Trwa nieustający nacisk UE na to, by Polska zgodziła się na przyjęcie jak najwięcej muzułmańskich imigrantów. Widzę jak premier Ewa Kopacz pod jej wpływem coraz bardziej się ugina mówiąc:
(…) „postawiłam twarde warunki”, (…) „Zaplanowaliśmy na miarę naszych możliwości przyjęcie 2 tys. imigrantów”, (…) „przyjmiemy tylko tyle uchodźców na ile nas stać, ani mniej ani więcej”.

Gdy słucham bredni E. Kopacz o postawieniu przez nią „twardych warunków” tj. 

• oddzielenie imigrantów ekonomicznych od uchodźców,
• określenie lista krajów bezpiecznych, do których „będziemy twardo i konsekwentnie odsyłać” imigrantów ekonomicznych,
• wzmocnienie zewnętrznych granic UE,
• pełną kontrolę nad procesem weryfikacji przybyłych pod kątem bezpieczeństwa tak, by być pewnym, że nie żywią wobec krajów, do których przyjdą, złych intencji.

to ogarnia mnie pusty śmiech. Jak praktycznie będzie wyglądała realizacja tych „twardych warunków”. Czy kraje bezpieczne zostaną określone dopiero wtedy, gdy ich będziemy mieli u siebie? A jak te kraje bezpieczne nie będą chciały ich przyjąć to, co w tedy? Kiedy nastąpi całkowite uszczelnienie granic i co według niej będzie świadczyło o tym, że są? Kto konkretnie będzie przeprowadzał weryfikacje?, Czy liczy, że weryfikację przeprowadzą służby, które pozwoliły na nagranie nie tylko najważniejszych osób w państwie, ale i samego ministra spraw wewnętrznych?. Chciałabym by premier E. Kopacz na te pytania odpowiedziała nam Polakom przed wyborami. Nie widzę by poza działaniami pozornymi takimi jak polecenie kontroli naszych granic, cokolwiek więcej zrobiła.

E. Kopacz: „(…) To jasne, że polski rząd musi przede wszystkim dbać o polskich obywateli i ja tę odpowiedzialność biorę”. Chciałabym się zapytać, na czym polega według pani premier dbanie o polskich obywateli, skoro rząd, na którego czele stoi, nie bierze pod uwagę ich obaw?. Podjęcie decyzji pod wpływem zachodnich presji o wpuszczenie do naszego kraju dziesiątków tysięcy obcych nam kulturowo ludzi wiąże się nie z odpowiedzialnością, ale jej brakiem.

Wychodzi na to, że duża część obywateli bardziej od rządzących rozumie, na czym polegają różnice kulturowe i co z nich wynika. Polacy nie powinni dopuścić do tego, że skalę problemów związanych z ich przyjęciem rządzący zaczną poznawać, gdy muzułmanie będą już w Polsce. To nie jest tak, że mamy miłować bardziej bliźniego jak siebie samego. Również rządzący powinni zdawać sobie sprawę, że gościnność ma granice, a gościnność bez granic jest najazdem.

Mimo, że problem imigrantów dotyczy wszystkich Polaków nie ma na ich temat prawdziwych debat i dyskusji w mediach. Wszyscy uczestnicy zapraszani do telewizji głównego nurtu generalnie są za otwarciem naszych granic. A gdzie miejsce dla przeciwników? Czy oni nie istnieją, mimo, że odbyły się marsze przeciwko? O plusach ich przyjęcia mówi się mało, natomiast o zagrożeniach wcale.

E. Kopacz: „(…) „Zaplanowaliśmy na miarę naszych możliwości przyjęcie 2 tys. imigrantów”.
Jak stwierdziła miarą naszych możliwości jest przyjęcie 2 tys. imigrantów. Nagle okazało się, że nasze możliwości niczym „cud pięciu chlebów i dwóch ryb” zostały w ciągu kilku tygodni cudownie pomnożone. Teraz możemy przyjęć kilkadziesiąt tysięcy osób.
E. Kopacz: (…) „przyjmiemy tylko tyle uchodźców na ile nas stać, ani mniej ani więcej”.
R. Trzaskowski: „Nie ma obawy o islamizację kraju. Przyjmiemy ich niedużą liczbę”.

Każdy trzeźwo myślący wie, że będą kolejne fale przybyszów, którzy nie szukają bezpieczeństwa, tylko lepszego życia. Skoro poprzednikom się udało, to i oni spróbują szansy. Co wówczas? Odnoszę wrażenie, że E. Kopacz dawno już zgodziła się na przyjęcie tysięcy imigrantów, a tylko ze względu na strach przed klęską PO podczas październikowych wyborów powstrzymuje ją by tego nie ujawniać.
Odnośnie islamizacji kraju, to jak czytałam, nawet nieduża grupa imigrantów będąca w ośrodkach dla uchodźców próbowała wprowadzić w nich prawo szariatu.

R. Petru: „my nie możemy powiedzieć, że nie przyjmiemy imigrantów”. A dlaczego nie możemy? Rumunia od razu postawiła sprawę jasno i zapowiedziała, że ich nie przyjmie. Czy premier E. Kopacz nie mogła od razu postąpić tak samo? Boi się, że będą o niej źle mówić i będzie miała złą opinię, że nie zaproszą jej na europejskie salony, nie pochwalą i nie poklepią po plecach?. Premier Orban nie zabiega o pozorny splendor na salonach i poklepywanie po plecach. Jako mąż stanu wie, że jego głównym zadaniem jest obrona interesów własnego kraju, dlatego naród węgierski to docenia i stoi za nim murem, mimo, że cała Europa „szyje mu buty”. Dla mnie również najważniejsze jest obrona interesów przede wszystkim Polaków. Dlatego żałuję, że na czele naszego rządu nie stoi człowiek pokroju Orbana.