Kto działał na szkodę Kompanii Węglowej? Okazuje się, że gdy w „2014 r. cena węgla spadła, i tak była około 50 proc. wyższa niż w 2003 r., kiedy przychody akurat powołanej do życia Kompanii Węglowej znacznie przekraczały jej koszty i spółka była na plusie mimo tych niskich cen. W ostateczności jednak doprowadzono do niepomiernego wzrostu kosztów albo innymi słowy: nie dopuszczono do powstania dużego zysku Kompanii Węglowej (…) Gdyby ktoś mądry (i uczciwy!) przyhamował choćby o połowę ten wzrost kosztów, spółka miałaby dziś zaoszczędzone miliardy złotych” – specjalnie dla czytelników portalu Pressmania.pl prezentujemy fragment książki wydawnictwa Biały Kruk „Wygaszanie Polski 1989-2015”, w którym 21 autorów diagnozuje wygaszanie polskiego państwa w poszczególnych obszarach życia. Poniżej część tekstu Leszka Sosnowskiego o wygaszaniu polskiej gospodarki.

Mam przed sobą skrócone bilanse Kompanii Weglowej SA za rok 2012 i 2013. Ciekawe rzeczy z nich wynikają. Oto np. w 2012 r. w pozycji „Koszty Ogólnego Zarządu” znajdujemy olbrzymią sumę 2 mld 118 mln 797 tys. zł, która stanowiła aż 19,8 proc. przychodów netto ze sprzedaży! Ta proporcja jest wynikiem dramatycznym, „osiągniętym“ przez desygnowanych przez rząd do KW S.A. menadżerów. Rok wcześniej koszty ogólnego zarządu (też niemałe), stanowiły jeszcze 14 proc. wartości sprzedaży, by następnie wzrosnąć – bagatela! – o prawie 439 mln zł! Była to „nagroda” za zarządzanie i handlowanie, które w tym samym roku doprowadziły do zmniejszenia przychodów ze sprzedaży aż o 1,2 mld zł… Mimo tego Kompania „wyciągnęła” jeszcze 170 mln zł zysku, czego w żadnym wypadku nie można jednak uznać za sukces, gdyż zysk powinien wynosić co najmniej trzy razy tyle, gdyby koszty trzymane były w ryzach.

W roku następnym, 2013, koszty ogólnego zarządu były na zbliżonym poziomie, a sprzedaż netto zmalała o kolejny miliard zł. To właśnie o tym okresie rząd mówi: „Już wtedy alarmowaliśmy, że źle się dzieje”. Faktycznie, bardzo źle się działo, tylko kogo oni alarmowali? Przecież powinni byli zaniepokoić przede wszystkim właściciela, czyli – samego siebie. (…)

Wielce pouczająca jest też lektura broszury Plan naprawczy dla Kompanii Węglowej S.A. opracowanej i opublikowanej przez Ministerstwo Gospodarki 7 stycznia 2015 r., czyli zaledwie na dziewięć dni przed kosmicznie szybkim przeforsowaniem w Sejmie ustawy zakładającej likwidację czterech kopalń wchodzących w skład KW S.A. Ani słowa nie ma tam o aktualnych rezerwach i zapasach. Broszura, upiększona wieloma wykresami, treści posiada nie za wiele, a tendencja w niej jednoznaczna, wnioski bezdyskusyjne: kopalnie muszą upaść. Podkreślany jest wielokroć właśnie czasownik „muszą”, a wykres na str. 5 zupełnie kuriozalnie zatytułowano dużymi literami: „Polskie górnictwo nie wykorzystało okresu wysokich cen”. „Polskie górnictwo” – czyli kto?! Górnik dołowy, sztygar, pani sprzątająca, referentka, kierowca? Nie! To rządowi menedżerowie nie wykorzystali koniunktury, oni i ich ministerialni mocodawcy, którzy teraz prą z całych sił do likwidacji. Zamiast odpowiadać przed jakimś trybunałem.

Kto się czai w tle?
Z wykresów na str. 5 powyższego dokumentu jak ktoś chce, to może jednak trochę ciekawych rzeczy wyczytać. Np. że w 2014 r. cena węgla spadła, owszem, ale i tak była około 50 proc. wyższa niż w 2003 r., kiedy przychody akurat powołanej do życia Kompanii Węglowej znacznie przekraczały jej koszty i spółka była na plusie mimo tych niskich cen. Właśnie – koszty! Doprowadzono do niepomiernego wzrostu kosztów albo innymi słowy: nie dopuszczono do powstania dużego zysku; w latach 2008–2009 (pierwsze lata kierowania gospodarką przez PO-PSL) był to nawet wzrost gwałtowny. Dość powiedzieć, że koszty Kompanii w ciągu ostatnich 10 lat uległy podwojeniu! Gdyby ktoś mądry (i uczciwy!) przyhamował choćby o połowę ten wzrost kosztów, spółka miałaby dziś zaoszczędzone miliardy złotych. Na co poszły zarobione pieniądze, gdzie je skierowano? To jest prawdopodobnie pytanie kluczowe dla rozwiązania zagadki kopalnianego kryzysu. Przecież górnikom nie potrojono pensji w ciągu tego dziesięciolecia.

Na kogo zatem pracują górnicy? Ewidentnie coraz mniej na siebie, na pewno coraz bardziej na zarządy i powiązanych z nimi polityków. To na pewno. Ale w mrocznym tle widnieją pośrednicy w sprzedaży węgla; to oni głównie śrubują ceny polskiego „czarnego złota”, a zaniżają rosyjskiego lub czeskiego surowca, który sami sprowadzają do Polski. W tym przypadku państwo nie ingeruje, a jeśli, to w interesie hochsztaplerów, by gorzej nie powiedzieć o firmach pośredniczących, choć oczywiście nie o wszystkich. A wystarczyłby jeden ruch, np. jedna stosowna akcyza na rosyjski i czeski węgiel, by chronić to, co polskie. Jest odwrotnie: akcyzą obarczono od początku 2012 r. rodzimy surowiec. (…)

Jak ratować przedsiębiorstwo? Likwidacją?
Poziom kreatywności i wiedzy państwowej kadry, bazy ludzi wytypowanych centralnie do zarządzania firmami państwowymi i ich nadzorowania, jest odwrotnie proporcjonalny do ich buty oraz arogancji. Ci ludzie prezentują żenująco niski poziom, jeśli chodzi o faktyczne uzdrawianie przedsiębiorstw. Trudno oczywiście wykluczyć, że są wśród nich fachowcy mający o tym pojęcie, ale jeśli tak – to muszą się z tym ukrywać. Na zewnątrz są to dyspozycyjni osobnicy, którzy zjawiają się na krótko w różnych zakładach w Polsce, by realizować zadania wyznaczone przez polityków obozu rządzącego. Zwolnić ludzi, obniżyć płace, ale broń Boże zarządowi – oto całe uzdrawianie. No, jeszcze można przesunąć jakiś zakład (kopalnię) z holdingu do holdingu, utworzyć nową spółkę, czyli nowe miejsca w zarządach dla ludzi zasłużonych i wiernych partii. W każdym wariancie koniecznie należy przy tym powołać się na marne ceny światowe, fatalne trendy – i plan naprawczy gotowy. (…)

W Niemczech działa (wg danych tamtejszego Związkowego Urzędu Ochrony Środowiska) aż 55 elektrowni spożytkowujących węgiel kamienny. Nie tylko nikt ich nie likwiduje, ale rozpoczęto budowę ośmiu nowych. Będą to oczywiście zakłady oparte o najnowsze, znacznie zdrowsze dla środowiska technologie. Nie trzeba być bardzo domyślnym, żeby stwierdzić, iż paliwo dla tych elektrowni Niemcy będą musieli importować w stu procentach, skoro likwidują wszystkie swoje kopalnie. To może być drogi „szpas” i niebezpieczny dla bezpieczeństwa energetycznego tego kraju, nawet gdy weźmie się pod uwagę, że na węglu kamiennym opierać się będzie już tylko 19 proc. całej energii elektrycznej. Niemcy wykombinowali sobie wszakże inne, bezpieczne wyjście: kupić kopalnie za granicą. Najlepiej tuż za granicą. I teraz staje się jasne, dlaczego tak usilnie starają się różnymi drogami i sposobami przejąć na własność blisko nich położone kopalnie w Polsce albo złoża jeszcze nie eksloatowane. Współpraca z polskim górnictwem to dla nich warunek sine qua non. Dlaczego jednak mają współpracować w charakterze właściciela? (…)

Zwykły obywatel zapyta: jaki jest w tej sytuacji sens prywatyzacji lub likwidacji kopalń, skoro istnieje niedaleko od nas tak pewny, w zasadzie gwarantowany poważny rynek zbytu, na którym będzie można wynegocjować naprawdę dobre ceny?

Dlaczego państwowe ma być złe?
(…) System wynagradzania – lepszym słowem byłoby „finansowania” – menedżerów państwowych przedsiębiorstw jest ciężko chory. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że nie ukształtował się on wczoraj; już na samym początku transformacji stworzono w Polsce system oparty na braku zależności między wynikami firmy państwowej a płacami prezesów. Nie wystarczyło zastosowanie do państwowych spółek przepisów Kodeksu Handlowego, to jeszcze nie był model kapitalistyczny. Konieczne było przede wszystkim totalne uzależnienie wynagrodzeń managementu od wyników. Jeśli natomiast stworzyło się obowiązek wypłacania niebotycznych zarobków, odpraw itp. nawet w przypadku fatalnego zarządzania, nawet w przypadku doprowadzenia firm do bankructwa, to zaprogramowało się zarazem selekcję negatywną kandydatów na kluczowe stanowiska i wiadomo było, że niebawem przyjdą tacy, którzy ten system bezwzględnie wykorzystają. Tak się właśnie dzieje.

Przyczynę zła upatruje się w samym fakcie istnienia państwowej własności. Dlaczego jednak państwo nie może zatrudnić właściwych ludzi, superfachowców, dlaczego jest z góry skazane na porażkę? Jeśli faktycznie nie może być inaczej, to analogicznie trzeba by dojść do wniosku, że również zarządzanie całym państwem – o ileż trudniejsze niż samymi kopalniami – jest tym bardziej skazane na porażkę.No, ale państwa nie da się sprywatyzować. Choć wygląda na to, że jednak się usiłuje – teraz w Polsce.

Żadna nowa partia polityczna, żaden rząd po 1989 r. nie zastanawiał się nad tym, że po sprywatyzowaniu tego, co konieczne, i tak pozostanie jeszcze dużo własności państwowej, którą powinni zarządzać najlepsi. Nie manipulatorzy, elegancko ubrane cwaniaki, ludzie wiszący u klamek polityków, a z drugiej strony gotowi w każdej chwili do ich korumpowania. Potrzebna była duża baza ludzi kreatywnych, mądrych, uczciwych, świetnie zarabiających, owszem, ale – całkowicie niezależnych od świata polityki. Takich niezależnych ludzi mógł wytworzyć odpowiedni system i odpowiednie ustawodawstwo. Niestety powstawał system, który konsekwentnie budował gęstą sieć zależności prywatnych, korupcyjnych. Wypromowano osobników mających w pogardzie górników, hutników i wszystkich innych „suwnicowych” oraz wszystkich inteligentów, którzy nie byli tak cwani, by załapać się w Warszawie na super opłacane stanowiska. Ci „sprytni” ludzie utrzymują przy życiu ten chory system, ten układ, który zżera kraj. Ich oficjalną ideą przewodnią było i pozostaje: prywatyzacja wszelkiej maści. Sprzedawano lub likwidowano całe gałęzie przemysłu, nawet kolejkę linową. (…)

Ten system musi zatem przestać funkcjonować, jeśli polska gospodarka narodowa ma przetrwać. Jeżeli Polska ma przetrwać. W dużych, strategicznych firmach państwowych musi powstać kontrola społeczna nad obsadzaniem zarządów i rad nadzorczych (np. w Niemczech taka kontrola istnieje nawet w wielkich prywatnych firmach, a w radach nadzorczych obowiązkowo zasiadają także przedstawiciele związków zawodowych). Do takich decyzji niezbędna jest jednak zupełnie inna konfiguracja na polskiej scenie politycznej i możliwie szybkie odwrócenie tendencji wygaszaniowych występujących praktycznie w stosunku do całego państwa.

Leszek Sosnowski

Książkę „Wygaszanie Polski 1989-2015” można kupić m.in. w Księgarni „Gazety Polskiej” (KLIKNIJ)

Źródło: wydawnictwo Biały Kruk.