W pierwszym następne wybory wygrywa PO. Rządzi tak jak to PO rządzić potrafi, czyli „nie róbmy polityki, budujmy orliki”. W efekcie w 2023 do władzy wraca PiS, który jeśli przegra to przegra przecież raczej minimalnie i nie zniknie ze sceny. Alternatywnie PiS wróci do władzy w 2027 r (i będzie równie wesoło, co teraz, albo nawet jeszcze weselej). Innymi słowy do 2027 lub nawet do 2031 r. polska scena polityczna będzie zdominowana przez PO i PiS, z tą różnicą, że pod koniec tego okresu poseł Tarczyński będzie miał już status stabilnego męża stanu, a w PO Ewa Kopacz wspominana będzie niczym Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek.

Scenariusz drugi jest taki, że PiS wygra wybory w 2019 r. a że wygra je ledwo, a i już obecnie tzw. ziobryści – skądinąd z wzajemnością – co i rusz przynoszą dziennikarzom „kompromat” na ludzi premiera i generalnie każdy w PiS walczy z każdym, to pod koniec kadencji PiS będzie w stanie zupełnego rozkładu. PO czterech kolejnych lat w opozycji nie przetrwa, Donald Tusk będzie zwalczany przez Grzegorza Schetynę i w tej walce się panowie nawzajem wykończą, więc pod koniec drugiej kadencji PiS, PO będzie w stanie takiego samego rozkładu jak PiS, to zaś oznaczać będzie naturalną potrzebę powstania nowych sił politycznych.

No i jak tu nie kibicować PiS?

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)