W komentarzu do przemówienia Donalda Tuska użyłem wyrażenia „mąż stanu”(czytaj tutaj), twierdząc przy tym, że nasz b. premier jest sprawnym politykiem, ale nijak nie jest mężem stanu. Zastanawia mnie skądinąd zaślepienie jego fanów, którzy wydają się nie pamiętać, że Ewę Kopacz – wybitną wszak intelektualistkę – na urząd premiera namaścił właśnie Donald Tusk. PO zaś było dzięki D. Tuskowi tak wyjałowione z polityki i wiarygodności, że aż PiS zdobył całą władzę.

Zostawiając jednak D. Tuska, kilka osób spytało mnie jak definiuję męża stanu.

Robert Kennedy, nawiązując nieco do G.B. Shawa powiedział kiedyś (a jego brat Edward użył potem tych słów w czasie mowy pogrzebowej Roberta) „Some men see things as they are and say, why; I dream things that never were and say, why not”, czyli „Są ludzie, który mówią jak jest i tłumaczą czemu, ja marzę o tym, czego nie było i mówię czemu nie”.

A więc wizja.

Moshe Dayan zapytany kiedyś, czemu w izraelskiej armii jest tak wysoki stosunek zabitych oficerów w stosunku do zwykłych żołnierzy odparł, że to dlatego, że „w izraelskiej armii nie ma komendy naprzód – jest komenda „za mną”.
A więc przywództwo. Nie podążanie za tłumem, ale przewodzenie mu.

Generał De Gaulle zaś powiedział, że „wielkość to droga prowadząca w nieznane”, co – jeśli dobrze rozumiem to co generał miał na myśli – oznacza, że warunkiem wielkości jest wybieranie słusznej drogi, nawet gdy nie ma się gwarancji powodzenia.

A więc odwaga i wola walki.

…….

P.S. jak ktoś uważa (a już widzę, ze niektórzy tak uważają), że ten wpis oznacza poparcie dla PiS to jest ćwierćinteligentem.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)