Czasem w wypowiedziach naszych starszych Kolegów słychać rozczarowanie, że nasz zawód traktujemy jak „zwykłą” pracę, a nie jak misję i pełne poświęcenia powołanie. A przecież jedno drugiego nie wyklucza, to nie są pojęcia przeciwstawne – ale wzajemnie uzupełniające.

Owszem, były kiedyś czasy kiedy stetoskop naprawiali lekarze fragmentami zestawu do przetoczeń, defibrylator kopniakiem, a laboratorium pracowało z uwagi na metody diagnostyczne bardzo wolno, nie istniał SOR, w karecie jeździł pan Zenek, nie było standardów i …. jakoś to było. W dyżurkach śnieg się sypał na biurka przez nieszczelne okna, stachanowcy ogarniali 24 dni pracy w miesiącu, a praca w 5 miejscach za grosze była zwykłym lekarskim przekleństwem. Wszyscy to słyszeli. Ale czy nadal mamy tak „pracować”? Porównuje się naszą pracę do pracy pilota – czy latamy dalej na drzwiach od stodoły?

Nasza praca staje się coraz bardziej odpowiedzialna, oparta na standardach i wytycznych wymuszających określone procedury. Sprzęt medyczny jest coraz bardziej skomplikowany i o ile nie jesteśmy po specjalistycznych szkoleniach – często za własne pieniądze – i potrafimy go obsługować, to jesteśmy zdani na współpracę z wyspecjalizowanym personelem, co skutkuje siecią wzajemnych powiązań na różnych poziomach, kolejnymi badaniami i konsultacjami.

Wszyscy pracujemy pod presją odpowiedzialności zawodowej i karnej oraz coraz bardziej świadomymi swoich praw, a nieświadomymi obowiązków pacjentami. O systemie zamilczymy. O finansach także. Gdzie tu znajdziemy przestrzeń dla szabelki i ostróg, kiedy naciera na nas walec wymogów współczesnej medycyny?

Musimy mieć dobrze zorganizowaną i finansowaną pracę, jak wszyscy specjaliści wysokiej klasy. Musimy mieć czas na odpoczynek i korzystanie z dóbr kultury. Czas na własny rozwój intelektualny i dobre relacje w Rodzinach. Na naszą obecność w naszym własnym życiu, a nie wegetację na kolejnych chałturach. Wtedy i tylko wtedy stajemy się profesjonalistami i znajdujemy w sobie bez wysiłku czas dla chorych, poświęcenie (a nie straceńczy heroizm), empatię i uśmiech. Czasy sztukowania i kombinacji wobec wiecznych niedoborów powinny przejść do historii i wspomnień Lekarzy. Winni jesteśmy Im szacunek za Ich pracę, ale nie pochwałę stagnacji i przyzwolenie na brak postępu.

Nie przeciwstawiajmy postaw lekarza traktującego siebie poważnie, jako odpowiedzialnego pracownika, który powinien pamiętać o swojej szczególnej roli dla chorego – postawie lekarza nie zauważającego braków i pracującego zawsze jak na polu bitwy zarządzającego nieustannym chaosem. Tak nie powinno być. Czasy się zmieniły.

Czytaj więcej.