Tym razem zamiast wstępu, pewien mój ulubiony cytat:

 „… Ja go biorę, nie płacę – nie mam, niech mnie zabijąNo i teraz się pytam: z czego ludzie dziś żyją?” Jerzy Jurandot – „Z CZEGO LUDZIE DZIŚ ŻYJĄ?

 I historyjka, którą opowiedział mi pewien znajomy prawnik, gdy gawędziliśmy o urokach życia:

 Pewien producent zawiózł swój towar do hurtowni. Był wiele wart. Pozostawił rachunek na zapłatę w ciągu dwóch tygodni i odjechał. Po dwóch tygodniach pieniędzy od hurtownika nie było. Umowa umową, miał niedaleko, i postanowił upomnieć się o pieniądze osobiście. W biurze hurtowni zastał jednak tylko asystenta szefa.

-Szefa nie ma, nie mogę Panu pomóc, odrzekł asystent z delikatnym grymasem.

-Gdy już będzie, proszę mu przypomnieć, że zalega z zapłatą za mój towar, odrzekł sucho producent.

Pieniądze nadal nie przychodziły. Tydzień później zastał ponownie tylko tego samego asystenta.

-Przykro mi niezmiernie, szefa dzisiaj także nie ma, nie mogę Panu pomóc.

-Czekam jeszcze tylko tydzień, odrzekł poirytowany producent i wyszedł.

Pieniądze nadal nie napływały. Jego cierpliwość już się wyczerpywała. A samochód szefa niewinnie stał na parkingu hurtowni.

-Niestety, nie mogę…

-Szefa nie ma? – spytał, nie czekając na ciąg dalszy producent. Asystent nieśmiało skinął głową.

-Wie Pan co? Wiem już, że to nie Pana wina i że nie ma Pan z tym zapewne nic wspólnego, ale w takim razie opowiem Panu pewną historię. Asystent zaczął pokornie słuchać.

W małym miasteczku żył sobie znany handlarz Rosenbaum. Któregoś dnia bardzo źle się poczuł, tak źle, że mimo wrodzonej niechęci poszedł do medyka. Ten zaś po oględzinach pacjenta stwierdził: Panie Rosenbaum… nie jest dobrze. Pana stan jest poważny. Ma Pan taki wybór: Albo Pan da sobie uciąć „interes”, albo dni Pana są policzone. Rosenbauma zamurowało. Wpadł w popłoch.

-Ale Panie doktorze, nie mogę dać sobie dać go odciąć, ale nie chcę też umrzeć, co robić?

-Mówię Panu jak jest, a Pan może się jeszcze ewentualnie poradzić swego Rabina, jeśli mi nie ufa.

 Rabin cierpliwie wysłuchał i obejrzał Rosenbauma. I jego opinia nie dawała nadziei:

-Słuchaj Mojsze, doktor ma rację, albo dasz sobie „interes” uciąć, albo niebawem będzie po Tobie. – Rabbi… ale ja… ja nie chcę… ja tak nie mogę. Co robić ?

-Możesz jeszcze pojechać do Cadyka, do Radomska, może on da Ci lepszą radę?

-Może, może… pomyślał załamany Rosenbaum i zastanawiał się już, w jakim stanie wróci z Radomska. Opinia Cadyka nie była już żadnym zaskoczeniem:

-Albo albo, synu, nie masz wyboru a czasu mało. Musisz się na coś zdecydować, jeśli chcesz żyć. 

– Ale nie da się naprawdę nic innego poradzić, lamentował nieszczęsny Mojsze, jak ja mam żyć bez „interesu”? A jak taki przed Panem Bogiem bez „interesu” stanę to mnie przecież wyśmieje i do nieba nie wpuści! Nie mam szans! Cadyk podrapał się w siwą brodę.

-Wiesz synu, między Bogiem a prawdą, tego do końca to ja nie wiem. Ale znam w Nowy Jork pewnego chirurga, najlepszego na świecie, on ma swoją klinikę. Ja Cię do niego polecę, jeśli chcesz. Doktor Rosenkrantz będzie wiedział co z tym zrobić. On na pewno da Ci właściwą odpowiedź. Cóż było robić, Rosenbaum już bez cienia nadziei, ale kupił bilet i poleciał do Ameryki.

 Doktor Rosenkrantz nie miał żadnych wątpliwości. Na szczęście mogli się łatwo porozumieć.

-Coż, Rosenbaum, ja Panu już wielkich szans nie daję, no chyba że się Pan na zabieg zdecydujesz natychmiast. Już nie ma na co czekać! Rosenbaum smutno skinął głową.

-Doktorze… wymamrotał, ja już jestem prawie zdecydowany, ale jeszcze jedno…

– Tak?

– Jak już Pan doktor mój „interes” odetnie, to chciałbym żeby go choć godnie pochowano, w jesionowej trumience, na tutejszym cmentarzu, pod kamieniem z napisem: „Tu leży interes Rosenbauma”… Sławny lekarz spojrzał dobrotliwie na pacjenta. I obiecał że stanie się wedle jego życzenia. Bowiem nasz klient – nasz Pan. Po udanej operacji Rosenbaum czym prędzej powrócił do swego miasteczka i żył, choć bez „interesu”, długo i szczęśliwie. Ale że wszystko ma swój kres, i jemu przyszło ten świat opuścić.

Stanął wówczas nagusieńki przed Panem Bogiem. Ten zaś spojrzał nań, odchrząknął, i spytał:

– A Twój „interes, Rosenbaum”, gdzie podziałeś? Czemuś taki niekompletny? Ja Cię takiego do nieba przepuścić przecież nie mogę! Rosenbaum w płacz.

– Panie Boże…, ja im przecież na ziemi mówiłem że tak będzie! No i dałem się wrobić! A mój „interes” odcięty leży na cmentarzu…

-Gdzie, gdzie? Na cmentarzu? Można to sprawdzić? – zainteresował się zdumiony Najwyższy.

Tak, tak, tak! Rosenbaum szybko wyjaśnił, gdzie i jak to znaleźć, opowiedział o kamieniu z napisem, i trumience pod nim, w Nowy Jork.

-Wyjaśnijmy, czy mówisz prawdę… Pan Bóg przywołał dwóch aniołów-gońców i posłał ich z misją do Nowy Jork. Nie wracali dosyć długo. Wieczność dłużyła się niemiłosiernie a Pan Bóg zniecierpliwił. Wreszcie się pojawili zdyszani, spoceni, brudni i w złym humorze. No i co, coście tam znaleźli – spytał Pan Bóg z niecierpliwością? Mówi Rosenbaum prawdę?

-Panie Boże, byliśmy w tym Nowy Jork, znaleźliśmy cmentarz, kamień z napisem, wygrzebaliśmy spod niego tę małą trumienkę, otwieramy ją, patrzymy, a tam siedzi taki ryży huj i mówi że nam nie pomoże bo „szefa nie ma” !!!

Nie wiadomo czy Rosenbaum trafił do nieba i czy producent otrzymał od hurtownika należność za swój towar. Podobno słynny polski artysta muzyk – pianista Artur Rubinstein miał w zwyczaju odbieranie zapłaty za recitale w przerwie swoich koncertów i tylko gotówką. Żadnych czeków, żadnych przelewów lub weksli. Jeśli organizator nie chciał mu wypłacić należnego honorarium, artysta nie wychodził ponownie na scenę. Tak było w umowie. Wiedział, że sztuka sztuką, ale interes – to interes.

 

Tomasz Trzciński, pianista, dyrygent i kompozytor http://tomasz-trzcinski.info