No i sprawa się rypła. Zdaniem „Newsweeka” jestem też „be”, bo jako „były esbek” nie jestem po „właściwej stronie”, to znaczy takiej, którą uznaje „Newsweek” i jednocześnie sugeruje coś na mój temat oraz uważa za naganną uczciwą pracę i czasem dość trudną. Cóż? Każdy sądzi według siebie. Niech jednak „Newsweek” się nie przejmuje i nie sugeruje, bo ja za to zapłacę i to nie „Newsweek” mi karę wymierzy.

Gdybym mógł powiedzieć więcej! Niestety obiecałem i jestem zobowiązany do tajemnicy. Cóż? Zdaje się, że ujawnianie prawdy o Polsce za PO jest niebezpieczne przede wszystkim dla ujawniających. Tak, jak rzeczywista praca dla Polski. Problemem jest także to, że ktoś ma odwagę i robi porządek, a nie maluje ruiny. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by go zneutralizować, a wraz z nim wszystkich wokoło.

Aha! Rzetelność dziennikarska wymagałaby, gdyby zwrócić się do obiektu zainteresowania z prośbą o zajęcie stanowiska, a nie potraktować jak przedmiot niegodny uwagi. Nastąpiłem wyraźnie wielkim na odcisk. Pocieszam się, że lepiej potrafię pisać, stwierdzam zarozumiale, niż jakiś dziennikarz. Nie mam tylko „przebicia”.

Proszę też zwrócić uwagę na prosty zabieg: ja jestem „były esbek”, a w piśmiennictwie Newsweeka znane postacie z „koleżeństwa”, które właściwą, zdaniem pisma, stronę wybrały są nazywani „ekspertami” lub „oficerami wywiadu”, albo „służb specjalnych”. Tak się właśnie tworzy propagandę. szczególnie teraz, w tym konkretnym okresie.

Manipulacji Newsweek’a TUTAJ.