W zasadzie nie zamierzałam odnosić się do telewizyjnego wtorkowego programu „Debata” (26.01.2016) gdybym przeglądając portal Polityce.pl nie trafiła na artykuł Stanisława Januszewskiego „Smolar, Żakowski i Sierakowski – trzej prorocy michnikowszczyzny w TVP, czyli drastyczne zaprzeczenie własnej narracji”. Autor pisze w nim: „W telewizji publicznej w jednym programie wystąpili jednocześnie Smolar, Żakowski i Sierakowski” (…) „W tej konkretnej debacie oprócz jednakowych poglądów połączyła ich wściekłość, której nie zdołali opanować. Jednym z powodów był dobór znakomitych adwersarzy – Bronisław Wildstein, Antoni Dudek, mecenas Obara i uczony politolog, którzy nie pozwolili prorokom na rozwinięcie skrzydeł”.

Nie uważam, by w tym programie „był dobór znakomitych adwersarzy” Według mnie poza Panem B. Wildstejnem, który jest zawsze świetnie merytorycznie przygotowany, nie daje się zakrzyczeć i wybić z tematu, oprócz tego, gdy zabiera głos, jego wypowiedzi charakteryzują się rzeczowością, dynamiką i ekspresją, pozostali dwaj nie zachwycili.

Powiedzieć, że panowie Antoni Dudek, i mecenas Obara na jego tle nie błyszczeli, to stwierdzenie bardzo łagodne. Od lat słucham wypowiedzi pana A. Dudka. Za każdym razem odnoszę wrażenie, że siedzi on okrakiem na szczycie barykady i bardzo uważa by czasami nie opowiedzieć się zdecydowanie po jednej ze stron. Niby broni poczynań rządu, ale tak niesłychanie ostrożne, by czasami wypowiedziane słowa mu nie zaszkodziły. Z kolei pan Obara po raz kolejny pokazał, że nie należy do telewizyjnych pitbulli. Mimo, że miał ciekawe argumenty, to większość z nich nie dotarła do telewidzów, ponieważ dał się zakrzyczeć i zagadać.

Liczyłam, że po przejęciu władzy w telewizji przez J. Kurskiego zmieni się formuła dyskusji, że nareszcie skończy się zapraszanie zbyt wielu uczestników. Jeżeli program trwa 65 min, jest sześciu zaproszonych plus prowadzący, to każdy z nich w trakcie programu ma tylko ok. 10 min na odpowiedź.

Uważam, że tego typu programów powinno być dużo więcej, powinny być prowadzone w formule jeden na jeden. Wystarczyłoby w zupełności by wystąpili w nim tylko J. Żakowski i B. Wildstein, a emocje byłby dużo większe.

Poza tym zastanawiam się, dlaczego w mediach publicznych na okrągło promowani są J. Żakowski, S. Sierakowski, Wielowiejska, a gdzie bracia Karnowscy, T. Sakiewicz, S. Janecki, K. Grzybowska. Jakoś nie widzę nowych programów, które prowadziliby prawicowi dziennikarze, w których pokazywane byłoby zakłamanie i obłuda ośmiu lat rządów koalicji PO-PSL. Dlaczego program J. Pospieszalskiego „Bliżej” w dalszym ciągu ma złe godziny nadawania i nie ma jego powtórek, jak to miało miejsce z programem T. Lisa „Tomasz Lis na żywo”. Dlaczego nie ma programów, które na bieżąco tłumaczyłyby społeczeństwu meandry rządzenia i podejmowanych decyzji? Czy poza wymianą kilku prezenterów tak naprawdę ukrytym celem wszelkich działań prezesa Jacka Kurskiego jest dokonywanie takich zmian, by nic się nie zmieniło? Jeżeli tak, to czarno widzę przyszłość PiS-u.

Mam wiele zastrzeżeń do tego, że zbyt wiele czasu antenowego telewizja publiczna udostępnia opozycji. Mamy niekończącą się sztafetę ataku na rząd B. Szydło, premiera J. Kaczyńskiego i PiS. Do komentowania ich działań po kolei zapraszani są posłowie z PO następnie z Nowoczesna, po nich z PSL i Kukiz15. Gdyby zsumować łączny ich czas wystąpień, to stosunek wyniósłby 4:1, a jeżeli dodamy ich wystąpienia w TVN i Polsacie, wsparcie opozycyjnej prasy krajowej zachodnich ośrodków opiniotwórczych oraz UE, to widać, że mimo przejęcia władzy w dalszym ciągu trwa nieustające ujeżdżanie PiS-u.

Nie bądźmy bardziej papiescy od papieża i nie przesadzajmy z pluralizmem. Przez osiem lat rządów PO-PSL pokazali, co potrafią. Dlatego w publicznym radiu i telewizji opozycyjni dziennikarze powinni być gośćmi a nie gospodarzami programów, decydującymi o tematach prowadzonych rozmów i kogo do nich zaproszą.

Liliana Borodziuk