Tak sobie myślę: niech strajkują, niech walczą, niech wytrwają! niech przyłączają się do nich następne szpitale. Niech będzie poruszenie, protesty, medialny szum. Niech padnie na wszystkich dyrektorów, decydentów, roszczeniowe rodziny i żądających wszystkiego pacjentów strach. Niech ruszy ta lawina. Niech ruszy ….

Że to niemoralne? nieetyczne? że nie wolno i nie wypada?? że przysięgi i przyrzeczenia?
….. a gdzie byli wszyscy obrzucający błotem zamęczony z przepracowania personel kiedy były wybory? kto z nich pytał o ochronę zdrowia, o normy zatrudnienia, o płace? czy ktoś z OBYWATELI tego kraju zadał sobie proste pytanie dlaczego w Polsce jest najmniej lekarzy w Europie? dlaczego pielęgniarek dramatycznie ubywa? dlaczego nikt nie chce pracować w tym zawodzie?? ktoś pytał?! …..

Najprościej wytaczać ciężkie działa obłudy i cynizmu w sytuacji, kiedy pielęgniarki i lekarze nie wytrzymują i decydują się na protest. Wtedy wygodnie jest potępiać, krytykować i otaczać się murem własnego egoizmu, zakłamania i fałszywej moralności.

Przyjdzie czas, że pękną w nas ostatnie hamulce i stwierdzimy: nie szanujecie nas za nasze poświęcenie, pracę ponad siły, nie doceniacie tego, że to MY wam ratujemy zdrowie i życie mimo paranoi morderczego systemu – to odejdziemy. Walczcie dalej sami.

Etyka? moralność?? …. jeszcze w nas jest. I to podtrzymuje nasze powołanie i sprawia, że kolejny dzień idziemy do pracy, do pracowni, na dyżur ….. do czasu.

Poniżej publikujemy „odcinek z wypłaty” Pielegniarki:
„Na rękę” zarobek: 1 389, 95 zł. – 5 lat stażu pracy. Tytuł magistra pielęgniarstwa. Kursy specjalistyczne RKO i EKG. (fot. Paski Pielęgniarek) Oto pasek pielęgniarki roszczeniowej, która swoją decyzją o proteście naraża zdrowie niewinnych dzieci. Powinna siedzieć na oddziale i nie narzekać, w końcu ma pracę, a jak się nie podoba, to wypad za granicę.

Odcinek z wypłaty pielęgniarki z 5 letnim stażem pracy

Moje przemyślenia z okazji strajku pielęgniarek w CZD. Uprzedzam, że długie.

1. Bezpieczeństwo pacjentów?
Od dawna już przekroczone zostały wszystkie czerwone linie. W CZD brakuje codziennie na każdym dyżurze ok. 70 pielęgniarek. Przy calkowitej ilości ok. 800 etatów oznacza to deficyt na poziomie 30-40% (!) Żeby było jasne: to wszystko zostało dawno precycyjnie policzone, ile zajmują poszczególne czynności pielęgniarskie i ile potrzeba do pracy ludzi. Przeciętnie zdolny adwokat jest w stanie bez trudu wykazać, że przy znacznie zaniżonej obsadzie nie było właściwej opieki. Może jak posypią się pozwy, to coś sie ruszy.
A jak wygląda praktyka? Na dyżurze powinno być pięć pielęgniarek, są trzy. W takiej sytuacji żadna pielęgniarka nie powinna przyjąć dyżuru. Niedawno na Podkarpaciu okazało się, że jest czterech ginekologów, a powinno być pięciu i lekarze nie są w stanie zapewnić dyżurów. Efekt? Zamknięto oddział. Po prostu. To nie jest katastrofa ani wojna. To jest normalna praca, za którą ponosi się odpowiedzialność. Ale w CZD mówi się: trudno, przecież dadzą radę. Bo pacjent, etyka, sumienie… Tylko że w ten sposób ludzie „umierają na szpital”. Na znane powikłania, których można łatwo uniknąć. Ale trzeba mieć dla pacjenta czas. Inaczej coś zostanie pominięte, na coś zabraknie czasu. Nasuwa się przykład z lotnictwa, gdzie bezpieczeństwo jest najwyższym priorytetem. Jeśli w samolocie mają być np. cztery stewardessy, a jedna nie stawi się na odprawę, firma natychmiast wzywa dyżurujacą pod telefonem rezewrową załogę. Prezes linii lotniczej płacze i płaci, za gotowość i taksówkę, czasem w czwartej taryfie. Bo inaczej samolot nie odleci.
Podobnie kierowca autokaru albo ciężarówki. Ma tachometr i skrupulatnie pilnuje odpoczynków w trasie, bo inspektorzy nakładają bolesne kary. Dla zysku czasem ktoś oszukuje. I wtedy przez przemęczonych, zasypiających za kierownicą kierowców giną ludzie. O tych, co zginą w katastrofie autokaru, dowiemy się z telewizji. O tych, co umrą, bo kontraktowa pielęgniarka (albo lekarz) przyszła do pracy po nocnym dyżurze w innym szpitalu – z mediów się nie dowiemy.

2. Szacunek?
Gdy ktoś próbuje zmarginalizować znaczenie pielęgniarki, mówi o „siostrach”, nawiązując do posługujących chorym zakonnic (warto wiedzieć, że większość moich koleżanek ma alergię na tę formę) albo o „personelu pomocniczym”. Pomocniczym dla kogo? Dla administracji? Lekarz i pielęgniarka to „personel zasadniczy”, tak jak szereg innych równie ważnych profesji w interdyscyplinarnym zespole medycznym. Gdy mówi to polityk, można jeszcze wybaczyć. W naszej rzeczywistości polityk rzadko wie, co mówi. Dziennikarz powtarza po politykach. Ale gdy takie słowa padają z ust ministra-lekarza albo dyrektora szpitala, to mam wrażenie, że państwo zatrzymali się na XVIII – wiecznej, feudalnej medycynie. Aha, nowoczesne pielęgniarstwo ma zdecydowanie świecki rodowód.
Od czasu do czasu pojawia się też hasło „personel średni” – pozostałość po czasach, gdy droga do czepka wiodła przeważnie przez liceum medyczne. Patrzę po sobie. Studium, dyplom, dwustopniowe studia, dwie dwuletnie specjalizacje, nie licząc pomniejszych kursów. Do dziesięciu lat kształcenia po maturze trzeba doliczyć łącznie jeszcze kilka miesięcy. Wiele lat temu niegdysiejszy mój dyrektor bał się nawet podpisać wniosek o specjalizację, bo mógłbym chcieć kilka dni wolnego na naukę i egzaminy. Łatwe egzaminy? Chyba nie za bardzo, skoro ostani egzamin specjalizacyjny pielęgniarstwa anestezjologicznego oblała ponad połowa. Więc większość nauki za własne, niemałe pieniadze. Bez urlopu szkoleniowego. Nie jestem wyjątkiem, specjalistów i magistrów jest dziś wśród pielęgniarek całkiem sporo. Część robi doktorat i nadal z dumą nosi czepek. Kilka z nich pełni bardzo ważne funkcje w międzynarodowych, uznanych gremiach.

Wypalenie?
Lubię prace z dziećmi, nie boję się. A jest się czego bać, bo dziecko to nie mały dorosły. Margines bezpieczeństwa o wiele mniejszy, kryzysy gwałtowniejsze, emocje do opanowania większe. Nie każdy to wytrzymuje. Byłem obecny przy śmierci dzieci. Znam krzyk rozpaczy rodziców. Widziałem płaczące po dyżurze koleżanki. Są coraz starsze, zmęczone, często wypalone. To widać, również w telewizji. Następcy? W okolicach uniwersytetów medycznych krecą się aktywnie firmy rekrutujące pielęgniarską młodzież do pracy. W Szwajcarii, W Anglii, w Niemczech, w krajach skandynawskich.

Kasa?
Chętnie popracowłbym w CZD i zmniejszył deficyt pielegniarek, tyle że ten szpital nie ma mi nic do zaoferowania. Bo za proponowaną pensję opłacę mieszkanie w Warszawie i może starczy mi na dojazdy do Międzylesia. A nie ukrywam, że czasami coś jeszcze bym zjadł.
Minister i biznesmen w jednym, profesor Zembala rzutem na taśmę podpisał w obliczu klęski wyborczej ułomne porozumienie i rozporządzenie. Wywalczone 400 brutto czyli 240 do ręki – w wielu miejscach nie jest wypłacane. Nie walczą więc tylko o podwyżki, walczą o należne wynagrodzenie.
Dyrekcja CZD chlipie w mankiet pielęgniarskiego fartucha, że szpital ma 300 mln długu. „Prawie mi cię żal”, mawiają szydercy. No to powiedzmy jasno, że to jest dług państwa wobec państwowego szpitala. Wynikający z niedoszacowania procedur (NFZ) albo złego zarządzania. Organem założycielskim, niejako właścicielem, jest minister zdrowia. Da się w jeden wieczór uchwalić potrzebne ustawy i nawet w nocy uzyskać podpis prezydenta. Więc nie ściemniajcie.

Strajk?
Strajk jest dla rządzących jak ból. Bez bólu nie mamy informacji o tym, że choroba jest w ostrej fazie. A jest. Szacunek za organizację protestu w CZD. Tam, gdzie może wystapić zagrożenie życia, szpital pracuje normalnie: intensywna terapia, blok operacyjny, patologia noworodka. Na pozostalych oddziałach obsada minimalna: dwie pielegniarki. Dadzą radę. Przecież są przywykłe do tego na nieobsadzonch dyżurach.
W mediach czasem o „odesłanym z powodu strajku pacjencie”. Np. TVN donosi, że z powodu braku możliwości wykonania tomografii. Do tego potrzebny jest a) sprawny tomograf b) technik rtg c) radiolog. Co to ma wspólnego z protestem pielęgniarek? Nic, ale ochlapać można, może się przyklei. CZD, kiedyś duma Polski, od lat obniża niestety loty. Wreszcie ktoś nie godzi się na takie warunki pracy. Pielęgniarki nie chcą mówić czekającemu cierpiącemu dziecku i słusznie zniecierpliwionemu rodzicowi „zaraz” ani „proszę poczekać”. Bo to codziennie bije w pacjentów, tych najmłodszych.

Autor: Kajetan Gawarecki