Przez kilka dni trwała burza po wycieku do opinii publicznej skandalicznej instrukcji szefa niemieckiego koncernu Ringier Axel Springer Marka Dekana do zatrudnionych polskich dziennikarzy pracujących w koncernie. Zawiera ona wytyczne o tym, co mają  pisać o polskim rządzie i roli Polski w Unii Europejskiej oraz forsowaniu niemieckiej koncepcji „Europy dwóch prędkości”. Tym samym mają wpływać na politykę rządu B. Szydło i polską opinię publiczną oraz kształtować i ukierunkowywać jej światopogląd.

Z ujawnionej treści wynika, iż władze niemieckie rozumieją lepiej interesy polski niż jego własny rząd i lepiej go reprezentują, a zatrudnieni w koncernie polscy dziennikarze mają przede wszystkim pilnować interesów niemieckich.

Tylko część dziennikarzy oraz zwykłych obywateli jest oburzona wtrącaniem się mediów niemieckich w wewnętrzne sprawy polskie. Są takie środowiska jak Towarzystwo Dziennikarskie, które popierają te działania pisząc list otwarty do niemieckich dziennikarzy i opinii publicznej, w którym wyrażają ubolewanie w związku z „falą propagandy antyniemieckiej zainicjowanej przez polskie władze”. Smutne również jest to, że oprócz Towarzystwa Dziennikarskiego większości Polaków ingerowanie w polską politykę i podporządkowanie jej polityce Niemiec jest obojętne.

Nie przeszkadza im to, że w Niemczech jest prawo zabraniające obcemu kapitałowi być właścicielem niemieckich mediów, natomiast podmioty o kapitale zagranicznym kontrolują w naszym kraju 76 proc. udziału w rynku prasy, z czego 75 proc. należy do wydawców niemieckich.

Wydawcy zagraniczni są właścicielami 138 czasopism, które sprzedały ogółem ponad 567 milionów egzemplarzy, natomiast rodzime wydawnictwa kontrolują zaledwie 47 tytułów, co przełożyło się na 178 milionów sprzedanych egzemplarzy. Na 650 tytułów prasowych wydawanych RFN zagranica ma udziały tylko w trzech niskonakładowych, niewiele znaczących periodykach.

Gdy Cezary Gmyz w tygodniku „Do Rzeczy” opublikował stenogram nagrań ze spotkania Grasia i Kulczyka, z którego wszyscy dowiedzieliśmy się jak Jan Kulczyk, podczas rozmowy obiecał Grasiowi interwencję u niemieckich właścicieli „Faktu” w sprawie zwolnienia jego redaktora naczelnego Grzegorza Jankowskiego, ujawnienie kulis jego odwołania większości dziennikarzy i Polaków nie przeszkadzało.

Również nie przeszkadzało im, gdy Berlin i Paryż wy­wróciły ustalenia szczytu UE w Nicei i opracowały bez żadnych kon­sultacji z „polskim partnerem” zmiany, które znacznie osłabiły naszą siłę głosu, mimo, że istniał niemiecko-francusko-polski Trójkąt Weimarski.

Nie przeszkadza im, gdy dbanie o polski interes uważane było i jest w Niemczech, jako czarna niewdzięczność wobec UE, natomiast walkę premier Tony Blair o utrzymanie unijnego rabatu, odrzucenie przez Brytyjczycy m.in. układu z Schengen, sprzeciwienie się przyjęciu euro i Karty Praw Podstawowych, oceniana była w Niemczech, jako „silna tożsa­mość wyspiarzy”. Nikt też w Niemczech nie zwalczał francuskiego rządu walczącego o gigantyczne dopłaty dla swych rolników ani Hiszpanów, którzy latami bronili dodatku przyznanego im przed wprowadzeniem euro.

Większości Polakom nie przeszkadza gdy:

w zachodnich środkach przekazu coraz częściej pisze się i mówi o „polskich obozach koncentracyjnych” i współudziale Holokaustu Żydów,

Janusz Lewandowski, europoseł – mówił: „Parlament Europejski patrzy na Aleppo, a powinien patrzeć na ulice Warszawy”,

sprzedawane w naszym re­gionie produkty zachodnich producentów zwykle są gorszej jakości niż ich odpowiedniki na zacho­dzie Europy,

Niemieckie media z uwielbieniem cytują opinie dziennikarzy Gazety Wyborczej, Newsweeka, polityków PO i Nowoczesnej, przedstawicieli KOD, oraz artystów krytykujących rząd PiS i prezydenta A. Dudę.

Zastanawiam się, czy Polacy, którym wszystko jest obojętne oraz dziennikarze i przedstawiciele KOD-u biorą pod uwagę fakt, że „buty” uszyte Polsce i Polakom mają bezpośrednie przełożenie na nasze bezpieczeństwo gospodarcze i militarne. Jeżeli przylgnie do nas opinia najgorszego z europejskich narodów, to skutkować to będzie brakiem szacunku do Polaków i ich przedstawicieli. Z takimi ludźmi w miarę możliwości nie prowadzi się interesów, a w razie napaści na Polskę żadna pomoc nie będzie jej udzielona.

Skoro większości to nie przeszkadza, to nie dziwmy się, że nas nie szanują nie tylko w Niemczech, ale i na Zachodzie.