Mam wrażenie, że Donald Tusk, albo „słyszy głosy”, albo robi podprogowy przekaz że miał „zwiastowanie”, że odezwała się do niego Matka Boska i go ostrzegła przed „zbrodniczymi pisowcami”. Bo jak inaczej wytłumaczyć to o czym mówi?

Tusk jak sam powiedział „wszyscy wiecie że mi kłamstwo nie przeszłoby przez gardło”, więc przecież nie mógł kłamać, prawda? :)
Powiedział że stał, w tłumie zwolenników Trzaskowskiego, a tłum był taki że „nie mógł się obejrzeć”
Bo oczywiście prawdą jest że Tusk na wiecach, chodzi wśród sam wśród tłumów, bez ochrony, a tłumy są takie że „nie mógł się obejrzeć”. Ot tak Tusk chodził sobie jak „zwykły człowiek”. Nie wiem jak wy, ale ja mu wierzę. :)
I tam właśnie „usłyszał głos”, nie mógł zobaczyć czyj, ale głos był wyraźny, co więcej „głos był kobiety” która łapała go za rękę, głowy nie mógł odkręcić, ale ona go za rękę dała radę złapać.
Mnie jeszcze zastanawia, jak musiało być ciasno, żeby Tusk do osoby która mówi tyle i takich tyle znaczących słów, o tym że mogą go zabić, nie dał rady NAWET OBRÓCIĆ GŁOWY! To jest niebywałe. To jest dopiero tłum! Nawet głowy nie da się odwrócić. Po wygłoszeniu tego oświadczenia, właścicielka głosu zniknęła!!
Tak! I to jest właśnie ten dowód. Jeśli było tak ciasno, że „nie dał rady się obejrzeć” to musiał to być CUD, że nagle ta osoba odeszła tak szybko że nie zdążył zauważyć kto to, przez TAKI TŁUM!
Podobnie „mówił mu funkcjonariusz z delegatury ABW z Gdańska, że nie dał Nawrockiemu, certyfikatu bezpieczeństwa, a później funkcjonariusz został za to wyrzucony z pracy”. Tylko że to nie ABW z Gdańska, takie certyfikaty wydaje. Więc może rzeczywiście słyszy głosy, i rozmawia z ludźmi których nie ma później chodzi i opowiada o tym w TV, a jeśli nie, zostaje głos z nieba.

No chyba że Tusk to wszystko WYMYŚLIŁ! Że to kolejne wymyślone kłamstwo Tuska, wymyślone od początku do końca, po to żeby przedstawić PiS jako partię bandytów i zbrodniarzy, tak jak by Cyba, był z PiSu.