Wszystko jest u nas ideologizowane. Nie można zrobić, napisać nic, by nie szukano w tym ideologii. To nas gubi i zgubi w końcu. Ideologizacja powoduje, że wszyscy wokół, ze wszystkich stron widzą spiski, prowokatorów, agenturę i złodziei. Niestety, jeśli taki sposób oglądu rzeczywistości dotyka instytucje państwowe, a szczególnie służby specjalne i policyjno fiskalne, wówczas mamy cyrk zamiast bezpieczeństwa. Pisałem i mówiłem wielokrotnie: jeśli w kontrwywiadzie widzi się w każdym szpiega, to prawdziwego agenta obcego wywiadu nigdy się nie znajdzie. Kto jednak słucha esbeka?

Powyższe poglądy są obecne w służbach od dawna. Nic dziwnego, skoro jedynym podręcznikiem zawodowym są dla zideologizowanych funkcjonariuszy, książki Ludluma czy Forsytha, albo seriale telewizyjne. „Sześć dni kondora” Hollywood zamienił w „Trzy dni kondora”, a my – w „Pół dnia ratlerka”. Prawdziwy ratlerek jest jednak bardzo mądrym pieskiem. Ciężko jest żyć i lubić ludzi w świecie samych zdrajców i prowokatorów. Chyba, że się ludzi nie lubi, ale bez tego rządzenie jest możliwe tylko za pomocą pałek.

Nie jest to post skierowany przeciwko komukolwiek, lecz wszystkim stronom sceny politycznej, które często różnią się jedynie frazeologią. Jest to także post ilustrujący dlaczego w Polsce możliwe są kampanie negatywne, za którymi stoi perspektywa zwiększenia konkretnych zysków. Oczywiście, że kwestia napoju „Tiger” jest tylko marketingową ściemą, zwiększająca sprzedaż. Wszyscy dali się nabrać włącznie z oburzonymi. Żaden sklep nie wycofał napoju ze sprzedaży, a zamówienia pewnie wzrosły. Pół miliona na reklamę, to bardzo mało w tym świecie, a zysk okazał się pewnie większy.

Zrobili nas w konia, Proszę Państwa, lecz to nasza wina, bo sami na to pozwalamy.

Dodam jeszcze, po pierwszych komentarzach, że nie jest to post o chemicznym świństwie, ale o podstawowej przyczynie naszej nieporadności, czyli szukaniu przyczyn porażek wyłącznie w zewnętrznych spiskach i pomijanie naszych błędów. Drugą przyczyną jest powiedzenie: „Jeśli jeden Żyd wchodzi na szczyt, stu innych go pcha. Jeśli jeden Polak wchodzi na szczyt – stu innych go ściąga”.