Link „pożyczyłem” ze strony „Trybuna Ludowego”, który błysnął dowcipasem i uznał, że dołożył swojemu adwersarzowi. Niestety, jak ma to w swoim zwyczaju, pomyśleć zapomniał, albo – wpisując się w ulubioną przez niektórych poetykę teorii spiskowych – miał zupełnie inny cel, który zgodny jest z efektem, jaki osiągnął, czyli o krypto reklamę „ostatniej audycji telewizyjnej redaktora Lisa”, bo o to tu chodzi. Ilość polubień u ‚Trybuna”, wyświetleń „newsa”, propagowanego w dodatku przez „sławnych, cieszących się zaufaniem”, świadczy, iż dzisiejszy „Tomasz Lis na żywo” będzie miał ogromną oglądalność, gdyż cała masa ludzi będzie to oglądać, bezmyślnie niczym stado baranów i doszukiwać się sensacji w każdym słowie Pana Redaktora i jego PT Gości. Będą patrzeć, cmokać, oburzać się, zachwycać, wzdychać z emocji przy pointach oraz ostrzeżeniach, które sypać się będą niczym ostatnio śnieg w Waszyngtonie i nikt z nich nie zauważy nawet, jak w ich głowach pojawia się podprogowy przekaz, o który Panu Redaktorowi chodziło. Już zresztą to osiągnął, między innymi dzięki swoistej autoryzacji – mam nadzieję, że nieświadomej i wynikającej z trudności w systematyzowaniu oraz kojarzeniu impulsów elektrycznych w mózgu – „Trybuna Ludu”, miłośnika służb specjalnych demolujących drzwi, miast pukać, jak radził Balcerek z „Alternatyw 4”.
Oglądajcie Państwo. Jestem przeciwny jakimkolwiek zakazom lub nakazom. Oglądajcie.Nabijajcie słupki oglądalności, ale myślcie przy tym, mimo, że „Trybun” nie wskazał Wam na konieczność tej czynności. Tylko jeden cytat z artykułu: „Do pożegnalnego odcinka swojego programu Tomasz Lis przygotowywał się dość długo. Wśród zaproszonych gości mają pojawić się dwaj byli prezydenci i dwaj byli premierzy, których łączy jedno – wszyscy zgodnie krytykują PiS.”.

Ciekawe! Jak długo Pan Redaktor, który zawsze podkreślał swój obiektywizm i misje niesienia prawdziwych informacji obywatelom, przygotowywał się do swojego „ostatniego strzału”? Tydzień, dwa? Może miesiąc, albo pół roku?

Jako były esbek na pewno nie mam racji, lecz wydaje mi się, że tak długie „przygotowywanie się” przeczy wizerunkowi, który PT Dziennikarz wykreował dla siebie z mała pomocą swoich właścicieli, pardon – właścicieli stacji oraz tygodnika. Dla mnie, takie długie przygotowanie świadczy, iż pan Lis wszystko, co robił robił z premedytacją, realizując wyłącznie własną wizję polityczną, zgodną z wymogami wówczas rządzących, co ewidentnie jest sprzeczne z misją telewizji publicznej i dziennikarskim obiektywizmem. Nie dość, że realizował, to jeszcze dokładnie wiedział, czym to się skończy, a to już może świadczyć o trochę głębszej i nie jednoosobowej grze. W tym aspekcie, mamy tu wspaniały mickiewiczowski proces. „Tu umarł Gustaw, tu narodził się Konrad”.

Myślę, zdarza mi się to czasem, że dzisiejszy program nie jest końcem, lecz kontynuacja gry oraz początkiem budowy nowych dekoracji. Trzeba przecież „być lwem i lisem równocześnie”. Obawiam się też, iż takich lisów jest i będzie coraz więcej.