Obserwując profile zwolenników otwierania granicy zauważam, że można pisać teksty o kryzysie migracyjnym na granicy i w ogóle nie używać w nich słów „Białoruś”, „granica” oraz „Łukaszenka”.

Jak się okazuje wystarczy ograniczać się do stwierdzania, że za śmierć migrantów odpowiadają Morawiecki, Błaszczak i Kamiński (a nie Łukaszenka), a osoby od innym spojrzeniu na sprawę to bezduszni faszyści i zwolennicy PiS. PiS w tekście musi się bowiem znaleźć. Słowa „Polska” dla odmiany nie trzeba używać.

Nie licząc szlachetnych wyjątków ludzi, którzy mając inne niż ja zdanie równocześnie zachowują klasę dowiedziałem się w ciągu ostatniej godziny, że jestem ksenofobem, zwolennikiem faszyzmu no oczywiście „pisowcem”.

W moim przypadku nie ma szans, bym z powodu głupoty lewactwa i nienawiści liberałów w stosunku do PiS stał się zwolennikiem PiS, bo jedna głupota przemieszana z chamstwem nie jest w stanie spowodować bym wybrał inną głupotę przemieszaną z chamstwem, ale jak patrzę na to jak usilnie próbują mnie wepchnąć lewacy i liberałowie w ramiona PiS, to myślę sobie, że co prawda ze mną im się to nie uda, ale z tysiącami innych ludzi jak najbardziej. A potem będzie płacz, że tępy naród (no to będzie ujęte pewnie jakoś bardziej na okrągło, ale sens będzie dokładnie taki) znów źle wybrał.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)