnej, czy tylko koniunkturalnej postanowili zbijać polityczny kapitał lub choćby kapitalik.

Oto w przeddzień wyboru, a już po przesłuchaniach i komisyjnych głosowaniach nad kandydaturą doktora Szarka, poseł Michał Szczerba zademonstrował spore wyszczerbienie w swojej wiedzy merytorycznej, ale niewątpliwą sprawność w ogłupianiu ludzi i technikach manipulacji. Jegomość ów zwołał w Sejmie konferencję prasową, na której powołując się na postanowienie prokuratorów IPN z 2003 roku na temat mordu w Jedwabnem i używając zaledwie dwóch wyrwanych z kontekstu cytatów, usiłował wmówić zebranym słuchaczom, głównie dziennikarzom, że dr Szarek kłamie w sprawie mordu dokonanego przez Niemców i osoby przez tychże przymuszone, na części żydowskich mieszkańców Jedwabnego.

No cóż, temat niewątpliwie jest nośny więc okazja do nagłośnienia nikomu nieznanego prowincjonalnego gostka o knajackich manierach kusząca. Jeżeli ktokolwiek ma wątpliwości, lub uważa ocenę za zbyt surową, polecam do obejrzenia nagrania filmowe na stronie Sejmu RP, na których widać i słychać, jak lekceważąco i prymitywnie poseł Szczerba wypowiada się o innych posłach – w końcu kolegach parlamentarzystach. A czołowym zarzutem wobec niektórych z nich było, że są narodowcami. Czyli przyznają się do bycia Polakami. I tylko na tej podstawie – utożsamiania się z narodem polskim – poseł Szczerba uznał za antyeuropejski np. cały ruch Kukiz’15. Wygląda na to, że i w tym zakresie poseł ma wyraźne szczerby w wiedzy i umiejętności logicznego rozumowania. Czy nie czuje się członkiem narodu polskiego? A może Polska leży poza Europą? Państwa parlamentarzystów przepraszam zresztą, że nazwałem ich kolegami posła Szczerby, gdyż zapewne nie chcą być aż tak porównywani, ale słowo to jest formalnie adekwatne. Wypada jedynie mieć nadzieję, że popisami posła Szczerby zajmie się Komisja Etyki Poselskiej, bo widać, jak „niesiołowszczyzna” zastraszająco krzewi się w polskim parlamencie w coraz prymitywniejszych mutacjach.

Sprawa mordu w Jedwabnem wymaga jak najszybszego zbadania, w obiektywnym a nie politycznym śledztwie. To prowadzone w IPN za prezesowskiej kadencji sędziego Leona Kieresa nie tylko nie zostało przeprowadzone rzetelnie, ale zakończyło się wydaniem postanowienia wygodnego politycznie dla ówcześnie rządzącej opcji politycznej, zdecydowanie nie odpowiadającego natomiast prawdzie merytorycznej. Nie przesłuchano wielu świadków, którzy zostali zgłoszeni lub zgłosili się sami, nie przeprowadzono ekshumacji i badań pozwalających ustalić liczbę ofiar. Ba, mord w Jedwabnem rozpatrywano nie jako element prowadzonej w tamtym okresie przez niemieckie grupy operacyjne policji akcji eksterminacyjno-terrorystycznej, ale jako zjawisko odrębne.

Taki był polityczny interes ówcześnie rządzącego SLD, który IPN traktował wprawdzie jako zło konieczne, ale potrafił go użyć jako przydatnego narzędzia manipulacji społeczeństwem i opinią publiczną. Bo Instytut w czasach prezesury Leona Kieresa traktowany był nie jako apolityczna placówka realizująca polską politykę historyczną, a więc broniąca prawdy i dobrego imienia Polski i Polaków, ale jako narzędzie realizacji doraźnej polityki opcji rządzącej, a tą było wtedy podlizanie się niepolskim mocodawcom w Moskwie, Berlinie czy Brukseli. To były lata największego upolitycznienia Instytutu, podobnie jak okres prezesury Łukasza Kamińskiego to czas największej pacyfikacji misji IPN, którą jest (ma być) realizacja polskiej historycznej. Jedynie w czasach prezesa Janusza Kurtyki Instytut realizował konsekwentnie swoje zadania ustawowe, czym zresztą naraził się na wieloletnią nagonkę środowisk antypolskich w kraju i zagranicą.

Wspomnianą konferencję prasową przerwał i barwnie wypełnił jej przypadkowy słuchacz, można powiedzieć, człowiek Boży upominający się o prawdę, pan Rajmund Pollak z Bielska-Białej. Zwrócił on uwagę posłowi Szczerbie, iż posługuje się kłamstwem i manipulacją i skompromitował go publicznie kompletnie. Biedny manipulator musiał wzywać na pomoc Straż Marszałkowską, która zresztą w świetle kamer pana Rajmunda P. nie spacyfikowała, ale powetowała to sobie w chwilę później brutalną interwencją w kuluarach. Takie prawdziwie nowoczesno-platformerskie SB-ZOMO. Chcę wierzyć, że pan marszałek Marek Kuchciński zwróci uwagę strażnikom, na niestosowność ich interwencji, której potrzeby zresztą nie było, co wszyscy dziennikarze widzieli i zgodnie stwierdzili. Bo wyszło tak, jak gdyby Straż Marszałkowska sponiewierała człowieka na pstrykniecie palcem posła Szczerby. Czyżby to ten wredny PiS?… Na szczęście dla Polski poseł Szczerba to jednak nie PiS, ale wobec tego, czy Straż Marszałkowska to ochrona Sejmu, czy bojówka posła Szczerby?

Dzień po wspomnianej konferencji prasowej poseł Szczerba, niepomny uszczerbku poniesionego na dobrym samopoczuciu w przeddzień, te same androny i dyrdymały w sprawie Jedwabnego wygłosił z sejmowej trybuny, negując nadal kandydaturę doktora Szarka, gdyż ten chce dogłębnego zbadania sprawy mordu w Jedwabnem i przeprowadzenia obiektywnego i pełnego śledztwa w tej sprawie. Wymachując postanowieniem z 2003 roku na temat mordu w Jedwabnem i używając tych samych dwóch wyrwanych z kontekstu cytatów, ponownie wmawiał słuchaczom, że kandydat kłamie w sprawie mordu dokonanego przez Niemców i osoby przez tychże przymuszone na części żydowskich mieszkańców Jedwabnego.

Uzasadnienie maniakalnego uporu posła Szczerby w głoszeniu niemerytorycznych tez, które padło z sejmowej mównicy z ust tegoż posła każe się zastanowić, jakie i czyje interesy parlamentarzysta ów reprezentuje. Stwierdził bowiem, że prawda o sprawie mordu w Jedwabnem godzi w stosunki polsko-izraelskie. Rodzą się zatem pytania: Czy Izrael jest zainteresowany nieprawdą o zbrodni w Jedwabnem? Czy może wykazanie niemieckiego sprawstwa kierowniczego w tej zbrodni jest Izraelowi nie na rękę? A może jest nie na rękę Niemcom? No cóż, poseł jest liderem zespołu polsko-izraelskiego w naszym parlamencie, ale to w żaden sposób nie upoważnia go do reprezentowania w tym zespole ani poza nim stanowiska antypolskiego. W dodatku nie popartego dowodowo, bowiem śledztwo w sprawie Jedwabnego, na które się powołuje, nic tak naprawdę nie wyjaśniło. Przekonany jestem, że także Izraelowi zależy na poprawnych, ba, na dobrych stosunkach z Polską, ale opartych na prawdzie, a nie na manipulacji. Zaś Polska powinna z Izraela brać przykład w zakresie konsekwentnej realizacji polityki historycznej i obrony własnego dobrego imienia.

Sentyment posła Szczerby do nieprawdy o Jedwabnem jest o tyle „uzasadniony”, że mieni się on stosowanym socjologiem. A jako na autorytet w sprawie Jedwabnego, lubi się powoływać na niejakiego Jana Tomasza Grossa, profesora owszem, ale… też socjologii. Jak widać, w Polsce czy w sprawach polskich najwybitniejszymi specjalistami od rozstrzygania zawiłości historii mają być prokuratorzy, sędziowie czy socjologowie. A skoro historycy mają odmienne bo obiektywne zdanie oparte na faktach, tym gorzej dla historyków i faktów. Ale niestety, skoro o polskiej narracji historycznej mają decydować nie historycy a socjologowie i prawnicy, tym gorzej dla naszej historii.

Nie dziwi mnie, że z sejmowej mównicy jeszcze wtedy kandydata na prezesa IPN, dra Jarosława Szarka, za domaganie się prawdy w sprawie mordu w Jedwabnem, potępił poseł Rafał Grupiński, bo wszak reprezentuje on opcję prawdzie o historii Polski niezbyt przychylną. Za to zaskoczeniem było stanowisko młodego posła ruchu Kukiz’15, Tomasza Rzymkowskiego, który przecież pracował w Komisji Administracji i Praw Człowieka i twierdził, że kandydatura dra Szarka jest świetna, ale z mównicy skrytykował PiS zaś swemu klubowi zarekomendował wstrzymanie się od poparcia.

Zdaniem posłanki Siarkowskiej, o dobranych uroczo jak w piosence imionach Anna Maria, brak poparcia dla kandydatury prezesa IPN miał być retorsją wobec PiS za nie wybranie do Kolegium IPN osób rekomendowanych przez klub Kukiz’15. Pytanie więc, czy klub ten rekomendował kogoś, kogo pozycja naukowa lub autorytet opozycyjny porównywalny był z tymi, których do Kolegium wybrano? Może po prostu należało zgłosić lepszych kandydatów?

Zabawny ale i żałosny paradoks polega na tym, że zarówno posłanka Siarkowska, jak i poseł Rzymkowski są członkami narodowo-demokratycznego zespołu parlamentarnego i usiłują się powoływać na, czy też odwoływać do, tradycji polskiego ruchu narodowego. Czyżby zatem w ich mniemaniu ową tradycją była destrukcja w imię prywaty i urażonych ambicji? Żałosne to u dorosłych ludzi zajmujących poważne stanowiska, gdy zachowują się jak dzieci w piaskownicy: Zburzę ci zamek i babkę, bo masz lepsze… I tacy to „narodowcy”. No ale wobec tego zapytać należy, czy poseł Szczerba nadal będzie poniewierał tych „narodowców”, którzy przecież nie chcieli poprzeć tak znienawidzonego przezeń doktora Szarka?

Tak oto w głosowaniu nad powołaniem prezesa IPN ujawniły się sojusze i stanowiska, które wyborcom powinny dać do myślenia. Czyż bowiem Polaków powinni reprezentować i czy naprawdę Polaków w tym parlamencie reprezentują ludzie, którzy głosują przeciw polskiej racji stanu, przeciw polskiej polityce historycznej opartej na prawdzie, za to w imię interesów środowisk zainteresowanych poniżeniem Polski i zdeprecjonowaniem prawdy o Polakach? To pytanie dedykuję politykom do sztambucha, wyborcom pod rozwagę.

Autor: Stanisław Miś