Wyrok dla Kamińskiego jest jak łopoczący sztandar patologii III RP i „wymiaru sprawiedliwości” tego tworu. Obserwowałem uważnie sędziego, który odczytał wyrok w sprawie Mariusza Kamińskiego. System wybrał do tej brudnej roboty jakiegoś usłużnego młokosa. Funkcjonariusz sądowy odczytując z kartki brednie i treści nie mające nic wspólnego z logiką oraz obowiązującym prawem, przez pół godziny nie podniósł wzroku, to znaczy, że debiutuje w robocie, jeszcze się wstydzi i krępuje. Dopiero po odczytaniu wyroku okazał się „szołmenem”, który za chwilę będzie tańczył z gwiazdami albo wylewał sobie wiadro z lodem na rozgrzaną sędziowską głowę.

Dziwne to początkowe zażenowanie, bo z całą pewnością nie debiutant opowiadający kabotyńskie anegdoty wydał wyrok i z całą pewnością ten wyrok się nie utrzyma z tak oczywistych powodów, że tylko w skrócie je przypomnę.

Po pierwsze zapadł wyrok skazujący w aferze gruntowej, w którym skazano Piotra Rybę.

Po drugie umorzono postępowanie prokuratorskie przeciw Mariuszowi Kamieńskiemu w związku z rzekomym nadużyciem władzy i nieprawidłowościami występującymi w czasie czynności operacyjnych.

Po trzecie zgody na kontrolowane prowokacje Kamiński otrzymał od prokuratorów i sądów. W konsekwencji wyrok Sadu Rejonowego Warszawa-Śródmieście powinien skutkować uniewinnieniem Piotra Ryby oraz podstawieniem przed sądem prokuratorów i sędziów, którzy udzielili CBA zgody na przeprowadzenie akcji popularnie zwanej „aferą gruntową”.

Każdy, kto chociaż się otarł o polskie sądy wie doskonale, że nie istnieje żadne prawo i nie istnieją instancje, istnieją tylko i wyłącznie sędziowie. Dowolnie idiotyczny, bezczelnie bezprawny, bezgranicznie polityczny wyrok może zapaść w każdym sądzie, wystarczy dobrać odpowiedni skład sędziowski. To co się stało dziś jest pokazem siły, dyscyplinowaniem niepokornych i dlatego wybrano „szołmena” w todze na dorobku, żeby nie narażać na śmieszność poważniejszych i bardziej zasłużonych.

Reżyser tego tandetnego spektaklu nawet nie starał się ukrywać, co jest jego intencją. Mamy wybory i chodzi o 154 odgrzanie zagrożeń związanych z IVRP, z tej przyczyny mecenasi IIIRP postanowili wystrzelić z grubej rury. Prokurator domagał się dla Mariusza Kamińskiego 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, plus 4 lata zakazu uczestnictwa w życiu publicznym.

„Szołmen” w todze orzekł trzy lata bez zawiasów i 10 lat zakazu sprawowania funkcji publicznych. Kiedy ostatni raz polityk dostał taki wyrok, w dodatku nie za korupcję, złodziejstwo, gwałt, czy jazdę po pijaku, ale za niewłaściwe wykonywanie swoich obowiązków?

Pomijając wszelkie inne aspekty, ten jeden pokazuje, że chodziło o zadymę polityczną. Wyrok w zawieszeniu nie zrobiłby odpowiedniego wrażenia, a tak „media” będą miały o czym mówić co najmniej przez parę tygodni w kluczowym momencie kampanii wyborczej. Kwestią czasu pozostaje, gdy do sprawy zostanie wciągnięty Kaczyński, potem Duda.

Za pół roku Sąd II instancji na 1000% zmieni wyrok i najprawdopodobniej uniewinni Kamińskiego albo zwróci sprawę ponownie do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście.

I teoretycznie wszystko wróci na swoje miejsce, gdyby nie jeden „detal”. Przyzwyczailiśmy się do takich występów, przyzwyczailiśmy, że dyspozycyjnym wykonawcom reżyserowanych wyroków nie dzieje się żadna krzywda.Tymczasem to nie jest śmieszne, tacy sędziowie najzwyczajniej w świecie popełniają nadużycie, co więcej związane z wykonywanymi obowiązkami, czyli z prowadzeniem postępowania i wydawaniem orzeczeń.

Jednego jedynego raz złapano, dzięki prowokacji człowieka, który nota bene ma teraz problemy z prawem. Mam na myśli sędziego z Gdańska, cała reszta żyje sobie bezkarnie nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Odkąd Polska poznała Wojciecha Łączewskiego, sędzia Milewski może o sobie mówić: uczciwy i nie zawisły. Sędzia Wojciech Łączewski powinien odpowiadać przed prokuratorem, sądem, a już na pewno przez rzecznikiem dyscyplinarnym, bo albo popełnił przestępstwo wydając z pełną premedytacją, w oderwaniu od przepisów prawa, zamówiony wyrok albo jest kompletnym ignorantem. Zupełnie odrębną odpowiedzialnością jest ocena obywateli i stąd się bierze idiotyczne zawołanie „wyroków sądu się nie komentuje”, które knebluje usta.

Gdy mechanik samochodowy spartaczy wymianę rozrządu i korbowody wyjdą bokiem, nie ma życia w swoim rewirze. Gdy lekarz popełni błąd i zaszyje gazę przy woreczku żółciowym zostanie konowałem do końca swoich dni. Nauczycielka wydrze się na ucznia i ma kuratora na głowie, nawet policjanci coraz częściej trafiają do Kontakt24 i są piętnowani publicznie. Jedynymi poza jakąkolwiek kontrolą prawną i niestety społeczną są tacy dyspozycyjni partacze w togach, jakich widzimy nie od dziś. Dziesiątki lat czekaliśmy w Polsce na orzeczenia sądów, które uznały błąd lekarski, czas najwyższy aby zapadł wyrok w sprawie sędziego, pierwszym może być Wojciech Łączewski.

Matka Kurka

Źródło: portal kontrowersje.net; fot. tvn24