Obłęd polskojęzycznych mediów narasta. Znany już z wcześniejszego ataku na Polskę żurnalista niemiecko-szwajcarskiego „newsweek’a” niejaki Waldemar Kumór tym razem wstydzi się za prof. Glińskiego.

Przypomnijmy jego wcześniejszą wpadkę.

2 sierpnia 2017 roku wspomniany wyżej żurnalista Kumór stanął w obronie niemieckich zbrodniarzy.

Pisał:

Oto poseł PiS Arkadiusz Mularczyk poinformował, że złożył w Biurze Analiz Sejmowych wniosek o przygotowanie ekspertyzy: czy obecnie Polska ma prawne możliwości dochodzenia roszczeń od Niemiec za straty materialne i osobowe, które zostały wyrządzone podczas II wojny światowej.

Zdaniem Mularczyka ubieganie się o reparacje wojenne to „moralny obowiązek”, który spoczywa na politykach. Ekspertyza ma być gotowa w połowie sierpnia.

O reparacjach wojennych mówił także szef MON Antoni Macierewicz: – Nie jest prawdą, iż Polska zrzekła się odszkodowań wojennych od Niemiec. To sowiecka kolonia, zwana PRL, zrzekła się tej części reparacji, które związane były z obszarem państwa też marionetkowego, sowieckiego NRD – powiedział. I ocenił kategorycznie: – Niemcy bezdyskusyjnie winne są Polsce reparacje wojenne.

Prawo międzynarodowe i historia są materiami tyleż skomplikowanymi, co żmudnymi i bardzo trudnymi.

Argument pierwszy z brzegu: dlaczego PiS nie zażąda reparacji wojennych od Putina i Rosji? Albo nie poprosi prezydenta Trumpa i USA o nowy plan Marshalla tylko dla Polski? Bo przecież Polska – w przeciwieństwie do Zachodniej Europy – po wojnie nie korzystała z pieniędzy USA? A odszkodowania od Szwecji? Oczywiście za wieloletni potop szwedzki, w czasie którego Polska była grabiona na wielką skalę?

Szczęśliwie wszystkie rządy po 1989 roku bardzo pracowały nad tym, byśmy – wreszcie – nie musieli myśleć o wojnie i wstąpili do NATO i Unii Europejskiej. Byśmy rozsądnie skorzystali z gigantycznych pieniędzy z UE – szczególnie niemieckich – i rozwijali Polskę.

Wszystkie rządy z wyjątkiem rządu PiS.

Te skrajnie antyniemieckie wypowiedzi budzą zażenowanie i niezrozumienie. Ile jeszcze razy współcześni Niemcy muszą udawadniać, że nie są wielbłądami?

https://www.newsweek.pl/opinie/pis-straszy-polakow-niemcami-korzenie-propagandy/s8de4vq

Tego samego dnia prof. Genowefa Grabowska wykazała na Twitterze, jak bardzo Kumór się myli.

.

Polska nie zrzekła się roszczeń. Jedynie fakt piastowania najwyższych urzędów przez pupilków Merkel był powodem milczenia.

Jednak dla Kumóra prawda wygląda inaczej. PiS szczuje Polaków na biednych Niemców chcąc odwrócić uwagę społeczeństwa od kornika zagrożonego wycinaniem zaatakowanych przez niego drzew w Puszczy Białowieskiej.

 PiS chce byśmy do końca świata i o jeden dzień dłużej żyli nienawiścią do Niemców za okrutną wojnę.

(op. cit.)

Zapomniał też, a raczej świadomie przemilczał, jak bardzo opłacalna jest ta „pomoc” dla Polski.

Austriacki polityk Johannes Hahn, w czasie kiedy był unijnym komisarzem d/s polityki regionalnej (2012), w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przyznał, że z każdego 1 euro wydanego w Polsce przez Niemcy w ramach unijnej polityki strukturalnej, za Odrę finalnie powraca aż 0,89 euro! Wszystko dzięki zamówieniom na towary, usługi lub know-how, które do naszego kraju mogą dostarczyć jedynie niemieckie firmy.

Jeszcze lepiej ta statystyka wygląda jeśli uwzględnimy wszystkie kraje wchodzące w skład Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Czechy, Słowacja i Węgry). Z każdego 1 euro wydanego w tych krajach przez Niemcy w ramach unijnej polityki strukturalnej do naszego zachodniego sąsiada powraca aż… 1,25 euro! To oznacza, że dzięki aktualnej polityce Unii Europejskiej Niemcy znacznie więcej otrzymują (w ramach kontraktów i zamówień realizowanych w takich państwach jak Polska), aniżeli wpłacają.

http://blogpublika.com/2017/01/02/z-kazdego-wydanego-w-polsce-unijnego-euro-do-niemiec-wraca-az-89-centow-w-postaci-zamowien-dla-niemieckich-firm/

Gdyby Kumór żył w XIX wieku np. w Belgii pewnie tak samo pisałby o wielkich korzyściach, jakie dzięki Belgom, a szczególnie osobie Leopolda II, doznała ludność Konga belgijskiego.

Na szczęście „Newsweek” pod Lisem należy do tygodników zanikających, a nie opiniotwórczych.

Oczywiście w kraju, bo zagranica, szczególnie ta pomarcowa (90% mediów, niestety), Kumóra traktuje jako poważnego dziennikarza, którego opinie należy udostępnić jak największej liczbie eurolemingów.

Nie zawiódł oczekiwań również dzisiaj.

20 listopada 2018 roku żurnalista tym razem wstydzi się już tylko za ministra Glińskiego. Profesora Glińskiego, i jest to tytuł naukowy, a nie zwyczajowe określenie zwykłego wykładowcy na podrzędnej uczelni, jak w przypadku licencjusza Rostowskiego czy mgr Stępnia.

 „Bardzo mi przykro. Niewypowiedzianie przykro. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. To co powiedziałem było skrajnie nieodpowiedzialne. Rezygnuję. W tej sytuacji nie mogę reprezentować Polski, nie mogę być wicepremierem polskiego rządu i ministrem kultury. Wstydzę się”. Liczyłem, że właśnie takie słowa usłyszę od ministra Glińskiego.

Liczyłem, że usłyszę to od profesora Piotra Glińskiego po tym, co powiedział w tygodniku „Wprost”. Dokładnie chodzi o cytat: „PiS jest traktowany jak Żydzi przez Goebbelsa”. Ale liczyłem na to tylko przez chwilę, bo – o zgrozo – to nie jest chlapnięcie w chaotycznej telewizyjnej czy radiowej wymianie zdań.

(…)

Min. Gliński mówi, a szef „Wprost”, który rozmowę przeprowadził nie oburza się, nie protestuje, tylko bliżej podstawia dyktafon. Cytując dalej Glińskiego: „Język, którym mówi się o PiS, ma wykluczać, unicestwiać, ma nas odczłowieczać, delegitymizować, mamy być traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ma wzbudzić do nas obrzydzenie. W opozycji byliśmy wykluczani, traktowani jak trędowaci (…). Jesteśmy porównywani do faszystów, dyktatury, ja jestem określany jako cenzor, który przeprowadza stalinowskie czystki w teatrach itd. Ja się nie żalę, chcę zwrócić uwagę, że komuś zależy , aby tak wyglądało polskie życie publiczne. I nawet jeżeli dzięki tej taktyce nienawiści pan Schetyna czy pan Tusk pokona tych pisorów, to co? Nagle zapanuje sielski spokój? Miliony ludzi, którzy głosują na Jarosława Kaczyńskiego, zapadną się pod ziemię? Nie.”

Uff. Ależ wstyd… Brak słów… Jak pan teraz spojrzy w oczy cudem ocalałym z Holokaustu albo ich rodzinom?  Panie profesorze-ministrze, przecież musi pan wiedzieć, że – jak napisał austriacki filozof Ludwig Wittgenstein – „granice mojego języka są granicami mojego świata”.

https://www.newsweek.pl/opinie/wstyd-za-ministra-glinskiego/0bv6sgm

Zastanawiam się, czy Kumór ma coś POprzestawiane w łepetynie?

Przecież profesor Gliński nie powiedział nic takiego, co nie byłoby prawdą.

Przecież od kilkunastu miesięcy oPOzycja wydala z siebie słowa, które mogłyby pochodzić prosto z Der Stürmer’a.

Ot, choćby taka Agnieszka Holland, guru intelektualne totalniaków.

Tak mówiła jeszcze w zeszłym roku o miesięcznicach smoleńskich:

 – Miesiączka to comiesięczne krwawienie płodnej kobiety. A mnie się wydaje, że te obchody urodziły groźne jajo węża. Powstało coś, co zatruwa nasz organizm społeczny i narodowy jakimś głębokim niezrozumieniem i nienawiścią. Pielęgnowanie tej sekciarskiej religii smoleńskiej jest bardziej trujące niż cokolwiek innego, jeśli chodzi o zdrowie społeczne i możliwość porozumienia.

O czym doniósł usłużnie SuperExpress.

Tutaj: https://www.se.pl/wiadomosci/polityka/agnieszka-holland-krytykuje-pis-miesiaczki-nie-miesiecznice-aa-yVvd-cnMt-YSw2.html

Podobnie mówił… Adolf Hitler:

„Nasza krew jest zatruwana i bękarcieje. A my tolerujemy istnienie sprawców naszego socjalnego niedomagania i podszczuwaczy narodu. Musimy być Niemcami świadomymi swojej rasy i antysemitami.”

Z kolei Maria Nurowska, wyjątkowo płodna pisarka w okresie PRL, kolejna intelektualna ikona totalniaków, daje upust swojej nienawiści w regularnie publikowanych na facebooku wpisach.

Wg starszej pani prezydent Andrzej Duda jest… chory psychicznie.

Trudno jednak zgodzić się z diagnozą peerelowskiej pisarki, bowiem sama okazuje objawy sporego świra.

Otóż… jawi jej się Robert Biedroń niczym święty Jan Paweł II!

.

Inny autorytet oPOzycji, wnuk małorolnego chłopa i syn stalinowskiego „czynownika” noszący tytuł profesorski (PRL wszak hołubił niziny społeczne) Wojciech Sadurski nie ukrywa swojej pogardy dla sporej części Narodu:

To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce, to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu. Wiem, że to wartościujące i aroganckie słowo, używam go niechętnie, ale, niestety, w sposób najbliższy prawdy opisuje rzeczywistość.

Z kolei wyjęty z odbytu politycznego aktor-gej (a raczej gej-aktor) Jacek Poniedziałek nie ukrywa poczucia elitarności oPOzycjonistów:

Biedny, otumaniony 500+, tanio kupiony pseudodumą rodem z paska Wiadomości. 40 proc. narodzie, rozpłyń się i przepadnij. Jesteś zakałą świata.

Elektorat PiS jest zatem zakałą świata, kierowaną na dodatek przez chorego psychicznie prezydenta.

Co więcej, zatruwają zdrowy organizm narodowy i społeczny tak, że w Polsce cuchnie.

Nie czosnkiem i cebulą, ale, jak raczyła zauważyć niejaka Holland, zwykłymi pierdami.

Z kolei najbardziej chyba przegrana na scenie politycznej osoba, Katarzyna Lubnauer widzi w wyborcach PiS upośledzonych ze względu na „ograniczenia cywilizacyjne”.

Czy to jest język, który można porównać z tym, jaki używał Goebbels w stosunku do Żydów?

Pytanie retoryczne.

Może tylko z tym zastrzeżeniem, że Der Stürmer był bardziej subtelny, niż Nurowska, Sadurski, Lubnauer czy Poniedziałek.

Tymczasem niejaki Kumór w cytowanym już tekście daje upust swojemu szaleństwu.

Otóż słowa prof. Glińskiego, opisujące po prostu nazistowską retorykę oPOzycyjnych mediów i polityków nazywa…. negowaniem Holocaustu.

A pan [prof. Gliński – HD] ten język dewastuje! Opowiada pan kłamstwa. I to w 80 rocznicę haniebnej Nocy Kryształowej, kiedy to faszyści i ludzie ogłupieni propagandą Goebbelsa podpalili, ograbili, upokorzyli, pobili tysiące swoich żydowskich sąsiadów w Niemczech.To Goebbels 9 listopada 1938 r. dał sygnał do pogromów: „To mordertswo [Herszel Grynszpan zastrzelił radcę ambasady niemieckiej w Paryżu po tym jak jego rodzinę deportowano z Niemiec – przyp. red.] nie jest czynem samego Żyda Grynszpana, lecz akcją, której życzyło sobie całe żydostwo. Trzeba, aby teraz coś się wydarzyło.”

Już pojawiły się głosy (m.in. Marka Beylina z Gazety Wyborczej), że min. Gliński powinien stanąć przed sądem, bo mówi o karanej w prawie negacji Holokaustu. Taki proces w XXI wieku, po strasznych doświadczeniach faszyzmu i bolszewizmu?

(op. cit.]

W zasadzie można by więc spokojnie nazwać Kumóra medialnym idiotą, ale…

Jego tekst pokazał, co naprawdę boli lewicę.

Tak naprawdę min. Gliński powiedział, że bez względu na to, czy socjaliści pokazują się w strojach czerwonych, czy bardziej brunatnych, stosują te same propagandowe metody.

A to budzi wrzask i tupanie, bo przecież Stalin stwierdził, że niemieccy socjaliści byli… prawicowi.

I ten dogmat „wujaszka Joe” obowiązuje nadal w narracji pomarcowych socjalistów.

To jednak nie zmienia faktów.

W dziedzinie propagandy gazeta wyborcza, tvn, Newsweek itp. używają porównań znanych już z Der Stürmer’a.

A wcześniej z sowieckiej Πравды.

Dlatego nie ma to nic wspólnego z Holokaustem, a szczególnie z jego negowaniem.

Lewica po prostu działa wg tego samego schematu od 1917 roku.

22.11 2018