Pogłówne, poradlne, hiberna, czopowe, kwarta, dziesięcina…. Taką nazwę nosiły podatki w I Rzeczpospolitej. Złośliwi dodawali, że płacono także od szyb i ilości kominów. Dzisiaj, co prawda, aż tak wymyślnych rozwiązań nie ma. Ale…

Ponad 720 mld zł, czyli aż 44 proc. PKB jest warta praca Polaków w domu, szacuje GUS. Zalicza się do niej m.in. opieka nad dziećmi, gotowanie i sprzątanie, podaje „Rzeczpospolita”.

Według wyliczeń GUS, miesięczna wartość pracy domowej, którą wykonuje kobieta wynosi 2221 zł. Prace domowe mężczyzny, według obliczeń, warte są 1292 zł.

Kobiety trzy razy więcej czasu poświęcają na gotowanie, sprzątanie, czy zmywanie naczyń i dwa razy więcej na opiekę nad dziećmi niż partnerzy. Jak podaje „Rz”, kobieca opieka nad dzieckiem warta jest 678 zł miesięcznie, gotowanie 450 zł, a zakupy 193 zł.  Mężczyźni przodują za to w obowiązkach związanych z utrzymaniem mieszkania tj. sprzątanie, remonty, odśnieżanie. (http://www.solidarnosc.org.pl/aktualnosci/wiadomosci/kraj/item/10702-kosztowne-obowiazki-domowe )

Z dobrze poinformowanego źródła wiem, że powyższe spędzało już sen z powiek „profesora” Rostowskiego, gdy był ministrem finansów. I pewnie dalej go gnębi…. Bo oprócz sięgającej co najmniej 20% PKB „szarej strefy” kolejne 44% ucieka przed opodatkowaniem.

Tymczasem, gdyby dodać do dochodów przeciętnej rodziny powyższe wartości okazałoby się, że każda kobieta prowadząca gospodarstwo domowe rocznie dodatkowo zarabia aż 26.652,- zł! Podatek od tej kwoty wyniósłby zatem… 4.797,36 zł. Co najmniej. Również znacząco wzrosłaby danina na ZUS – o około  10.700,- zł.

Mężczyźni musieliby odprowadzić nieco mniej – bo kwota rocznego przychodu wzrosłaby dodatkowo o 15.504,- zł. Takie ponoć będą właśnie nowe interpretacje przepisów podatkowych w przypadku wygrania przez PO jesiennych wyborów.

Co prawda próba opodatkowania tzw. pomocy sąsiedzkiej, którą to wymyślił Dyrektor Izby Skarbowej w Katowicach, i co stało się przedmiotem poselskiej interpelacji (posłanka Krystyna Łybacka, interpelacja nr 11561) zakończyła się cofnięciem zapędów fiskusa, ale…

Niestety, żyjemy w demokracji pozornej, w której instytucje gwarantujące w innych krajach demokrację, są fasadowe. Ta uwaga nie dotyczy jedynie sądów, ale i Rzecznika Praw Obywatelskich. Również.

Pisał ongiś Alexis de Tocqueville:

„Trzeba szczegółowo poznać historię administracyjną i finansową dawnego ustroju, by zrozumieć, do jak bezprawnych i nieuczciwych praktyk może brak pieniędzy skłonić rządy łagodne, ale działające tajnie i bez kontroli, kiedy czas ostatecznie usankcjonuje ich władzę i uwolni je od strachu przed rewolucją, tą ostatnią ucieczką ludów.”

Kontrola tego rządu jest fikcją. Uwaga prokuratury, rzekomo niezależnej, skupiona jest na… opozycji. Tak samo jak mediów, które przecież pilnują zarobku. A ten pochodzi z ogłoszeń, jakie są zamieszczane przez zależne od rządu instytucje. Opozycja tyle nie płaci, bo skąd zresztą miałaby czerpać na to środki? Odpada również strach przed rewoltą. Niezadowoleni (głodni) wyjeżdżają za chlebem na skalę niespotykaną w historii Polski. Dodatkowo społeczeństwo rozbija się pod jakimkolwiek pozorem. Jak nie krzyża, to JOW-ów. W ramach rzekomego gonienia Europy wprowadza się ustawodawstwo mające na celu zwalczanie rodziny i stanowiący kościec tego Narodu od ponad tysiąca lat Kościół.

Jeśli więc PO wygra jesienne wybory raz, dwa okaże się, że podatki nam wzrosną. Oczywiście nie wskutek uchwalenia kolejnych. PO PrOstu zmieni się interpretacja już istniejących przepisów. A to ten rząd ma opanowane do perfekcji. Nie tylko za sprawą ZUS.