W normalnej gospodarce, w prawdziwej gospodarce, w zdrowej gospodarce, w której produkujemy, kupujemy, sprzedajemy, magazynujemy, świadczymy usługi, przewozimy etc., za każdą złotówką stoi produkt, stoi praca, stoi czas. Na każdą złotówkę jest pokrycie a sam pieniądz jest jedynie instrumentem pośrednim wymiany.

W normalnej, zdrowej gospodarce przedsiębiorca, który ma sprzedać np. 100 telefonów po 1000 zł sztuka i zarobić na tym 100 000 zł, zastanowi się czy nie lepiej byłoby sprzedać 150 telefonów po 800 zł i zarobić 120 000 zł. Przedsiębiorca zarobi 120 tys. a nie 100, więcej klientów będzie zadowolonych, bo właścicielami urządzeń stanie się teraz 150 osób a nie 100 itd. Ktoś powie, hola hola, ale żeby wyprodukować 150 telefonów, potrzeba więcej materiałów. Zgadza się, ale jak wezmę od dostawców więcej materiałów, to pewnie sprzedadzą mi taniej.

No dobra, ale żeby wyprodukować więcej telefonów, to trzeba więcej pracowników etc. itd. itp. I bardzo dobrze, bo więcej ludzi znajdzie zatrudnienie. Mało tego, nawet nie trzeba im będzie płacić wysokich wynagrodzeń, bo w normalnym systemie, w którym rośnie gospodarka a nie pieniądz, ceny wcale nie muszą być wysokie, a wówczas pomimo nominalnie niższej pensji, możemy sobie za nią więcej kupić. Wydawałoby się, że to proste.

Niestety gospodarkę zarówno Polską jak i w wielu przypadkach również światową toczy rak. Wstrętny, czerwony rak socjalizmu, który zaczyna trącić komunizmem. I nie ważne czy to Kaczyński, Schetyna, Czarzasty, Biedroń, Klinowski, Szumlewicz czy jakikolwiek inny z tego gatunku czarodziej. Bez różnicy. Dmuchanie pustego pieniądza, a nie rozkręcanie gospodarki skończy się scenariuszem, w którym dziecko spyta mamę: „Mamo, co na obiad ?”, a mama odpowie: „Pieniądze dziecko, ewentualnie siwucha i groszek”. Brzmi znajomo?

Autor: Artur Świątek