Wróćmy do informacji o zmianie szefa CBA. Trelewizja twierdzi, że odbędzie się to „ze względu na postępowanie ABW w sprawie certyfikatu bezpieczeństwa”. Opozycja natychmiast mówi o „szukaniu haków” i kruczków prawnych. Ja natomiast przypomnę słynna rozmowę w „Sowie” szefa CBA i wicepremier. Czy szef służby może informować osobę z zewnątrz i zajmującą się zupełnie czym innym o sprawach operacyjnych prowadzonych przez swoich funkcjonariuszy? Nie wiem. Może może. Wszystko, bowiem, w naszym kraju jest dopuszczalne w niektórych kręgach.

Dla kontrastu, pokażę jak „mocno” przestrzegana jest tajność w AW. Kilka miesięcy temu, mój były uczeń i aktualny kolega został poddany postępowaniu dyscyplinarnemu, w rezultacie cofnięto mu certyfikat bezpieczeństwa. Decyzja była jawna, ale uzasadnienie ściśle tajne, więc nawet nie mógł się do niego ustosunkować. Podejrzewam, że chodziło jedynie o kontakty ze mną, ponieważ od trzech lat prawie, kontakty takie są zabronione i bezwzględnie ścigane.

Nadmieniam, iż z moim kolegą rozmawialiśmy o zupełnie innych rzeczach niż AW, bo nie jesteśmy paranoikami, a gdy pijemy piwo, to nie rozmawiamy o rzeczach tajnych. Zresztą, obaj jesteśmy zawodowcami. Ja nie pytam, on nie mówi. To normalne. Napisałem mu oświadczenie do jawnego odwołania i stąd domyśliłem się, że ja miałem być tą osobą, której rzekomo coś tajnego ujawnił. Nie wiem tylko co. Usiłowałem dowiedzieć się o co chodzi i dlaczego AW sprawdza moje telefony (nie wiem tego od kolegi, o którym piszę i przypuszczam, że on też się o tym dowie z tego postu). Pisałem kiedyś o fikcyjnej instytucji. Może o to chodzi? Wszystko jednak było wymyślone, chyba że AW udowodni, że jest prawdziwe. Oto ten tekst. Jest stary więc nie dziwcie się, że może być nieaktualny:

„Czasami zdarza się, iż w mózgopisie pojawia się scenariusz filmu: katastroficznej komedii politycznej. Oczywiście, nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością, ale męczy mnie, jak zaraza jakaś, więc postanowiłem – krótko ! – go streścić.

Akcja dzieje się w kraju nie za dużym, nie za małym, właściwie średnim. Ludzie w nim są bogobojni, szanują i kochają siebie nawzajem oraz wszystkich oprócz murzynów, Żydów, homoseksualistów, Ruskich, Ukraińców, Arabów, ateistów, wyznawców innych ideologii i wiar, kibiców innych drużyn, sąsiadów, właścicieli lepszych samochodów, itp. Słowem, prawie wszyscy są mile witani na tej ziemi. Mają też mądrych i uczciwych polityków, podzielonych na grupy, zależnie od chwilowego interesu. Z lewej strony sąsiadują z byłym wrogiem, a obecnie przyjacielem. Z prawej zaś – z byłym przyjacielem, a obecnie wrogiem, który kiedyś podzielił się na trzy części, przy czym jedna z nich jest wrogiem lub przyjacielem, druga – wrogiem, a trzecia udaje przyjaciela. Na górze jest małe morze, a na dole dwa śmieszne kraje, które kiedyś były jednym śmiesznym krajem. Obecnie zrozumiano, iż ogromne zagrożenie czyha po prawej stronie.

W tej oto scenerii, kraju tego bronią w sztabach oficerowie, dowodzący innymi oficerami. Demokracja jest tak zaawansowana, że zapomniano o szeregowych. Oficerowie wystarczą, ale na wszelki wypadek umacniają wciąż swoje biurka. Oczywiście, potęgą naszego kraju są jego oczy i uszy wciąż szukające tajnych i poufnych informacji w gazetach. I tu pojawia się problem. Wielki Wróg z prawej strony nie odpuszcza i ciągle przeprowadza jakieś prowokacje. W obronie przed tym procederem szefowie Tajnych Instytucji pogonili starych, którzy kiedyś pracowali dla tenkraju, który nie był naszym krajem. To jednak nie starczyło. Stwierdzono więc, że każdy kto zdobywa ciekawą informację jest podejrzany, gdyż na pewno taką informację podrzucił im wróg. Jedynym źródłem wiarygodnym jest własna prasa, wzbogacona o fragmenty prasy sojuszniczej, chociaż ta ostatnia też może być infiltrowana. Dlatego też, rozpoczęto proces neutralizacji młodszych pracowników, jako potencjalnego elementu wrogich akcji i. By całkowicie zaskoczyć przeciwnika, zrezygnowano w ogóle z informacji na rzecz analiz, zależnych od dostępu do popularnej telewizji i wykształcenia autora. Na szczęście w Tajnych Instytucjach jest wszystko tajne, więc można zabezpieczyć się łatwo przed społeczeństwem i jego organami. Rozpoczęto też proces całkowitego odmłodzenia kadr, gdyż tylko pracownicy z półrocznym stażem mogą się przeciwstawić doświadczonemu i zorganizowanemu wrogowi. Starsi, bowiem, tacy z trzyletnim stażem, są przecież spaleni i zinfiltrowani szczególnie jeśli działali, chociaż jeden dzień, za granicą. Znają też języki obce Kierownictwu, więc mogą knuć przeciwko temu ostatniemu. Teoria ta, wygłoszona przez jednego z Dyrektorów Tajnej Instytucji, zyskała ogromną popularność wśród Kierownictwa. Tym bardziej, że młodzi pracownicy pobrali kredyty i się boją, a dopiero przyjęci biją pokłony, że nie zostali bezrobotnymi. W tym celu Tajna Instytucja sformułowała nowe motto: „oderint dum metuant” („ Niech nienawidzą byle by się bali” – dla mniej wykształconych)

Prowokacje wroga nie omijają szczelnie odizolowanego od reszty Kierownictwa. Wielki Wróg Z Prawej Strony jest wyjątkowo perfidny, podstępny i złośliwy. A oto kilka przykładów jego, niewyobrażonego wprost, chamstwa i okrucieństwa:

Wspomniany już Dyrektor przeszedł przez prawie wszystkie Tajne Instytucje. We wszystkich zaznaczył się wyjątkową powolnością, błędnie określaną przez wrogich podwładnych brakiem polotu, bo spowodowaną jedynie koniecznością dogłębnej analizy wszystkich czynników, prowadzącej do odrzucenia wszystkich inicjatyw, gdyż mogą grozić dekonspiracją. W poprzedniej Instytucji Wróg podstawił mu sekretarkę, która była tak głupia, że nie dała się poklepywać i w dodatku poszła do sądu. Wówczas, chroniąc Tajną Instytucję, jeden z Szefów dał Dyrektorowi 100 tysięcy na operację neutralizacji szpiega, by ten wręczył je wrogiej sekretarce. Tak też się stało. Podstawiona przez Wielkiego Wroga kobieta wycofała oskarżenie, podatnik zapłacił 100 tysięcy (wszystkie rozliczenia są tajne, więc podatnik niech się nie wtrąca), a Dyrektor zmienił Tajną Służbę, dołączając do zamkniętego i wąskiego kręgu właściwych i poprawnych funkcjonariuszy.

Jeden z kierowników Tajnej Instytucji także jest ciągle obiektem prowokacji. Co zaproszą biedaczka na jakąś imprezę, to kierowcy muszą go później wnosić do samochodu, a potem wynosić i targać bezwładnego, po schodach, do domu. Wróg przecież nie śpi i dolewa ciągle, a nasz Kierownik bronić się musi, więc traci szybko przytomność, by, przypadkiem, nie wymyślić jakiejś tajnej informacji.

Złośliwość Wielkiego Wroga Z Prawej Strony jest tak wielka, że mocno zamieszał teoriami głoszonymi przez Kierownictwo. Kilka miesięcy temu, Członek Kierownictwa jednej z Tajnych Służb, złożył gospodarską wizytę w małym, prowincjonalnym i zapyziałym miasteczku, położonym blisko granicy z jednym z sąsiadów z prawej strony, który był kiedyś częścią Wielkiego Wroga. Kierownik ów, stwierdził z przekonaniem, że sąsiad ten jest nudny i nic tam się nie dzieje i nie będzie działo, a informacje stamtąd nie są potrzebne. Ważny jest wróg wewnętrzny oraz Iran, Korea Północna i terroryści arabscy. Funkcjonariusze z miasteczka rozpoczęli więc, szukać broni atomowej w okolicznych wioskach i ujawniać terrorystyczne spiski. Sprzyjała im w tym miejscowa ludność, która przeganiała wodą święconą i widłami każdego, kogo krew zawierała więcej niż 30% melaniny. I tak było od wieków. Tymczasem, Wielki Wróg Z Prawej Strony usłyszał o teorii Kierownictwa (ma przecież oczy i uszy wszędzie – sam słyszałem w TV) i zaczął rozrabiać, a nawet ukradł kawałek wspomnianego wyżej sąsiada.

Nie mamy się o co martwić: nasi sojusznicy na pewno oddadzą krew w obronie zapyziałego miasteczka. Muszą tylko dowiedzieć się, że ono istnieje i sprawdzić gdzie ono jest, ale na szczęście mamy Google.

I tu mój mózgopis się na razie urywa. Nie wiem nawet jaki mu nadać tytuł. Może macie jakieś propozycje?

Aha, wszelkie podobieństwo do rzeczywistych postaci, sytuacji, nazw, instytucji, krajów i słów jest niemożliwe i niezamierzone, a wszystko powyżej jest fikcją i nigdy się nie wydarzyło, nie dzieje się i nie wydarzy, bo nie ma takich Instytucji, Dyrektorów, Kierownictwa, kraju, wroga, sojuszów i przyjaciół i powstało w chorej wyobraźni autora, który poniesie za to odpowiednie konsekwencje przepisane prawem lub nie przepisane i jest tego świadomy.”