Podbicie Polski (a potem Europy) przez kacapskie hordy nie udało się w 1920 roku. Potem atak niemiecki 22 czerwca 1941 roku pokrzyżował plany „wyzwolenia” całego kontynentu i utworzenia Euroazjatyckiej Republiki Rad.

Po 8 maja 1945 roku lewicowcy musieli więc działać o wiele subtelniej. Bo chociaż sowieckie tanki stały nad Łabą to jednak cała masa ludzi znalazła oparcie w Kościele. Dzięki zaś Opatrzności Watykan pozostał poza obszarem kontrolowanym przez Stalina.

Walka o rząd dusz z punktu widzenia lewicy była zatem o wiele trudniejsza. Utrudnianie życia wierzącym, blokowanie ścieżki awansu (jeszcze w latach 1960-tych dość częste bywały przypadki, że dzieci osób deklarujących na zewnątrz swoje poparcie dla słusznej linii kompartii przystępowały do I Komunii w odległych parafiach), wydrwiwanie pod płaszczykiem rzekomego racjonalizmu i naukowości z całą pewnością wywierało wpływ. Ale nie na wszystkich i w nie dającym się przewidzieć czasie. A towarzysz Stalin pragnął czynu, a nie pustosłowia czy deklaracji.

Ówczesny premier Józef Cyrankiewicz powiedział w styczniu 1949 roku: „wszelkie próby wykorzystania ambony czy szat kapłańskich dla podniecania namiętności przeciw państwu ludowemu lub popierania podziemia będą przecinane z cała stanowczością i surowością prawa. Rząd będzie natomiast otaczał opieką tych kapłanów, którzy dali i dają dowody swego patriotyzmu”.

Powyższe wystąpienie było sygnałem, że „władza ludowa” lada moment przystąpi do realizacji planu wykorzystania Kościoła dla swoich celów.

W październiku odbył się zjazd założycielski, a w styczniu 1950 r. przy ZBOWiD utworzona została Komisja Księży mająca na celu koordynację tzw. ruchu księży-patriotów.

Skupiający ok. 10% kapłanów ruch wydawał nawet własny periodyk, czynnie popierał akcje władz partyjnych wymierzone w Kościół itp. Temat dość dobrze opracowany w wikipedii zatem nie będę go dalej rozwijał. Wspomne tylko, że księża-patrioci przetrwali do lat 1970-tych, nie mając jednak nigdy takiego znaczenia, jak przed Gomułką.

Na fali tzw. popaździernikowej odwilży (1956-57) zaczęły powstawać Kluby Inteligencji Katolickiej, skupiające katolików świeckich.

„W maju 1957 r. MSW poinformowało kierownictwo PZPR, że na terenie kraju samorzutnie powstało ok. 100 klubów katolickich. Rozwój sieci klubów niewątpliwie zaniepokoił władze i skłonił do podjęcia decyzji o wyrażeniu zgody na działalność jedynie sześciu bądź siedmiu klubów w większych miastach. Ostatecznie jednak zalegalizowano tylko pięć stowarzyszeń.

Warszawski KIK zarejestrowano 16 października 1957 r., a poznański dzień później. Natomiast trzem pozostałym klubom wydano zgodę na działalność w roku następnym: w Toruniu – 10 lutego 1958 r., w Krakowie – 1 kwietnia 1958 r., we Wrocławiu – 18 czerwca 1958 r.

Odmówiono zgody na działalność KIK m.in. w Białymstoku, Katowicach, Lublinie, Łodzi, Opolu, Szczecinie, Tarnowie i wielu innych miastach. Obawy komunistów przed masowym charakterem klubów były w pełni uzasadnione, gdyż większa ilość organizacji katolickich mogłaby doprowadzić do powstania zalążków opozycyjnej partii chadeckiej. Wskazywało na to również doświadczenie religijne i społeczne założycieli klubów. Rekrutowali się oni bowiem z prężnych środowisk katolickich: przedwojennego kwartalnika „Verbum”, wileńskiego dwutygodnika „Pax”, „Tygodnika Powszechnego” i miesięcznika „Znak”, Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, Sodalicji Mariańskich Akademików i Akademiczek, Juventus Christiana oraz Caritas Academica.

(…)

Trzecia kategoria postaw to zachowania członków klubu, którzy świadomie podjęli – często wieloletnią – współpracę z organami bezpieczeństwa. TW rozmieszczeni byli we wszystkich pięciu KIK. Oczywiście odmienności związane ze specyfiką środowiska decydowały o indywidualnym doborze kandydatów i stawianych przed nimi zadaniach.”

(Michał Białkowski, Laikat katolicki wobec bezpieki na przykładzie Klubu Inteligencji Katolickiej w Toruniu (1957-1989/90), str. 94 -101)

Najnowsza historia III RP wskazuje, jak duży wpływ na jej kształtowanie i funkcjonowanie miało środowisko ludzi związanych z KIK-iem.

Na listach działaczy KIK znajdujemy pierwszego półwolnego premiera RP Tadeusza Mazowieckiego, Jacka Ambroziaka – szefa Urzędu Rady Ministrów w tym samym rządzie, Stefana Niesiołowskiego, Różę Thun, Ewarysta Waligórskiego (minister transportu i gospodarki morskiej 1990-1992), Andrzeja Stelmachowskiego, Jana Łopuszańaskiego, Andrzeja Wielowieyskiego, Annę Knysok, by wymienić tylko tych, którzy znaleźli trwałe miejsce w mojej pamięci. Wielu ówczesnych wojewodów miała takie same korzenie, ale ze względu na szczupłość miejsca nie będę się tym zajmował.

Podziw dla wolt ideologicznych, jakie dokonał w swoim życiu, budzi natomiast postać innego KIK-owca Marcina Święcickiego, obecnie prominentnego członka PO, w przeszłości zaś sekretarza KC PZPR oraz zięcia Eugeniusza Szyra, żelaznego wicepremiera PRL u boku Józefa Cyrankiewicza a następnie Piotra Jaroszewicza. Przed wojną mordował ludzi jako komisarz polityczny w stalinowskiej Brygadzie Międzynarodowej w Hiszpanii etc.

Okazuje się, że Święcicki równolegle przez jakiś czas należał do KIK-u i do… ZSMP.

I tak dochodzimy do sedna, czyli najważniejszego w kraju Klubu.

Stołecznego

W jego składzie prócz wymienionych wcześniej Wielowieyskiego (ojciec żurnalistki z GazWyb Dominiki) czy też Święcickiego i Wujca znaleźć można Piotra Cywińskiego. Dokładnie tego – aktualnego dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. W latach 1996–2000 pełnił funkcję wiceprezesa, a w latach 2000–2010 prezesa Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie.

KIK w Warszawie wydaje Magazyn Kontakt.

Przedstawiają się w taki oto sposób:

„Kontakt” to papierowy magazyn i internetowy dwutygodnik katolewicy społecznej. Łączymy lewicową wrażliwość na problemy wielowymiarowego ubóstwa i wykluczenia społecznego – w skali zarówno lokalnej, jak i pozaeuropejskiej – z inspiracjami płynącymi z nauki społecznej Kościoła, tradycji chrześcijaństwa ubogiego i zaangażowanego społecznie oraz teologii wyzwolenia.

http://magazynkontakt.pl/o-nas

teologii wyzwolenia

W pochodzącym z marca 2013 roku wywiadzie prof. Rocco Buttiglione określił ją w taki oto sposób:

Teologia wyzwolenia mówi, po pierwsze, że nie można głosić orędzia chrześcijańskiego w sposób abstrakcyjny, ale należy odnosić go do sytuacji egzystencjalnej ubogiego człowieka latynoamerykańskiego, z jego cierpieniem i nadzieją na wyzwolenie. Dalej – teologia musi głosić zbawienie wieczne, ale orędzie Chrystusa jest również wezwaniem do solidarności przeżywanej tu, na ziemi, oraz do przemieniania świata, by uczynić go bardziej ludzkim. Trzeci punkt natomiast mówi, że instrumentem do wyzwolenia mieszkańca Ameryki Łacińskiej jest marksizm, gdyż pozwala nam zrozumieć świat z perspektywy człowieka ubogiego. Powiedziałbym, że teologia wyzwolenia zasadza się na tych trzech filarach.

https://www.deon.pl/czytelnia/czasopisma/niedziela/art,267,jan-pawel-ii-franciszek-a-teologia-wyzwolenia.html

I tu mamy problem.

Czy właśnie tak ją pojmują autorzy Kontaktu?

Odpowiedź na powyższe podają ciut niżej. Otóż jednym ze „świętych” dwutygodnika jest zmarły w 1999 r. biskup Rio de Janeiro Hélder Pessôa Câmara.

Jego zdaniem, konsekwentnie głoszonym przez dekady, w obecnym świecie Karol Marks osiągnął pozycję taką samą, jak Arystoteles w Średniowieczu. Należy zatem połączyć chrześcijaństwo z marksizmem. Podobnie jak Arystoteles został włączony do chrześcijaństwa przez św. Tomasza.

Câmara nie uznawał części nauki Kościoła, w szczególności dotyczącej rozwodów, kapłaństwa kobiet oraz antykoncepcji.

Sądząc z treści zamieszczonych w Kontakcie artykułów tym tropem podążają nie znający realnego socjalizmu młodzi autorzy KIK-owskiego portalu.

Lata nowej polityki kulturalnej zrobiły swoje.

O ogromie spustoszenia ideologicznego w głowach lewicowych katolików świadczy choćby ten oto zapis:

Pomimo zmian w globalnej kulturze, geopolityce i gospodarce, Europa wciąż jest miejscem, w którym przez wieki ludzki duch tworzył wielkie dzieła tłumaczące świat i oddziałujące na niego z wielką siłą. Miejscem na pewno nieidealnym, niewolnym od zła, problemów, konfliktów i niesprawiedliwości, ale też obszarem opartym na fundamentach Aten, Bizancjum i Rzymu. Ojczyzną Akademii, Sokratesa, Platona i Arystotelesa, celem misyjnych podróży św. Pawła Apostoła i działalności świętych Cyryla i Metodego, Benedykta, Mieszka I oraz księżnej kijowskiej Olgi. Domem Spinozy, Jana od Krzyża, Lutra i Kalwina, Hegla i Marksa, Chopina.

http://magazynkontakt.pl/ue-inkluzywna-przestrzen-solidarnosci.html

Niepojęte, że autor powyższego niejaki Łukasz Kobeszko pomija dziedzictwo kulturowe Judejczyków czy też wielkich kontynuatorów Marksa – Lenina, Stalina i Hitlera.

Przecież Marks bez owoców nie wystarczy.

To tak, jakby zamiast Królewskiego Zamku oglądać jedynie wykop pod jego fundamenty.

c.d.n.

zdjęcia na prawach cytatu: facebook, arch.

2/5.07 2019